Rozmowy i wywiady
Wojciech Korfanty – nowa biografia
25 listopada 2009
0

Rozmowa z Janem F. Lewandowskim, autorem najnowszej biografii Wojciecha Korfantego.


– Korfanty – bohater, ikona czy czarna owca z Górnego Śląska?
– Dla mnie jest przede wszystkim symbolem tragizmu i rozdarcia, które stało się udziałem naszego regionu w dwudziestym stuleciu.

– Zarzuca się mu, że przyczynił się do bratobójczych walk, czy ktoś taki może być ikoną?
– Tylko osoby kontrowersyjne mogą liczyć na uzyskanie takiego statusu, gdy minie wystarczająco wiele czasu od zdarzeń, których były bohaterami. Cokolwiek zarzucano Korfantemu, on wciąż, niezależnie od ewolucji swoich poglądów i postaw, wciąż czuł się reprezentantem Górnego Śląska i jego mieszkańców. Zarówno w niemieckim Reichstagu w Berlinie, jak i w sejmie w Warszawie, nie mówiąc już o Sejmie Śląskim w Katowicach.

– Jak zatem ewoluował Wojciech Korfanty?
– Młody Korfanty, ten z przełomu XIX i XX wieku, to romantyczny buntownik, ·niegodzący się z realiami państwa niemieckiego. Antyniemiecki czy raczej antypruski bunt był ważnym czynnikiem, kształtującym jego poglądy. Jednak z wiekiem stawał się Wojciech Korfanty bardziej umiarkowany. Jest pewnym paradoksem, że w napiętej atmosferze plebiscytu, jako niekwestionowany autorytet w obozie propolskim, stawał się gwarantem ładu i porządku. Zgodził się objąć funkcję dyktatora trzeciego powstania śląskiego, lecz przecież w istocie był przeciwnikiem walki zbrojnej – powstanie widział tylko jako manifestację. Znane są przypadki jego osobistych interwencji, łagodzących napięcia polsko-niemieckie. Interweniował, gdy powstańcy próbowali odciąć miasto Katowice od dostępu do wody pitnej, nie godził się na zajmowanie zapasów węgla, będących własnością prywatnych przedsiębiorców, obił pejczem któregoś z lokalnych dowódców za samowolne aresztowanie dyrektora jakiegoś koncernu.

– U młodego Korfantego więcej było buntu przeciwko Niemcom, czy ciągot w kierunku Polski?
– Oba czynniki były istotne. Pamiętajmy, że na to wszystko nałożyły się konflikty na linii: robotnicy – niemieckojęzyczni kapitaliści. Nawet mówiący po niemiecku katolicy górnośląscy także czuli się niejednokrotnie dyskryminowani przez władze w Berlinie. Zresztą takie buntownicze nastroje pojawiły się wówczas niemal w każdym europejskim zagłębiu przemysłowym. Gdzie indziej wykorzystywali je socjaliści, u nas wszedł Korfanty ze swoimi hasłami propolskimi, ale także odwołującymi się do interesów i pragnień prostego ludu.

– Korfanty, dziś postrzegany niemal wyłącznie jako zwolennik polskości Śląska, był też zaciekłym obrońcą autonomii naszego regionu przed zakusami władz centralnych.
– W początkowym okresie działalności Korfantego, autonomia nie wydawała mu się aż tak istotna. Dopiero kiedy idealistyczne wyobrażenie Rzeczypospolitej zostało skonfrontowane z sanacyjną rzeczywistością, zrozumiał, że tylko broniąc autonomii, może ochronić śląską odrębność. Należy pamiętać, że twórcy Statutu Organicznego Województwa Śląskiego, z przyjacielem Korfantego, Konstantym Wolnym na czele, byli autorami słynnego punktu 44, gwarantującego, że tylko Sejm Śląski może znieść autonomię. Korfanty identyfikował się z tymi założeniami.

