Rozmowy i wywiady
„Śląsk pod zaborem pruskim”, czyli podręcznikowe bzdury
29 lutego 2016
0

O tym, jak Górny Śląsk jest przedstawiany w podręcznikach szkolnych, z Marcinem Wiatrem – germanistą, historykiem, autorem analizy dotyczącej obecności Górnego Śląska w polskich podręcznikach rozmawia Tomasz Jarecki.

JS: Wraz z dużym zespołem naukowym przeprowadził Pan wyczerpujące badanie dotyczące obecności Górnego Śląska w podręcznikach do historii – polskich i niemieckich. Skąd w ogóle pomysł na takie badanie?

MARCIN WIATR: Dość jasno można moim zdaniem określić, że to, co wynosimy ze szkoły, kształtuje nasze podstawy światopoglądowe nierzadko na całe życie. Szkoła to okres, w którym mamy czas nie tylko na naukę, ale tak- że na refleksję. Wydarzenia historyczne powinny być rozpatrywane pod kątem wielu różnych wątków i racji, a uczeń powinien rozwijać umiejętność ich oceny z różnych perspektyw. W przypadku Górnego Śląska trudno niestety mówić nie tylko o wielowątkowych narracjach, ale w ogóle o miarę pełnym obrazie regionu. Treści odnoszących się do Górnego Śląska jest po prostu zbyt mało. W podręcznikach szkolnych treści odnoszących się do Górnego Śląska jest niecały 1 %.

Zbyt mało to znaczy ile? Niecały 1 %. 1%? Jesteście Państwo pewni?

Przeprowadziłem analizę ponad 100 polskich podręczników do nauczania historii w szkołach średnich, wydanych po 1990 roku. Właściwie żaden nie przedstawia złożonego charakteru Śląska. Górny Śląsk zajmuje w podręcznikach nie więcej niż 0,96 procent miejsca. Nie dość, że tak mało, to wciąż dominuje narodowocentryczna perspektywa interpretacyjna, zawężająca ocenę zjawisk i ludzkich wyborów.

To, co wynosimy ze szkoły, kształtuje nasze podstawy światopoglądowe nierzadko na całe życie.

W jaki sposób ta narodowocentryczna interpretacja się przejawia?

Co do zasady – im dalej od dnia dzisiejszego dane wydarzenie miało miejsce, tym szerzej się je opisuje. Dla przykładu nowsze podręczniki, rozpatrując Śląsk z czasów Henryka Brodatego czy Pobożnego, opisują go jako krainę rozdartą pomiędzy Koroną a Czechami z coraz bardziej rosnącymi wpływami niemieckimi – bardziej rozpatrywanymi jednak pod kątem kręgów kulturowych, religii i języka aniżeli narodowości w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. W przypadku masowych emigracji Ślązaków do RFN w latach 70, podręczniki kwitują to jednym zdaniem – „masowe wyjazdy ze Śląska do Niemiec w celach zarobkowych”.

Skąd, Pańskim zdaniem, się to bierze?

Chciałbym wierzyć, że jest to po prostu skutek braku wyczulenia na odmienności regionalne Polski, czasem być może luka w wiedzy autorów tworzących dzisiejsze podręczniki. Na potwierdzenie tej hipotezy możemy podać fakt, iż w kilku podręcznikach spotkaliśmy się ze stwierdzeniem o „Śląsku pod zaborem pruskim”. Taka teza jest do wybaczenia u osoby, która nie uprawia historii zawodowo. Człowiek, który z niej żyje – człowiek, któremu powierza się napisanie podręcznika kształtującego nierzadko całe pokolenia – na takie skróty myślowe nie może sobie pozwolić.

Może to po prostu jednorazowe niedopatrzenie?

Niestety, takich potknięć jest dużo wię- cej, np. Kulturkampf pokazany jako działanie wymierzone tylko w ludność polsko – i śląskojęzyczną, z całkowitym pominięciem niemieckich katolików, któ- rych ta polityka też przecież boleśnie dotykała. Dalej – prosty podział ludności górnośląskiej według linii Polakkatolik i Niemiec-ewangelik. Brak też jakiejkolwiek wzmianki o jednej z największych europejskich wojen – wojnie trzydziestoletniej, która zmieniła przecież oblicze Śląska. Lwia część podręczników po rozbiciach dzielnicowych zapomina w ogóle o naszym regionie na kilka dobrych stuleci – czasem jedynie pojawia się o Śląsku wzmianka przy ucieczce Jana Kazimierza z kraju. Temat Górnego Śląska wraca dopiero w kontekście wspomnianego wcześniej Kulturkampfu oraz później, podczas wskrzeszania młodego Państwa Polskiego pod postacią II Rzeczpospolitej i konsolidacji granic.

Edukacja regionalna nie jest sprzeczna z patriotyzmem, lecz nawet poszerza jego rozumienie o te elementy, bez których społeczeństwo obywatelskie nie może funkcjonować

Tam nadrabia się wszystkie zaległości?

Bynajmniej. Wtedy w większości podręczników Górny Śląsk dostaje najwięcej „czasu antenowego” – w zakresie od 6 linijek po – nierzadko – cały akapit!

