Chto gôdô pò pòlskù, ten łże
3 kwietnia 2016
0

W lutym na Górnym Śląsku gościła delegacja Kaszubów. Po co tu przyjechali, co nas łączy i jakie mają plany? O to Artura Jabłońskiego ze stowarzyszenia Kaszëbskô Jednota pytał Jacek Tomaszewski.

Co łączy Kaszubów i Ślązaków, że zdecydowaliście się podjąć współpracę z Ruchem Autonomii Śląska?

Kaszubów i Ślązaków łączy poczucie odrębności, wynikające z różnej od polskiej historii oraz językowo-kulturowej inności. Naszą organizację, która nazywa się Kaszëbskô Jednota, z Ruchem Autonomii Śląska łączy natomiast dążenie do ustanowienia silnych i samorządnych regionów. Wspieramy decentralizację jako sposób rządzenia krajem. Celem naszego ruchu jest rozwój Pomorza, jako regionu o znaczącym potencjale społeczno-gospodarczym, zdolnego chronić zasoby energii społecznej i indywidualnej wszystkich jego mieszkańców. Kaszubi posiadają status grupy etnicznej posługującej się językiem regionalnym. Powiedz jakie macie z tego korzyści? Dokładnie, to jesteśmy ujęci w polskim prawodawstwie jako „społeczność posługująca się językiem regionalnym”. Ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym daje nam prawo do ochrony i rozwoju języka kaszubskiego, któremu przyznano status języka regionalnego, ale nie pozwala na działania rozwijające inne elementy naszej tożsamości, jak również nie daje nam praw politycznych, jakimi są objęte mniejszości narodowe i etniczne. Mam na myśli prawo wyborcze, z którego na Śląsku korzysta na przykład mniejszość niemiecka.

Jak to wygląda w praktyce?

Dziesiątki milionów złotych trafia do naszych samorządów na naukę języka kaszubskiego, która prowadzona jest w wymiarze 3 godzin tygodniowo i którą objętych jest obecnie prawie 20 tysięcy dzieci i młodzieży. Własnej historii i kultury nasze dzieci uczą się jedynie przez 30 godzin przewidzianych w klasach 4-6, to znaczy na cały ten trzyletni okres. W ramach konkursów ogłaszanych przez MSWiA nasze organizacje mogą się ubiegać o dodatkowe środki pieniężne – rocznie około 1 milion 500 tysięcy złotych – ale znowu jedynie na projekty językowe. Ktoś chce wydać „Historię Kaszubów” w języku polskim lub angielskim, nie otrzyma ani złotówki. W urzędach gmin możemy posługiwać się kaszubskim, jako „językiem pomocniczym”, a lokalne samorządy mogą wprowadzać podwójne nazewnictwo (polsko-kaszubskie) w miejscowościach zamieszkałych przez minimum 20% osób, które zadeklarowały swoją kaszubskość w spisie powszechnym z 2011 roku. To jest zaledwie 19 z kilkudziesięciu kaszubskich gmin. W pozostałych gminnych jednostkach samorządu terytorialnego wymagane są dodatkowe konsultacje społeczne. – Czy też chcielibyście tak jak Ślązacy uzyskać status mniejszości etnicznej? To oczywiste. W związku z tymi ograniczeniami, o których mówiłem wcześniej, stowarzyszenie Kaszëbskô Jednota domaga się zmiany ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w dwóch zasadniczych kwestiach: Po pierwsze uznania Kaszubów za mniejszość etniczną; Kaszubi wpisują się w ustawową definicję mniejszości etnicznej rozumianej także jako definicja narodu bez państwa, winni być więc określani w prawie jako mniejszość etniczna. Po drugie obniżenia do 10% progu umożliwiającego ustanowienie oraz rozszerzenie uprawnień wynikających z obecności oraz stosowania języków mniejszości jako języków pomocniczych na obszarach zamieszkałych przez terytorialne społeczności mniejszościowe. To by zwiększyło liczbę gmin uprawnionych do 41. W 2012 roku podobne postulaty wysuwaliśmy we wspólnym wystąpieniu z SONŚ. Domagaliśmy się, by zajęła się tymi zagadnieniami Komisja Wspólna Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych.

Jak zareagowałeś na słowa, które padły podczas ostatniego czytania naszego obywatelskiego projektu, o strzelaniu do Ślązaków itp? Z uwagą wysłuchałem przemówienia Jerzego Gorzelika, które uważam za przemyślane, wyważone i dobrze uargumentowane. Na politycznych oszołomów, którzy chcą strzelać do mniejszości narodowych, jestem uodporniony. Pamię- tam, jak w 2002 roku w sejmie ważyły się losy obecnie obowiązującej ustawy o mniejszościach. Jak wtedy wnieśliśmy, jako Kaszubi o uznanie nas za mniejszość etniczną, już na drugi dzień dowiedzieliśmy się z prasy, że jesteśmy niewdzięcznikami, którzy stosują jakieś faszystowskie metody i którym chodzi tylko o polskie pieniądze. Nie ma się co przejmować. Psy szczekają, a karawana jedzie dalej. W języku kaszubskim mamy także i takie powiedzenie: Chto gôdô pò pòlskù, ten łże.

Czy możesz zdradzić jakie wspólne przedsięwzięcia planujecie podjąć razem z RAŚ?

Przede wszystkim mamy nadzieję działać razem w European Free Allince, do którego Kaszëbskô Jednota zostanie przyjęta na przełomie marca i kwietnia. To ważne, żeby w Parlamencie Europejskim i innych instytucjach trwała permanentna dyskusja, w której udział biorą także narody bez państwa, takie jak Kaszubi czy Ślązacy. Poza tym myślę, że jest możliwa regularna wymiana treści zamieszczanych na naszych portalach, czy na przykład organizacja konferencji promującej ideę regionalizacji Polski, czy regionalne „polityki historyczne”. Cieszymy się i jesteśmy wdzięczni, że podczas pobytu delegacji Kaszëbsczi Jednotë w Katowicach mogliśmy być gośćmi w Instytucie Badań Regionalnych, działającym przy Bibliotece Śląskiej. Uczestniczyć w spotkaniu z wicemarszałkiem Henrykiem Mercikiem oraz radnymi RAŚ – Januszem Witą i Jerzym Gorzelikiem. Była to okazja do lepszego poznania sytuacji politycznej w regionie oraz programu RAŚ dla Śląska. Nasz pobyt na Śląsku był też okazją do dyskusji na temat narracji historycznych prowadzonych przez różne opcje polityczne. Na przykładzie Muzeum Śląskiego nasza delegacja mogła zorientować się, jak ważna jest to sprawa dla Górnoślązaków i w jaki sposób oni sami chcą opowiadać własne dzieje w oparciu o industrializację ich ziemi i dokonujące się w związku z nią przeobrażenia społeczne, które doprowadziły do wyodrębnienia się tożsamości górnośląskiej. Bardzo dziękujemy za gościnę.

 

Na zdjęciu: Przedstawiciele stowarzyszenia Kaszëbskô Jednota spotkali się na Górnym Śląsku z członkami Ruchu Autonomii Śląska.

Comments

comments