Tylko zdechłe ryby pływają z prądem!
9 grudnia 2016
0

Tytuł mojej kopyrtki, którą Państwo zaczynacie czytać, to zasłyszana niedawno odpowiedź mojego kolegi na złośliwości dotyczące wrzucenia do sejmowego kosza 140 tysięcy podpisów mieszkańców naszego kraju, chcących uznania Ślązaków za grupę etniczną.

Przez wiele tygodni zbieraliśmy na ulicach swoich miast, osiedli i wiosek podpisy pod projektem sejmowej ustawy. Nie było łatwo, ponieważ trzeba było podpisując formularz poparcia podać nie tylko swoje nazwisko, ale też numer PESEL i adres zamieszkania. W państwie, w którym co chwila pojawiają się informacje o oszustach wykorzystujących dane personalne do wzięcia, na przykład, pożyczki z lichwiarskich firm – podanie swojego nazwiska obcym ludziom stojącym na ulicy nie było rzeczą łatwą. Jednak zebraliśmy masę podpisów… Było ich tyle, że polski sejm musiał się naszym projektem zająć. Jak się zajął – Ślązacy przekonali się niedawno. Niejaka Anna Maria Siarkowska, posłanka z KUKIZ’15, mieszkanka Siedlec, wnioskowała o odrzucenie projektu ustawy, która miała dać nam, Ślązakom, status mniejszości etnicznej. Wniosek został przyjęty – decyzją większości komisji sejmowej PIS oraz KUKIZ’15. Nasza praca trafiła do kosza…

Do tej pory nikt pani poseł nie znał, ponieważ niczego w tym sejmie nie robiła. Jak sama o sobie pisze, jest ABSOLWENTEM /błąd w odmianie wyrazów-!/ Akademii Obrony Narodowej i politologii na Akademii Podlaskiej .Jako osoba po studiach powinna wiedzieć, że w demokracji nie zabiera się setkom tysięcy obywateli ich praw. Jak zareagowali na to bezprawie członkowie RAŚ? Stwierdziliśmy, że wyraźnie nam pokazano, iż nie jesteśmy częścią polskiego społeczeństwa i nie mamy w tym kraju praw, które się należą każdemu Polakowi. Jesteśmy nawet nie tyle drugim sortem obywateli /jak nazywa swoich przeciwników PIS/, ale zapewne trzecim albo czwartym… Przyznam, że nie miałem złudzeń co do tego,j ak zagłosują polscy nacjonaliści, których tak wielu namnożyło się w najnowszym sejmie, zaskoczyła mnie jednak skala głupoty, zaprzaństwa i podłej radości ze strony grupy ludzi, którzy nazywają się publicznie Ślązakami, co więcej -wyczyn rządzącej ekipy jeden z nich skwitował publicznie słowami: „Bardzo się cieszę z tej decyzji naszego sejmu!” Ciekawe czasy nadeszły – co dawniej jedni drugim wstydzili się powiedzieć prywatnie lub w swoim gronie-to teraz ogłaszają publicznie ,ciesząc się z śląskiego nieszczęścia. Nie będę wymieniał nazwisk tych pań i panów-nie ma po co.

Trzeba pamiętać jednak, jak bardzo kłamią pisząc o historii Śląska, jak zaprzeczają istnieniu odrębnej kultury i udają ,że nie wiedzą o istnieniu śląskiego języka, nazywając go w najlepszym wypadku odmiana polskiej gwary…Co mamy robić w tej sytuacji? Nie ma co liczyć na to, że rządzący aktualnie Polską zmądrzeją -ich głupota to wypadek ciężki i beznadziejny. W dodatku nawet część Ślązaków nie zna podstawowych informacji o swojej historii i różnorodnej kulturze. Starzy nie wiedzą ,młodzi nie zdobędą tej wiedzy w szkołach, bo większość nauczycieli w naszym regionie z różnych powodów nie uczy ani o śląskiej tradycji, ani o języku, ani o historii. Tych informacji nie ma w szkolnych oficjalnych podręcznikach ani też w oświatowych programach. Więc co mamy robić, szczególnie teraz, gdy wyraźnie pokazano nam nasze miejsce i obwieszczono Polsce i światu, że Ślązaków po prostu nie ma? Odwołam się do tytułu mojego felietonu: tylko zdechłe ryby pływają z prądem! Nie ma nas w podręcznikach, nie będzie możliwe uczenie o Śląsku ,a jak się przekonaliśmy – nie tylko mieszkańcy innych regionów nie maja wiedzy o naszej kulturze, ale i część z nas nazywa się Ślązakami, ale tak naprawdę niewiele lub nic o śląskości nie wie! Czy istnieją grube i naukowe dzieła o naszej historii? Istnieją – są to bardzo ważne i obiektywne prace. Widzimy je w bibliotekach, niektórzy z nas mają je w swoich domach. Czytają je też niektórzy pilni studenci, dyskutują o nich wykształceni Ślązacy. Kilka dni temu sprawdziłem, ilu uczniów bytomskiego elitarnego liceum sięgnęło po te poważne opracowania-są w każdym stojącym na półce tomie karty wypożyczeń. Z tych kart widać, że czytali je nauczyciele historii-uczniowie czuli przed tymi dziełami respekt. I potem się dziwimy, gdy wykształcony lekarz, prawnik czy dziennikarz plecie głupoty, powtarza brednie które usłyszał od sprzedajnych polityków ,czy warszawskich telewizyjnych i gazetowych specjalistów od wszystkiego, co śląskie.