Czym – Pańskim zdaniem – takie embargo informacyjne może skutkować?

Nie jest tajemnicą, że Górny Śląsk ma odmienną historię, tradycję i kulturę od reszty kraju – stąd bierze się jego unikatowość i odmienność. Niestety, ludzie mają tendencje do obawiania się nieznanego – zawsze z większą rezerwą podchodzimy do obcego niż do sąsiada. Nawet jeżeli sąsiad to kawał drania, zawsze jest to drań oswojony. W myśl tej zasady ludzie, którzy nic nie wiedzą o Górnym Śląsku, podchodzą do niego z nieufną rezerwą, budując jego obraz z fragmentów informacji obecnych w mediach – telewizji, gazecie, internecie. Wiedza, którą powinni wynieść ze szkoły, a której nie wynoszą, jest wypełniania przez strzępy medialne o, powiedzmy sobie szczerze – znikomej wartości merytorycznej, ale bardzo dużym nasyceniu emocjonalnym. Obraz Śląska jawi im się przez pryzmat doniesień o tąpnięciach, strajkach czy katastrofach górniczych i patologiach z całkowitym pominięciem kultury, sztuki i całej tej tożsamościowo złożonej przestrzeni, w której żyją Górnoślązacy. Taka sytuacja jest dość niefortunna, ponieważ w oparciu o nią jest już tylko krok do zbudowania trwałego podziału „my – oni”.

Czyli, Pańskim zdaniem, wpływ historii na czasy dzisiejsze powinien być zaznaczany wyraźniej?

Dobrze byłoby, by te do tej pory dość płytkie narracje w podręcznikach pokazały Górny Śląsk w sposób bardziej zróżnicowany – nie jak brudną bryłę węgla, a raczej jak diament, rzucają- cy odblaski we wszystkich kolorach tęczy. To dotyczy zresztą także innych regionów, choć w przypadku np. Warmii i Mazur, czyli historycznych Prus, te narracje podręcznikowe są już bardziej „zeuropeizowane”. Być może dlatego, że w nie ma tam już „problemu” zwartych mniejszości narodowych i tzw. „płynnej” etniczności? W każdym razie konsekwencje tego płaskiego spojrzenia sięgają dużo dalej niż prosty brak wiedzy o historii. Proszę spojrzeć, jak wielu Polaków utożsamia narodowość z obywatelstwem – jestem pewien, że gdyby przeprowadził Pan sondę uliczną z pytaniem, czym to się różni, 90% pytanych odpowie Panu, że praktycznie niczym. PRL skutecznie usunął informację o jakichkolwiek mniejszościach z debaty publicznej, dając społeczeństwu dogmat o jednolitym Państwie. W III RP praktycznie nie doszło do przewartościowania problematyki mniejszości, do dziś w podręcznikach nie są one postrzegane jako ważny, pozytywny element polskiego społeczeństwa obywatelskiego. Utrata wieloetniczności na skutek II wojny światowej i przesunięcia granic powojennej Polski nadal oceniana jest jako efekt pozytywny.

Czy w takim razie na receptę już za późno?

Nigdy nie jest za późno, zresztą widać, że autorzy nowszych podręczników starają się podchodzić do wielu zagadnień sięgając po różne perspektywy interpretacyjne. Byłoby lepiej, gdyby w kontekście Górnego Śląska takie podejście dotyczyło nie tylko okresów odległych historycznie, ale i historii nowożytnej i najnowszej. To wszystko kwestia odpowiedniego dialogu i współpracy. Pamiętajmy o tym, że każdy podręcznik, zanim dostanie dopuszczony przez MEN do użytkowania, powinien być poddany konsultacji naukowej. 6 dodatkowych linijek zawsze można do podręcznika dołożyć, a podwoiłoby to ilość informacji o Śląsku w wielu z nich.

A alternatywy takiego rozwiązania? Bo to, jakkolwiek słuszne, jest rozwiązanie, którego wdrażanie potrwałoby lata.

Dialog wymaga zaufania, a to musi potrwać. Oczywiście można by życzyć sobie szybszych rozwiązań, np. na skutek większej decentralizacji nauczania, a co za tym idzie – wprowadzenia przedmiotu edukacji regionalnej do szkół. Wtedy, bez krzywdy dla innych przedmiotów, których nasze dzieci się już uczą, mogłyby poznać więcej faktów z historii regionu, w którym żyją. Trzeba szukać dróg i argumentów, by przekonać decydentów, że edukacja regionalna nie jest sprzeczna z patriotyzmem, lecz że nawet poszerza jego rozumienie o te elementy, bez których społeczeństwo obywatelskie nie może funkcjonować: kulturę dialogu, empatię, zdolność oceny złożonych zjawisk, postawę otwarto- ści na świat, w końcu zaufanie społeczne do kulturowej inności, odwołującej się do wspólnych wartości.

Czyli jednak – lepiej się pięknie różnić niż być brzydko takim samym?

W granicach rozsądku – zawsze.

Dziękuję za rozmowę.

W podręcznikach szkolnych treści odnoszących się do Górnego Śląska jest niecały 1 %.

 

Zdjęcie: Biuro Prasowe Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego / Tomasz Żak

Comments

comments