Rozmowy i wywiady
Jesteśmy spadkobiercami nienawiści
18 listopada 2013
0

Co spowodowało, że zaczął Pan kręcić filmy o Śląsku?

Filmy dokumentalne kręcę od niedawna, od 2005 r. Do tej pory pracowałem w telewizji niemieckiej i robiłem publicystykę z terenu Polski. Dopiero teraz na emeryturze zacząłem zastanawiać się nad swoją przeszłością i korzeniami. Wydawało mi się, że poprzez film łatwo uzyskam odpowiedzi na pytania o swoją tożsamość, o miejsce, z którego pochodzę. W domu nigdy o tym nie rozmawialiśmy.

A skąd Pan pochodzi?

Wychowałem się w Gliwicach w tzw. Trójkącie Bermudzkim. Później przeprowadziliśmy się do Katowic. Górny Śląsk odegrał w moim życiu decydującą rolę, ponieważ właśnie tutaj zaczęło się moje życie. O Śląsku, o mojej rodzinie, nie rozmawiałem z nikim, bo nie odczuwałem takiej potrzeby ani nie wiedziałem, o co pytać. Pochodzę z rodziny mieszanej – ojciec Polak, matka – Ślązaczka o korzeniach niemieckich. W szkole uczyliśmy się po polsku, historii Polski i było oczywiste, że jestem Polakiem i patriotą. Nie mogło być inaczej. To zainteresowanie Śląskiem i pograniczem polsko-niemieckim przyszło później, gdy zrobiłem dwa filmy dokumentalne na Pomorzu. Dzięki nim zrozumiałem tematykę śląską.

To znaczy?

Powiedziałem sobie: „Jesteś Ślązakiem, a tematu Śląska do tej pory skrzętnie unikałeś ”. Czas dojrzał i zrobiłem dwa filmy. Zacząłem się też określać poprzez przestrzeń tego wielokulturowego pogranicza – niemiecko-polsko-śląskiego. Ta praca zaczęła mnie fascynować i wciągać coraz głębiej, czego dowodem jest mój ostatni film „Oberschlesien – tu, gdzie się spotkaliśmy”, który jest inny od reszty, gdyż rozmowy z ludźmi o ich przeszłości zastąpiłem atakowaniem pytaniami. Ponadto wprowadziłem do fabuły także dynamiczne elementy inscenizacji – taniec i muzykę protestu .

Osobiście odebrałam ten film jako opowieść o zerwanych więzach międzypokoleniowych i o wspólnocie, która próbuje się odbudować na zgliszczach tego, co pozostało. Czy Pan, tworząc ten dokument, miał podobne odczucia?

Dla mnie ten film jest przede wszystkim atakiem. Mieszkam poza Śląskiem i widzę więcej, dlatego próbuję atakować sytuację braku istnienia kontaktów społecznych. Motto tego obrazu brzmi: „Jesteśmy spadkobiercami nienawiści”, ponieważ tutaj nie ma dialogu. Ludzie przyjezdni nie czują się związani z tą ziemią, historią rodzin tu założonych, to przerwane biografie, a także brak kontaktu między kolejnymi generacjami. Jesteśmy rozdzieleni nienawiścią czasów powojennych, wzrastaliśmy w niej. Ideologia komunistyczna potrzebowała wrogów – Niemców, Ślązaków i innych. Chcę zaatakować, bo dziś brakuje wspólnej rozmowy i koncepcji na przyszłość. Poprzez ten film pragnę pokazać, jak wielka jest potrzeba rozmawiania i chrześcijańskiego wybaczenia. Musimy pozbyć się wzajemnych pretensji i zastanowić się, gdzie żyjemy – na Śląsku, który jako kraina wielu kultur, zawsze był pomostem między Wschodem a Zachodem i dalej tak jest. Jesteśmy wielojęzyczni, wielokulturowi. Różnica między teraz a kiedyś jest taka, że przestaliśmy ze sobą rozmawiać, a to dlatego, iż miejsce Niemców zajęli Polacy. Tutaj na Górnym Śląsku od zawsze współistniało kilka kultur i nikomu to nie przeszkadzało.

W jednej ze scen filmu dość ostro zaatakował Pan dyrektora Biblioteki Śląskiej, kiedy mówił o idei sadzenia drzewek twórców kultury uniwersalnej, wymieniając Kochanowskiego, Chopina. Wspomniał Pan wtedy o braku artystów rodzimych, których dorobek jest przecież nieodłącznym elementem tej właśnie kultury.

Osoby, które poprosiłem do udziału w filmie są jedynie reprezentantami jakichś poglądów i środowisk – np. Kresowiaków, inteligencji postkomunistycznej itd. Mówiąc o kulturze uniwersalnej, jest dla mnie oczywiste, że Eichendorf i Goethe są jej przedstawicielami. I tę część kultury, także Górnego Śląska, z jakichś względów się tutaj blokuje. Jeśli ktoś jest zainteresowany pokazywaniem kultury uniwersalnej poprzez sadzenie tylko niektórych drzewek, nie jest to żadne uniwersum.

