Śląskie sprawy
Ślązacy mniejszością etniczną: projekt ustawy trafi do sejmu
3 września 2014
0

Trud trzymiesięcznej, ciężkiej pracy, zaangażowania setek wolontariuszy, którzy dzień w dzień, bez względu na pogodę, w największych miastach na Górnym Śląsku zbierali podpisy pod projektem zmiany ustawy o mniejszościach etnicznych i narodowych, opłacił się.

18 lipca Ślązacy zawieźli do Sejmu ponad 140 tysięcy podpisów . Trzy dni później, w Kancelarii Sejmu rozpoczęło się liczenie podpisów. Pierwszego dnia obecni przy otwarciu zaplombowanych skrzyń i przeliczeniu list byli pełnomocnik komitetu Jacek Tomaszewski i jego zastępca Jerzy Szymonek.

– Procedura przeliczania głosów polegała na numeracji kart od 1-500, następnie każde 500 kart trafiało do teczki, która również była numerowana. Po takiej segregacji wszystkich kart przystąpiono do sprawdzania podpisów. Sprawdzano, czy wypełnione są wszystkie pozycje na liście, każdy brak był odnotowywany w specjalnym raporcie – mówi Jacek Tomaszewski.

Ile dokładnie podpisów doliczono się w Sejmie?

– Tego nie wiemy, bowiem procedura zakłada sprawdzenie tylko do liczby wymaganych 100 tysięcy – Jerzy Szymonek. – Z naszych wyliczeń wynika, że do Kancelarii Sejmu trafiło 140 254 podpisów – dodaje.

Weryfikacja zakończyła się 31 lipca, wtedy to marszałek Ewa Kopacz podpisała pismo, w którym poinformowała, że wniesiony przez komitet projekt zmiany ustawy zostanie skierowany do pierwszego czytania w Sejmie. Według ustawy ma na to trzy miesiące od momentu złożenia. – Dziękuję wszystkim, którzy zaangażowali się w zbieranie podpisów. Ślązacy swoje zrobili, czas pokaże czy naszym głosem przejmą się posłowie z Wiejskiej – mówi Tomaszewski.

Zrzucić łatkę dupowatości

Przez 3 miesiące kilka tysięcy osób dokonało rzeczy, którą wielu uważało za niemożliwą: zebrało ponad 100 000 tysięcy podpisów pod wnioskiem o uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną.

Sprawdzian obywatelskiej postawy, podczas największej społecznej akcji na Górnym Śląsku, jaką bez wątpienia była zbiórka podpisów, Ślązacy zdali na piątkę z plusem. Tym samym udało się odczarować słowa Kazimierza Kutza o naszej „dupowatości”. – Zebranie 100 000 podpisów na stosunkowo małym obszarze było zadaniem wyjątkowo trudnym i wymagającym wiele poświęceń. Cieszę się, iż pokazaliśmy, że potrafimy zmobilizować się i zacząć aktywnie działać w przestrzeni publicznej – opowiada Łukasz Tudzierz, bloger ze Śląska, jeden z ambasadorów akcji.

Trzy miesiące ciężkiej pracy

Zaangażowaniem i ciężką pracą wszystkich wolontariuszy udało się zebrać ponad 140 000 podpisów. – Same zbiórki nie zawsze do prostych należały, czasem trzeba było tłumaczyć ludziom naszą inicjatywę – mówi Rafał Rzepka, koordynator akcji w Katowicach. Zdarzały się też przypadki wyzywania zbierających od volksdeutschów, Niemców i zdrajców. Niektórzy z kolei nawoływali głośno do “niepodpisywania tej haniebnej listy”. Mimo to w Katowicach udało się zebrać prawie 20 tys. podpisów. – Być może sam wynik mógłby być większy, jednak przy tak dużym mieście jakim są Katowice, nie było możliwe zorganizowanie zbiórek w kilku miejscach naraz. Niemniej uważam, że takich inicjatyw promujących śląskość na każdym kroku, powinno w niedalekiej przyszłości być znacznie więcej. To bardzo ważne w celu integracji całego społeczeństwa śląskiego – dodaje Rzepka.

W Rudzie Śląskiej zbieranie podpisów to była czysta przyjemność. – Większość podpisów zebraliśmy podczas zbiórek publicznych, a bardzo pozytywnie nastrajało nas i motywowało do pracy nastawienie mieszkańców. Ci chętnie podpisywali się i także wypytywali o szczegóły akcji, życząc nam powodzenia – mówi Dawid Biały, lokalny koordynator akcji. – Negatywne reakcje zdarzały się, ale było ich zdecydowanie mniej od wyrazów szczerej sympatii i żywego wsparcia. Podczas zbiórki można było utwierdzić się w przekonaniu, że Ruda to zdecydowanie śląskie miasto – znakomity wynik nie jest przypadkowy – dodaje. Wolontariusze w Rudzie zebrali ponad 10 tys. podpisów.

Nie tylko „polscy prawdziwi patrioci” próbowali utrudniać zbiórki podpisów. W Zabrzu i Rybniku nad wyraz gorliwi okazali się strażnicy miejscy. W tym pierwszym mieście uznali, że sztand, na którym zbierane były podpisy, kwalifikuje się jako handel obwoźny a na to trzeba specjalnego zezwolenia, zaś w Rybniku chodniki stawały się ulicami, a zbierający blokowali pas ruchu drogowego. W Orzeszu i Łaziskach władze tych miast nie zgodziły się na zbiórki podpisów podczas tamtejszych festynów.

Przez trzy miesiące, tysiące wolontariuszy z większości śląskich organizacji, głównie z Ruchu Autonomii Śląska, Śląskiej Ferajny, Związku Ślązaków i kół Związku Górnośląskiego, a także osoby, które spisywały rodziny i znajomych, trudem swej pracy, zaangażowania i oddania śląskiej sprawie, zebrały w sumie 140 254 podpisów.

Sprawdzian wiarygodności dla PO

Projekt ustawy czeka teraz na pierwsze czytanie w sejmie. Ma ono odbyć się w terminie do trzech miesięcy od daty złożenia podpisów, czyli od 18 lipca. – Los 140 tyś podpisów jest teraz w rękach naszych parlamentarzystów. Znów, bez naszego zaangażowania szanse na nowelizację ustawy są bardzo małe. Dlatego powinniśmy wywierać presję na śląskich posłów, aby stali się „dobrymi ambasadorami” i przekonali resztę swoich kolegów i koleżanek, że warto uznać Ślązaków za mniejszość etniczną – mówi Tudzierz.

Oczekujemy, że adwokatami śląskiej sprawy będą parlamentarzyści z naszego regionu. Będzie to ostateczny sprawdzian wiarygodności dla Platformy Obywatelskiej, która przez lata chętnie kokietowała Ślązaków, ale niczego dla nich dotąd nie zrobiła. Kolejnej szansy nie będzie – mówi Jerzy Gorzelik, przewodniczący RAŚ.

 Jacek Tomaszewski

Comments

comments