Rozmowy i wywiady
Leczenie sztucznej amnezji
28 września 2008
0

Doktor Arkadiusz Kuzio-Podrucki o śląskich rodach szlacheckich

– W jaki sposób zainteresował się Pan tematyką górnośląskiej szlachty?

Dr Kuzio-Podrucki i książę Guidotto Henckel von Donnersmarck– Moje badania dotyczące dziejów śląskiej szlachty, a dokładniej arystokracji, wynikały z mojej pasji poznawania historii, a szczególnie genealogii europejskich dynastii. Gdy wgłębiałem się w dzieje europejskich władców okazało się, że wielkich rodów i nazwisk nie trzeba szukać we Francji, Anglii, czy Hiszpanii. Gdy dodać do tego, że na etapie pracy magisterskiej zająłem się dziejami Śląska, efektem końcowym były poszukiwania dotyczące przeszłości wielkich śląskich rodów szlacheckich. Wiele z nich miało dzieje równie pasjonujące, jak dzieje wielkich i znanych rodów Europy.

– Czy w Pana podwójnym nazwisku możemy się doszukiwać przynamniej cząstki błękitnej krwi?

– Podwójne nazwisko nie musi oznaczać, że mamy do czynienia z osobą szlacheckiego pochodzenia. Zresztą wiele rodów o szlacheckim pochodzeniu i wielowiekowej historii ma nazwiska bardzo zwyczajne. Najstarszym polskim rodem szlacheckim – do dziś niewygasłym – noszącym arystokratyczny tytuł hrabiów są Tarnowscy. Ich protoplastą był Spycymir (zwany także Spytkiem) z Melsztyna żyjący w czasach ostatniego, polskiego króla z dynastii Piastów, Kazimierza III Wielkiego. W przypadku mojej rodziny podwójne nazwisko nosił ojciec i dziadek, ale żaden z nich nie pieczętował się szlacheckim herbem, zatem i ja nie mam takowego. Nic mi nie wiadomo, aby wśród moich przodków byli błękitnokrwiści.

– Jak Pan, Górnoślązak, oceniłby działalność tutejszej szlachty?

– Nie jestem Górnoślązakiem z urodzenia. Urodziłem się w Toruniu i na Śląsku zamieszkałem w połowie lat 70-tych, gdy moi rodzice przeprowadzili się do Tarnowskich Gór. Czasami żartuję, że to poza-śląskie urodzenie pomaga mi patrzeć z dystansem na niektóre sprawy z przeszłości tej ziemi. Porównując dzieje śląskiej szlachty z ich europejskimi kuzynami (wśród szlachetnie urodzonych wszyscy są czyimiś kuzynami, w dalszym lub bliższym stopniu) nie widać żadnej różnicy. Są wśród nich postacie wielkie i małe swą działalnością czy miejscem w historii, są bohaterowie i zwykli łotrzy, są wybitni poeci, ale i zwyczajni szlachetkowie, którzy niczym szczególnym nie wyróżnili się w dziejach. Galeria śląskiej szlachty jest równie pasjonująca swą różnorodnością, jak szlachta z innych krajów.

– Który z górnośląskich rodów zaintrygował Pana najbardziej?

– Nie ma jednego szczególnego rodu, który wybrałbym z powodu jego dziejów. Henckel von Donnersmarckowie byli pierwszymi, którymi zainteresowałem się dokładniej i im poświęciłem pierwszą moją książkę. Ich pierwszeństwo wynikało z faktu zamieszkiwania w Tarnowskich Górach, gdzie po dynastiach Piastów i Hohenzollernów rządy objęli pochodzący ze Spisza Hencklowie. Im też poświęciłem najwięcej lat pracy. Stąd może mam do nich większy sentyment. Wgłębiając się w ich dzieje, odnajdywałem wiele wątków dotyczących działalności przedstawicieli innych wielkich rodów śląskiej arystokracji. Kontynuując swe badania kompletowałem fakty z dziejów Tiele-Wincklerów, czy Schaffgotschów. Dzieje każdego z tych rodów są pełne nader zaskakujących wydarzeń i przygód, np. znana bajka o kopciuszku mogłaby mieć swój pierwowzór na Śląsku. Tutaj ta bajka stała się faktem, a kopciuszkiem była Joanna Gryczik. Moje zainteresowania oraz praca naukowa nad dziejami śląskiej szlachty i arystokracji trwa od kilkunastu lat.

