Kultura
O zachowaniu narzecza górnośląsko-polskiego
27 września 2008
0

Poniższy artykuł został napisany w 1923 roku przez dr. Feliksa Steuera, pracownika Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Pomyślmy, co by było, gdyby wówczas i dziś nauczyciele chcieli zastosować się do jego sugestii?

W szerokich kołach warstw wykształconych spotyka się często pogląd, że narzecze jest czymś brzydkiem, jest mową zepsutą, którą trzeba zwalczać i wytępić. Takie zapatrywanie jest zupełnie mylne. Narzecze jest w rzeczywistości mową rozwijającą się stopniowo i przechodzącą sposobem naturalnym z jednego pokolenia na drugie. Narzecze łączy się ściśle z uczuciem i myśleniem ludu prostego, którego właściwości te nadają coś oryginalnego i świeżego. I tak też poeci „Młodej Polski” używają chętnie mowy ludowej w swych utworach. Narzecze jest i podstawą języka literackiego tj. doborowego sposobu mówienia klas wykształconych, który polega bądź też na różnych narzeczach jak np. język niemiecki.

Z jakich powodów mamy się starać o zachowanie naszego narzecza? Najprzód narzecze miejscowe jest mową naszych rodziców i krewnych, do których jesteśmy przywiązani z natury. Dlatego zostaje narzecze wszędzie najsilniejszym węzłem, wiążącym nas z kraje ojczystym. Kto przebywał długie lata na obczyźnie, wie, jak mu serce radośnie biło, gdy spotkał rodaka; wtedy przypominał sobie wiek dziecięcy i młode lata, spędzone w wiosce rodzinnej. A wróciwszy do domu po jakimś czasie, wyrażał chętnie myśli swoje w tem ulubionem narzeczu. Zeszłego roku, gdy byłem w domu, mówiła mi żona sąsiada: „Feliksie, ej téż ráz przyjechoł du dóm obedrzéć! Wiész, jednégo dycky du dóm ciągnie, choć ény na jaki dziéń. Bo kaj se kdo ulągnie, tam go dycky ciągnie. Nasza téż każdi rok tu je, a aż i lepszi, jak to staré miejscé uzdrzi”. Nigdzie nie potrzebujemy się wstydzić mowy rodziców i praojców, którą nam zachowali od najdawniejszych czasów mimo panowania cudzego.

Dalej narzecze łączy nas z braćmi innych dzielnic Polski i równocześnie z plemieniem słowiańskiem. Narzecze to umożliwiło jednej części Górnego Śląska połączyć się z resztą Polski i pozwala naszym braciom, pozostałym pod rządem pruskim, mieć nadzieję lepszej przyszłości.

Ostatecznie narzecze nasze jest podobnie jak każde inne źródłem niewyczerpanem dla językoznawstwa i dla dziejów cywilizacji. I może nie będzie przypadkiem, że badanie polskich narzeczy zaczęło się od opisania górnośląskich gwar z okolicy opolskiej. W ostatnich czasach poświęcił Kazimierz Nitach, profesor uniwersytetu krakowskiego, dłuższą rozprawę narzeczu śląsko-polskiemu. Rzeczywiście znajduje się w niem obszerny, częściowo starożytny materjał słownikowy, z którego język literacki stale czerpać może, aby się zasilić i zbogacić.

Teraz jeszcze nasuwa się pytanie, jakim sposobem najlepiej popierać zachowanie i pielęgnowanie narzecza naszego.

Oto praca teoretyczna nie napotyka prawdopodobnie na wielkie trudności. Przedewszystkiem należy zbierać powiastki, opowiadania, rymy dziecięce i pieśni ludowe. Dalej trzeba w wykładach o językach słowiańskich i o fonetyce polskiej przygotowywać nauczycieli do pracy samodzielnej. Rzeczy ludoznawcze, odnoszące się do ludu śląskiego, powinny być rozpowszechnione przez czasopismo ludowe, aby zainteresować najszersze koła językiem ojczystym. Sprawom ludoznawczym chętnie służyć będą „Głosy z nad Odry”. Dla fachowców potrzebne jest czasopismo naukowe, by umieszczać ścisłe wyniki badaczy. Może być, ze się także znajdą górnośląskopolscy, piszący w naszym narzeczu.

W każdym razie o wiele trudniejszą będzie praca praktyczna, która w pierwszym rzędzie przypadnie szkole. Dotychczas polskiego języka literackiego w szkołach wcale nie uczono, a bez niego nie można pielęgnować narzecza. Z jednej strony istniały wielkie przesądy nauczycieli pruskich przeciw polskiemu językowi literackiemu i narzeczu górnośląskopolskiemu. Te przesady zaraz nie znikną. Z drugiej strony znowu było by wielkim błędem, gdyby nauczyciel, przybyły z Krakowa lub z Warszawy, chciał się wyśmiewać z mowy naszych dzieci, przede wszystkiem w okolicach mazurujących. Niejeden nauczyciel, przychodzący z poza granic Górnego Śląska, i u nas na wsi jeszcze się nauczyć może starych dobrych wyrazów polskich. I będzie prawdopodobnie wskazaniem, w nauce za pośrednictwem narzecza stopniowo rozwijać miłość do kraju ojczystego i języka literackiego, ale i na odwrót od języka literackiego do narzecza. Ta praca powinna jednak i dalej sięgać poza sztuczne granice do części niemieckiej Górnego Śląska, w której narzecze zjawia się jeszcze w formach oryginalnych. Skoro tylko pewne postępy zrobimy na tej drodze poszanowania gwary ludowej, zniknie i to nieprzyjemne uczucie, ze jesteśmy ludem podrzędnym z podrzędną mową, i będziemy dumni z przynależności do narodu polskiego.

Comments

comments