– Właśnie, rozczarowanie Rzeczpospolitą… A jednak Korfanty nigdy nie skłaniał się ku trzeciej opcji: powołania wolnego państwa śląskiego.
– Myślę, że zbyt wiele emocji zaangażował w działalność propolską, by móc od niej odejść. A przecież był moment, w którym dwaj wielcy śląscy liderzy: Korfanty i ksiądz prałat Karl Ulitzka mogliby wspólnie użyć swojego autorytetu i opowiedzieć się za wolnym państwem śląskim. Dziś możemy tylko spekulować, co mogłoby z tego wyniknąć, a zwłaszcza w dłuższej perspektywie…

– Korfantemu marzyło się włączenie całego Śląska do Polski. Tymczasem powstania i plebiscyt doprowadziły do tragicznego w skutkach podziału regionu. To była jego porażka?
– Gdy wojska polskie wkraczały do Katowic, Korfanty mówił do generała Szeptyckiego, że chce, by Rzeczpospolita przyjęła i otoczyła opieką wszystkich mieszkańców Śląska niezależnie od języka i wiary. Jego słowa były refleksem tego, że istotnie wyobrażał sobie, że doprowadzi do przyłączenia całego Górnego Śląska do Polski, a faktycznie doszło do jego podziału. Jeszcze wierzył w idealistyczny obraz Polski. Potem przyszło mu bronić naszej regionalnej różnorodności przed atakami centrali.

– Mirosław Neinert, dyrektor Teatru Korez powiedział nam kiedyś, że Polacy nigdy nie zrozumieją historii Śląska.
– Podobno nigdy nie powinno się używać słowa „nigdy”. Ale coś w tym jest, Polsce trudno zrozumieć nasze dzieje, naszą mentalność. To było źródłem tragizmu w życiu Korfantego.

– Przeprowadzone niedawno badania socjologów z Uniwersytetu Śląskiego pokazały, że Korfanty jest jedynym względnie rozpoznawalnym bohaterem historii naszego regionu. A pan widzi innych kandydatów do miana ikon?
– Przychodzi mi na myśl wspomniany ksiądz Ulitzka, lider Górnoślązaków opcji niemieckiej, którego życiorys przypomina życie Korfantego (pierwszy prześladowany przez nazistów, drugi przez sanację). Zastanawiające, że ich losy w Niemczech i w Polsce ułożyły się tak paralelnie… No i oczywiście twórcy rozwoju gospodarki naszego regionu: Reden, Baildon, Winckler, Godula… Można wymienić tutaj wiele więcej nazwisk… Do tego istotną postacią wydaje mi się wspomniany już współtwórca autonomii Konstanty Wolny, wieloletni Marszałek Sejmu Śląskiego. Nawet jego sanacyjni przeciwnicy przyznawali, ze marszałkował obiektywnie.

– Marszałek Śmigielski powiedział ostatnio, że gdyby Korfanty wciąż żył, byłby wybierany właśnie Ślązakiem dwudziestolecia. A gdzie pan umieściłby Korfantego we współczesności?
– Na pewno nie byłby członkiem SLD, bo nie był socjalistą, ani członkiem PiS, który jest antyregionalny. Pewnie założyłby własną partię chadecką. Jestem przekonany, że byłby wyrazicielem górnośląskiej odrębności.

– Powoli dobiega rok, szumnie ogłoszony przez naszych samorządowców mianem „Roku Korfantego”. Czy to odpowiednie uczczenie pamięci tego wybitnego Ślązaka?
– Takie inicjatywy należy przygotować z co najmniej z trzyletnim wyprzedzeniem. Niestety, kolejny raz życie i poglądy Wojciecha Korfantego potraktowano „po łebkach”. Gdyby chciano poważnie potraktować siedemdziesiątą rocznicę jego śmierci, przede wszystkim należało pomyśleć o wydaniach tekstów samego Korfantego – jego przemówień, publicystyki. Bo przecież tak naprawdę Korfantego znamy bardzo mało. Niestety, zadowolono się fasadą i znów zabrakło refleksji nad życiem tej niezwykłej postaci.

Jan F. Lewandowski (ur. 9 października 1952 w Toszku). Historyk, historyk kina, krytyk filmowy, filmoznawca, dziennikarz, publicysta, wydawca, animator kultury.

Laureat Nagrody Śląskiego Komitetu Kultury Niezależnej, Nagroda im. Norberta Boronowskiego Śląskiego Towarzystwa Filmowego. Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (1981), Śląskiego Towarzystwa Filmowego (od 1981), Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego (od 2001)

Comments

comments