W Warszawie palą górnośląskie flagi
30 listopada 2016
0

Skandal na marszu narodowców w dniu Święta Niepodległości. Grupa nacjonalistów depcze i pali żółto-niebieską flagę. Incydent przeradza się w gigantyczną tragikomedię. Wybucha dyplomatyczna awantura, kompromituje się policja, a Ślązacy kolejny raz i z coraz większym niepokojem apelują o poszanowanie swojego regionu. Wszyscy zastanawiają się: komu zależało na pomyleniu flag Górnego Śląska i Ukrainy?

Już tradycyjnie 11 listopada przez Warszawę przemaszerowali polscy narodowcy. Media dobrej zmiany odtrąbiły sukces, bo obyło się bez ekscesów. Media opozycyjne wychwyciły jednak pewien wybryk. Młodzi ludzie w dresach i kominiarkach w otoczeniu manifestantów zdeptali oni i spalili flagę o żółto-niebieskich barwach. Cale zajście zostało zarejestrowane przez kamery i szybko pojawiło się w Internecie. Na filmie słychać hasła: „Bóg, Honor i Ojczyzna”, „Je*ać UPA i Benderę” i „To, my Polacy!”. Początkowo dla wszystkich stało się jasne, że nacjonaliści publicznie zbezcześcili symbol Ukrainy. Później okazało się, że nie wszystko jest tak oczywiste.

Ambasada reaguje a policja kompromituje się

Incydent błyskawicznie wyłapały media zza wschodniej granicy. Jeszcze w piątek ambasador Ukrainy w Warszawie zaprotestował, żądając „natychmiastowej reakcji na ten haniebny i karygodny czyn”. W Polsce za znieważanie flagi

Grupa nacjonalistów podczas Marszu Niepodległości zdeptała i spaliła żółto-niebieska flagę wznasząc przy tym antyukraińskie okrzyki. Policja sklasyfikowała zajście jako „czyn nieładny, znany nam, ale prawdopodobnie wg ustaleń była to flaga RAŚ – autonomii śląska a nie sąsiadów z Ukrainy”. Foto: Youtube
Grupa nacjonalistów podczas Marszu Niepodległości zdeptała i spaliła żółto-niebieska flagę wznosząc przy tym antyukraińskie okrzyki. Policja sklasyfikowała zajście jako „czyn nieładny, znany nam, ale prawdopodobnie wg ustaleń była to flaga RAŚ – autonomii śląska a nie sąsiadów z Ukrainy”. Foto: Youtube

obcego państwa grozi nawet roczna odsiadka, dlatego sprawą zajęła się policja. Co ciekawe, jeszcze przed zakończeniem śledztwa odniosła się do incydentu za pośrednictwem mediów społecznościowych. Zacytujmy ten komunikat w całości: „czyn nieładny, znany nam, ale prawdopodobnie wg ustaleń była to flaga RAŚ – autonomii śląska a nie sąsiadów z Ukrainy”. Tym jednym zdaniem polskiej policji udało się skompromitować podwójnie. Po pierwsze, flagę górnośląską pomyliła z flagą RAŚ, który takiej nie posiada. Po drugie, dała do zrozumienia, że skoro nie spłonęła flaga Ukrainy, to nic się nie stało i nie trzeba będzie szukać sprawców. Zgodnie z polskim prawem ochrona należy się jedynie symbolom państwowym, a nie regionalnym. Górnośląską flagę, a wg policji – flagę autonomii śląskiej, można więc bezkarnie kopać i palić do woli. Państwo nie zrobi również nic, gdy zaniepokojony obywatel zgłosi taki akt do prokuratury, powołując się na paragraf dotyczący nawoływania do nienawiści. Polska, jak wiadomo, Ślązaków nie uznaje nawet za mniejszość etniczną. Nie można więc wzywać do nienawiści do społeczności, która „nie istnieje”.

Internet wrze

Lekceważący w swym tonie komentarz wywołał burzę. Policja szybko go wykasowała, lecz – jak wiadomo – w sieci nic nie ginie. Internauci zaczęli udostępniać kopię kompromitującego tekstu, domagając się reakcji. W odpowiedzi policja zbłaźniła się raz jeszcze, powołując się na internetowy komentarz zamieszczony na Twitterze. Jeden z nacjonalistów tłumaczył w nim,  że flaga została „odebrana polskim patriotom ze Śląska”, co, jak się później okazało, było prawdą.

