Historia
1. FC Katowice – podwójny awans
23 sierpnia 2008
0

Czy duch Ernesta Wilimowskiego pomógł piłkarzom i piłkarkom 1.FC w podwójnym awansie?

Przeglądając tematy, jakie w ubiegłym sezonie gościły w rubrykach sportowych regionalnych gazet, najłatwiej trafić na doniesienia o aferze korupcyjnej, która od lat zżera polską piłkę nożną. Niewiele satysfakcji dostarczyły górnośląskim kibicom Mistrzostwa Europy. Pozbawiona piłkarzy z naszego regionu reprezentacja Polski wypadła bardzo słabo, niewiele lepiej sprawili się Ślązacy w czeskich barwach, jedynymi gwiazdami z naszego regionu pozostają reprezentujący Niemcy Miro Klose i Lukas Podolski. Śląskie kluby dawno już nie wygrały żadnego poważnego trofeum w Polsce, ani w Czechach, nie dokonują też spektakularnych transferów. W tych okolicznościach nie powinno dziwić, że zdaniem wielu dziennikarzy wydarzeniem sezonu w śląskiej piłce była reaktywacja legendarnego klubu 1.FC Katowice.

1.FC to klub o tyle wyjątkowy, że w pewnym sensie symboliczny dla całego Górnego Śląska. W okresie największych sukcesów, w latach 20-tych ubiegłego wieku, jego barwy nosili wyłącznie rodowici Ślązacy, często słabo mówiący po polsku. Wychowankami byli między innymi tak wybitni gracze, jak Karol Kossok czy Ernest „Ezi” Wilimowski, uważany za najlepszego piłkarza, jaki kiedykolwiek urodził się na obecnym terytorium Polski. Z kolei Eryk Heidenreich, uznawany w czasach autonomicznego Śląska za jednego z najlepszych obrońców w Europie, świadomie odmówił gry w reprezentacji Polski, podkreślając odrębność Ślązaków od Polski. W 1927 roku 1.FC powinien był zdobyć tytuł mistrza Polski, jednak podobno wynik decydującego meczu z Wisłą Kraków został wypaczony przez sędziego – wszystko po to, by klub postrzegany jako „niemiecki” nie został najlepszym w Polsce.

Śląskość 1.FC nawet dziś, prawie siedemdziesiąt lat po rozwiązaniu klubu w przededniu wojny, przeszkadza niektórym osobom. Tuż po reaktywacji Piotr Spyra z Ruchu Obywatelskiego „Polski Śląsk” wywołał powszechne rozbawienie, oskarżając 1.FC o? „afirmację nazizmu”! W powszechnej świadomości Ślązaków klub zajmuje jednak wciąż ważne miejsce, o czym świadczy najlepiej ilość młodzieży, która wyraziła rok temu chęć reprezentowania jego barw. Dzięki temu trenerowi Dariuszowi Wolnego (byłemu znanemu napastnikowi katowickiej GieKSy) udało się stosunkowo łatwo skompletować ciekawą drużynę, która zwyciężyła w rozgrywkach B-klasy i w tym sezonie zadebiutuje w A-klasie. To niewątpliwy sukces, jednak już po zakończeniu rozgrywek okazało się, że drużyna 1.FC zagra w? pierwszej lidze!

Mowa tu oczywiście o drużynie kobiecej, która powstała równolegle z męską. System rozgrywek w lidze kobiecej nie jest tak rozbudowany jak w męskiej, więc dziewczyny, prowadzone przez trenera i zarazem prezesa klubu Adama Celdera, zadebiutowały w drugiej lidze. – Nie były na pewno faworytkami, mocniejszymi składami dysponował chociażby lokalny rywal – KKS Zabrze, czy Unia Opole, której kadra została jednak przetrzebiona przez kontuzje – wspomina Celder – Zabrzanki pokonaliśmy dwukrotnie, zaś po zwycięstwie z Unią w ostatniej kolejce, dziewczyny zapewniły sobie awans do baraży o prawo gry w pierwszej lidze.

I właśnie w barażach zdarzyła się wpadka, która – jak się wtedy wydawało – przekreśliła wysiłek dziewcząt w całym sezonie. W pierwszym meczu w Katowicach, lepsze okazały się piłkarki Podgórza Kraków, które zwyciężyły 3:1. W rewanżu młode Ślązaczki robiły co mogły, by odrobić straty, udało im się jednak tylko uzyskać remis. Kiedy wszyscy w klubie pogodzili się, że swój drugi sezon 1.FC spędzi również w drugiej lidze, z niespodziewanym prezentem pospieszyła Korona Kielce, która wycofała swoją drużynę z pierwszoligowych rozgrywek. Miejsce zwolnione przez kielczanki zajęły podopieczne Celdera, stając się tym samym drugą piłkarską drużyną z Katowic, która zagra na tak wysokim poziomie rozgrywek. Pierwszą są oczywiście piłkarze GKS Katowice. Niestety, nie zrobiło to wielkiego wrażenia na radnych, którzy w niedawnej uchwale uznali, że kobieca piłka nie zasługuje na wsparcie ze strony miasta.

Nawet ten fakt nie wpłynął jednak na pogorszenie euforycznych nastrojów, które zapanowały w klubie po niespodziewanym awansie. Celder, licząc na znalezienie sponsorów, przyznaje, że kuriozalna decyzja radnych znacznie ogranicza aspiracje 1.FC. Bez wsparcia finansowego trudno liczyć na poważne transfery, a bez tych beniaminek może mieć problemy. Takie wzmocnienia wydawały się tymczasem całkiem możliwe, bo marka 1.FC Katowice wciąż jest rozpoznawalna w Polsce i przyciąga do klubu młode, zdolne zawodniczki z innych regionów. W trakcie poprzedniego sezonu, ta magia podziałała między innymi na Annę Błażejewską, która przyszła z Medyka Konin i stała się natychmiast jedną z czołowym zawodniczek. Obok niej o grze drużyny decydowały przede wszystkim obrończyni Magdalena Golba oraz najlepsza strzelczyni – Katarzyna Kowalczyk. Ta ostatnia zdążyła już zyskać wśród kibiców status zawodniczki kultowej. Sympatyczna napastniczka tyle razy przesądzała o zwycięstwach swoimi bramkami, że fani nauczyli się skandować jej ksywę – „Ogór” – kiedy tylko drużyna miała problemy ze zdobywaniem goli. – Niewątpliwie miniony sezon to był sezon „Ogóra” – śmieje się Anna Błażejewska – Kasia była dobrym duchem i prawdziwym przywódcą naszej drużyny na boisku i poza nim. Ale jest też wiele innych młodych dziewczyn, które nie pokazały jeszcze pełni swoich możliwości, liczę, że ich talenty eksplodują w tym sezonie.

– Dwa awanse wywalczone w pierwszym sezonie po reaktywacji to coś niesamowitego, prawdziwa magia – mówi prezes-trener Adam Celder – Być może jakoś pomógł nam w tym duch legendarnego Ernesta Wilimowskiego.

Wszystkich, którzy chcą poczuć magię 1.FC Katowice zapraszamy na mecze drużyn męskiej i kobiecej w tym sezonie. Na pewno warto spędzić sobotnie popołudnie oglądając mecze tego legendarnego klubu.

Comments

comments