– Górnośląskie rody szlacheckie posiadały tożsamość śląską czy raczej niemiecką?

Florian Henckel von Donnersmarck– Tożsamość to jest pojęcie bardzo złożone i trudno byłoby mi odpowiedzieć w zaledwie kilku zdaniach. Na dodatek jest to sprawa bardzo indywidualna. W zdecydowanej większości posługiwała się na co dzień językiem niemieckim, ale nader często znany był im język polski. Należałoby raczej spytać kim czuje się śląska szlachta. Jako odpowiedź przytoczę trzy fakty. W Kalendarzach Gotajskich, (to specjalistyczne wydawnictwo, będące połączeniem herbarza oraz genealogii szlacheckich rodów) rody te są określany najczęściej krótko: Schlesischer Adel (śląska arystokracja – przyp. AZ). W przypadku rodów, które korzeniami sięgają innych regionów Europy podane jest skąd się wywodzą, ale zawsze określane są jako śląska szlachta. Książę Ernest-Johann Biron von Curland, potomek dawnych właścicieli Sycowa, jest przewodniczącym Związku Szlachty Śląskiej i to pomimo faktu, że jego przodkowie byli książętami Kurlandii i Semigalii (dziś część Łotwy). Faktem przesądzającym o ich utożsamianiu się ze Śląskiem stały się dzieje ich rodu który przez prawie dwieście lat (do 1945 r.) mieszkał na Śląsku. Ciekawym jest też przypadek hrabiego Floriana Henckel von Donnersmarcka, który w zeszłym roku otrzymał nagrodę filmową Oskara za reżyserię filmu „Życie na podsłuchu”. Dziennikarze prześcigali się w określaniu jego narodowości, według jednych był Niemcem, według innych Austriakiem, a nawet doszukiwano się polskich korzeni (wynikło to z nieporozumienia dotyczącego miejsca urodzenia ojca hrabiego, który przyszedł na świat w Bytomiu). Gdy na specjalnym pokazie filmowym był obecny szef rodu Henckel von Donnersmarck, książę Guidotto, Florian składając autograf na książęcym zaproszeniu wpisał dwa słowa: „Ślązak, Ślązakowi”.

– Myśli Pan, że pamięć o Donnersmarckach, Ballestremach, Schaffgotschach i innych rodach śląskich jest silna czy raczej nosi znamiona amnezji, a może sentymentu?

– Amnezja jeśli nazwać ten stan tak medycznie, była wywołana sztucznie. Poprzedni system polityczny widział w śląskiej arystokracji wroga klasowego i narodowościowego. Nie jestem pewien, ale chyba udało się wręcz wmówić powojennym mieszkańcom Śląska, że była to grupa skrajnie pasożytnicza i działająca wyłącznie na szkodę tutejszych mieszkańców. Starszym osobom pośród nas jednak często kłóciła się ta oficjalna, propagandowa wersja z ich własnymi wspomnieniami. Wiedza o tych rodach przetrwała. Te opowieści babć i dziadków pozwalały ich wnukom wynieść zupełnie inne wyobrażenia o szlachcie śląskiej. Sam jestem świadkiem, jak wiele opowieści mają o tych niby-zapomnianych rodach starsi mieszkańcy Górnego Śląska. Cieszy mnie to. Dziś mogą to robić otwarcie nie obawiając się konsekwencji swych słów. Dzięki nim, ale nie tylko, współcześni mieszkańcy Śląska coraz częściej dostrzegają, że mogą być dumni z przeszłości tej ziemi, także jej „szlachetnie urodzonej” części.

Rozmawiał: Alan Zych

Comments

comments