RAŚ apeluje

Sprawę zaczęły badać media tradycyjne, a Zarząd Ruchu Autonomii Śląska wydał oświadczenie, w którym ze smutkiem odniósł się do „lekceważenia górnośląskiej tradycji przez ważną instytucję państwa polskiego” oraz wezwał do wykrycia i ukarania winnych aktu szowinizmu, niezależnie od tego czy był on wymierzony przeciw Ukraińcom, czy też Górnoślązakom.

Rafał Adamus, prezes Pro Loquela Silesiana – Towarzystwa Kultywowania i Promowania Śląskiej Mowy, ze smutkiem ironizuje, że stosując pokrętne wyjaśnienia policji, można wytłumaczyć incydent rasistowski: ktoś pobił czarnoskórego, ale nie dlatego, że był czarny, tylko dlatego, że był górnikiem, który wyjechał z szychty na dole. – Okazuje się, że w Polsce jest przyzwolenie na poniżanie tego, co Górnoślązaków, obywateli Rzeczpospolitej, symbolizuje – dodaje regionalista.

 „Patrioci ze Śląska” tłumaczą się

Jak flagi górnośląskie znalazły się na marszu polskich narodowców? Okazuje się, że do Warszawy zabrała je delegacja Okręgu Śląsko-Dąbrowskiego Młodzieży Wszechpolskiej. Niestety ich koledzy nie docenili inicjatywy. W opublikowanym oświadczeniu „patrioci ze Śląska” żalą się, że stali się obiektem ataków ze strony innych „patriotów z Polski”. – Doszło do kilku nieprzyjemnych sytuacji i nie przepuszczono nawet dziewczynom. Kulminacją tego „zachowania” było spalenie flagi Śląska – tłumaczą się winni całego zamieszania.

Lokalny okręg Ruchu Narodowego samokompromitując się, dołączył do głównych uczestników całej tragikomedii. Skoro narodowcy ze Śląska nie potrafią wziąć odpowiedzialności za górnośląską symbolikę, nie powinni jej zabierać na wydarzenia, w których wszystko co nie biało-czerwone spotyka się z nienawiścią.

Co na to PiS?

Ostatecznie to polscy nacjonaliści posłużyli się flagą górnośląską, by zademonstrować nienawiści do wschodniego sąsiada. Incydent w niewygodnym położeniu postawił partię rządzącą. Z jednej strony, co jest zupełnie zrozumiałe,  Prawo i Sprawiedliwość musi za wszelką cenę wygasić kryzys dyplomatyczny, a z drugiej nie chce narazić się części przekonanych do siebie Ślązaków, których barwy regionalne sprofanowali modelowi patrioci, hołubieni w czasach „dobrej zmiany”.  Pastwienie się nad symbolem RAŚ jest przecież mniej kontrowersyjne, niż deptanie flagi regionu –jak wiemy– odwiecznie polskiego. Dopiero pięć dni po całym incydencje polskie MSZ przesłało stronie ukraińskiej pismo wyjaśniające, przy czym nie ujawniono jego treści! Nie wiemy więc, jak polski rząd wytłumaczył się z całego zamieszania.

– Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że policja otrzymała odgórne polecenie ukręcenia sprawie łba. Stąd pomysł, by z niebiesko-żółtej flagi Ukrainy zrobić żółto-niebieską rzekomą flagę RAŚ – zauważa Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska. Na szczęście dzięki szybkiej reakcji opinii publicznej nie udało się zatuszować skandalu, sprawę musiała przejąć prokuratura, choć wobec jej upolitycznienia nikłe są szanse na znalezienie sprawców tego haniebnego aktu. – 11 listopada w Warszawie dramatycznie różni się od tego, czego doświadczamy na lipcowych marszach autonomii w Katowicach. Śląscy regionaliści dbają o bogactwo wielokulturowości, różnorodności i szerokiej otwartości, dlatego tu od lat barwy regionalne w pokoju współistnieją z polską symboliką narodową – podsumowuje Gorzelik.

golosz_profil

 

Marek Gołosz

Comments

comments