Województwo z łapanki?
26 lutego 2016
0
Udostępnień 0

Poseł Szymon Giżyński – były wojewoda częstochowski – otrzymał od Jarosława Kaczyńskiego obietnicę wskrzeszenia województwa, którym niegdyś administrował z nadania centrali. Wiele wskazuje na to, że prezes PiS słowa zamierza dotrzymać.

Bo i dlaczego by nie miał, skoro w debacie nad nowym podziałem administracyjnym państwa w czasach rządów AWS-UW opowiadał się za tworzeniem jednostek małych, rachitycznych, niezagrażających wszechwładzy politycznego centrum w Warszawie.

Nawet województwo karłowate musi jednak objąć wystarczającą liczbę powiatów, by znaleźć obsadę stanowisk w urzędach wojewódzkim i marszałkowskim. I tu pojawia się problem, bo poza najbliższą okolicą Jasnej Góry wielkiego entuzjazmu dla pomysłu rządzącej partii nie widać. W najlepsze trwa zatem łapanka na terenie województw śląskiego, opolskiego, łódzkiego i świętokrzyskiego. W Lublińcu i Oleśnie słysząc o rekonstrukcji częstochowskiego w dawnych granicach – niesławnej pamięci dziecka Edwarda Gierka i jego ekipy – pukają się w czoło. „Częstochowska niewola” pozostawiła w pamięci mieszkańców dwóch górnośląskich powiatów wspomnienia na tyle bolesne, że wszelkie rojenia o recydywie wzbudzają paroksyzmy wściekłości. Powiat lubliniecki przy podziale województwa śląskiego na subregiony zadbał o to, by nie znaleźć się w jednej strukturze ze zdegradowaną „metropolią”.

Poseł Giżyński nie traci jednak nadziei. Włączenie Częstochowy z przyległościami do województwa śląskiego nazywa „cywilizacyjną katastrofą” i zapewnia, że PiS naprawi ten niewybaczalny błąd. I choć z panem posłem rzadko się zgadzam, w tym przypadku gorąco kibicuję jego secesjonistycznym wysiłkom. Ktokolwiek poznał okolice Częstochowy czy Kłobucka, zdaje sobie sprawę z tego, że pasują one do ziem górnośląskich jak pięść do nosa. Ich włączenie do śląskiego było ponurym żartem ekipy Jerzego Buzka – zarówno z mieszkańców „świętego miasta” jak i z nas – Górnoślązaków. Tym pierwszym zdecydowanie bliżej bowiem – kulturowo i mentalnie – do świętokrzyskiego. I właśnie powrót do kieleckiej macierzy – do której Częstochowa należała w II Rzeczypospolitej – wydaje się rozwiązaniem zdecydowanie bardziej rozsądnym niż próba wskrzeszenia nieboszczyka województwa częstochowskiego.

Z perspektywy warszawskiej centrali nie o rozsądek jednak chodzi, ale o doraźny interes rządzącej partii. Zmiana podziału administracyjnego to sposób na przyspieszenie wyborów do wojewódzkich sejmików i zyskanie większego wpływu na podział środków europejskich. Częstochowianie w tej grze są jedynie pionkami na szachownicy prezesa.

 

O sprawie na bieżąco informujemy na facebookowym fan page’u: Ręce precz od Lublińca i Olesna
jerzy_gorzelik_okragle

 

 

Jerzy Gorzelik

Udostępnień 0

Comments

comments