Mamy więc na to się godzić? Płynąć z prądem, jak te zdechłe ryby z tytułu mojej kopyrtki? Przecież mamy na Śląsku, także i w RAŚ i w wielu innych naszych organizacjach nauczycieli historyków, politologów, publicystów edukacyjnych, autorów programów nauczania! Jeden z nich, Aleksander Lubina, napisał ostatnio na regionalnej platformie informacyjnej /info-poster.eu/ list otwarty do śląskich nauczycielek i nauczycieli ,w którym pisze tak: „W mojej opinii poziom wypowiedzi na temat Górnego Śląska obraża przede wszystkim nauczycieli – szczególnie nauczycieli geografii, historii i wiedzy o społeczeństwie, języka polskiego i religii”. Szanowny Panie! Niech Pan się nie dziwi- każdy z nich chce zachować pracę. Czy przesadzam? Nie – jeśli kiedyś prywatnie się spotkamy, opowiem Panu, co spotyka nauczycieli nadmiernie przywiązanych do idei kształcenia o Śląsku. Więc powtarzam po raz kolejny – mamy płynąc jak te zdechłe ryby z nacjonalistycznym polskim prądem? Nie! Napiszmy krótki i prosty podręcznik o śląskiej historii, języku i kulturze. Nie zaproponujmy napisanie go uniwersyteckim profesorom-niech piszą go nauczyciele gimnazjum, liceum czy technikum. Oni znają sposoby, dzięki którym docierają do swoich uczniów, potrafią mówić i pisać tak, aby rzeczy trudne wydały się proste. I nie mogą nudzić, bo uczniowie ich nie posłuchają. Profesorom uniwersytetu pozostawmy opiekę naukową. Co więcej – dostajecie Państwo do domu reklamówki marketów? Są drukowane tak, że część reklamowanych produktów jest z jednej strony broszurki, część techniczna albo chemiczna – z drugiej strony. Czy nie można zrobić tak, żeby jedna część napisana była po polsku, a druga, identyczna w treści-po śląsku? Problem z tytułem? Niech nasza praca nazywa się ,jak tylko zechcemy ,nawet tak: „Śląsko historio dla Hanysów i Goroli”. Nie podoba się Państwu tytuł? Młodym się spodoba. Zresztą – tytuł jest tu najmniej ważny… Mamy też swoich rysowników, ilustratorów, malarzy, redaktorów różnych śląskich gazet. Można naszą broszurę, krótki podręcznik zilustrować – przecież żyjemy w epoce obrazu. Co więcej-żyjemy w świecie Internetu, dlaczego nie możemy zrobić internetowego wydania „Śląskiej historii dla Ślązaków i Goroli”? Ta internetowa strona będzie miała przewagę nad tą wydrukowaną – można ją aktualizować i ciągle dodawać nowe treści. Nie możemy przecież pogodzić się z tym, że banda sejmowych kłamców, krętaczy czy mianowańców kolejnej władzy będzie nadal decydować nie tylko o naszej gospodarce, ale też niszczyć śląską kulturę, co więcej -twierdzić, że ona po prostu nie istnieje?

A tym ,którzy się cieszą z upokorzenia setek tysięcy Ślązaków i proponują, abyśmy przestali walczyć o swoje prawa, dedykuję słowa napoleońskiego generała ,Pierre’a Jacques’a Cambronne’a, który na propozycje poddania swoich oddziałów miał powiedzieć tak: „Gwardia umiera, ale się nie poddaje”.

W rzeczywistości dowódca Starej Gwardii pod Waterloo powiedział krócej i treściwiej: „Merde!”(polskie tłumaczenie: „Gówno!”). Tę drugą, prawdziwą odpowiedź kieruję do wszystkich naszych przeciwników.

My Ślązacy – niezależnie od tego, co jeszcze władza wymyśli-będziemy robić swoje. Prędzej czy później wygramy.

martyn

Kazimierz Martyn

Comments

comments