Ale wróćmy do dialogu, o którego braku wspomniał Pan wcześniej. Czego zatem potrzebujemy, żeby usiąść przy stole i poprowadzić rozmowę bez niepotrzebnych emocji?

Tym właśnie filmem chciałem sprowokować do dyskusji. A o ile wiem, jest to jedyny film od zakończenia wojny, który powstał na ten temat. Rozumiem, że nie każdy może się zgadzać z przestawionymi w nim tezami, ale film prowokuje. Jeżeli nie zaczniemy o tym, co nas wszystkich spotkało, rozmawiać bez emocji, nie ustaną kłótnie ani wzajemna szarpanina. A któż chciałby inwestować w takiej chorej, straumatyzowanej przestrzeni? Nikt nie będzie zostawiać tu swoich pieniędzy. Chorej przestrzeni każdy będzie unikał.

Ślązacy chcą rozmowy. Ale wmawia się nam, że nasze krzywdy są mniej ważne od krzywd Polaków albo że tych krzywd wcale nie było. Taka postawa rodzi frustrację.

Ja to widzę inaczej. Obie strony mają swoją tragedię – mniejszą czy większą. I na tym sprawa się kończy. Kresowiacy też przeszli traumę. Także wyrzucono ich ze swoich domów, wysiadali tutaj i nikt ich nie pytał, czy im się to podoba czy nie. Potem jednych stawiano (szczuto) przeciw drugim. To jest konsekwencja długiego okresu powojennego, którego wypadkową jest strach. Strach, jaki pojawił się przy okazji nagrywania, ale także i projekcji tego filmu. Ludzie dalej się boją.

Właśnie. Czy tutaj na Górnym Śląsku gdzieś jeszcze oprócz Chorzowa Pański film był emitowany?

Tylko raz, w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, przy okazji uroczystości związanej ze śmiercią pani Rity Dubas (jednej z bohaterek filmu, przyp. red.). Jedyna w pełni przygotowana emisja tego filmu miała miejsce w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, za co organizatorom serdecznie dziękuję. Jestem jednak dobrej myśli, ponieważ moich filmów nie da się już zepchnąć na margines, bowiem pokazuję tematy niezwykle istotne dla górnośląskiej przestrzeni. „Oberschlesien – kołocz na droga” obejrzało około 150 tys. ludzi. Zaś „Oberschlesien – tu, gdzie się spotkaliśmy” zdobył prestiżową nagrodę Unii Europejskiej. Jest to mój osobisty sukces, ponieważ mały, śląski, offowy film zostawił w tyle duże produkcje europejskie.

Czym kierowało się jury, przyznając Pańskiej produkcji główną nagrodę?

Sam byłem ciekaw. Film zrodził żywe dyskusje, ponieważ nie był oczywisty, poza tym żaden z członków jury nie miał wcześniej do czynienia z tym tematem. Po długich konsultacjach historycznych postanowiono go wyróżnić główną nagrodą, ponieważ dotyka nowych kwestii, przed których rozwiązaniem w Europie stajemy. Chodzi o zalew państw starego kontynentu przez imigrantów z Afryki i krajów arabskich, brak chęci dostosowania się do nowej rzeczywistości i w rezultacie zepchnięcie kultur europejskich na boczny tor. Film ten pokazuje, że należy bronić starych rodzimych kultur, a także wskazuje, w jaki sposób to robić. My tutaj na Śląsku możemy być prekursorami w tym temacie na skalę europejską, ponieważ nikt do tej pory tych kwestii nie poruszył wprost. Wszyscy unikają tego tematu jak ognia, żeby nie być posądzonym o rewizjonizm czy niepoprawność polityczną. Mówienie o sprawach starych kultur europejskich jest zasadne właśnie tutaj, ponieważ po wojnie nie udało się władzom wszystkich stąd wyrzucić. Poza tym Kresowiacy już nie są repatriantami. Zaczęto także o nich mówić, co oczywiście jest całkowicie uzasadnione, jako o wypędzonych. Dlatego ci Ślązacy i Kresowiacy kłują w oczy, bo okazało się, że Górny Śląsk nie jest terenem homogenicznym i dla wielu jest to zbyt twardy orzech do zgryzienia.

Wracając do filmu. Czy oprócz Chorzowa uda się go na Górnym Śląsku jeszcze zobaczyć?

Z tego, co mi wiadomo „Silesia Film” ma go pokazywać.

Dziękuję za rozmowę.

 Monika Kassner

Najnowsza produkcja Michała Majerskiego „Oberschlesien – tu, gdzie się spotkaliśmy” jest do nabycia w sklepach internetowych silesiaprogress.com i hanysek.pl.

Comments

comments