Tragedia kobiet dotkniętych wojną – trylogia wydawnicza
6 marca 2017
0

Przez stulecia Śląsk był obszarem pogranicza – konglomeratem języków, narodów i kultur: śląskiej, polskiej, niemieckiej, czeskiej i żydowskiej. Przez Śląsk przechodziły inne klęski i wojny niż przez Polskę, tu inaczej i w innym tempie rozwijała się literatura, sztuka, społeczeństwo i myśl polityczna. To wiemy.

Foto: www.silesiaprogress.com

Wiemy również, że armia radziecka w styczniu 1945 roku zajmowała teren Śląska z przeświadczeniem, że to teren wroga i całą miejscową ludność, która nie zdążyła się ewakuować lub wolała pozostać na swoim (czyli w miejscu, gdzie żyła od wielu pokoleń) traktowała jak wrogów. Działo się to wtedy, gdy losy tych terenów były już dawno przesądzone na konferencji w Jałcie, więc z formalnego punktu widzenia od stycznia 1945 roku Armia Czerwona zajmowała obszar przeznaczony dla Polski. Nie stanowiło to jednak najmniejszej przeszkody przed popełnianiem przez jej żołnierzy aktów barbarzyństwa – mordów, gwałtów, kradzieży, bezmyślnego niszczenia zabytków i dóbr kultury.

Gorsze czasy dla autochtonicznej ludności przyszły jednak dopiero po przejściu frontu, gdy władzę objęli urzędnicy odrodzonego państwa polskiego. Podobne akty terroru odbywały się teraz w „majestacie prawa”.

O tych właśnie czasach i ludziach opowiadają książki, o których piszę poniżej. Tworzą swoistą trylogię – trójgłos opisujący wydarzenia z okresu od przedwojnia, poprzez wojnę aż po czasy powojenne; wydarzenia dziejące się na terenie historycznego Górnego Śląska, opowiadane przez ludzi, którzy byli świadkami tego, co się wówczas działo.

Pierwsza książka to „Dziennik księdza Franza Pawlara”. Jest to pamiętnik księdza, który był kapelanem w kaplicy pałacowej Ballestremów w Pławniowicach (koło Gliwic). Autor dziennika skrupulatnie i „na chłodno” – choć często ze łzami w oczach – relacjonuje dzień po dniu przebieg wydarzeń wojennych i tych po przejściu frontu. Dziennik obejmuje czasy od połowy stycznia do końca kwietnia 1945 roku, a więc okres od przejścia frontu przez Pławniowice po pierwsze miesiące rządów nowej władzy.

Druga książka to „Hanyska” Heleny Buchner. Autorka nie opowiada tu o konkretnych osobach czy miejscach, nazwiska osób i nazwa wsi, w której dzieją się opisywane wydarzenia są zmyślone, to jednak jak sama pisze we wstępie: „Wszystkie zdarzenia się wydarzyły albo mogły się wydarzyć, bo taki był czas. Wszystkie postacie są prawdziwe albo prawdziwe być mogły. Jest to jednak fikcja literacka, oparta na opowieściach starych ludzi, którzy te czasy przeżyli.

Foto: www.silesiaprogress.com  

Kto siebie, swoich rodziców, dziadków, pradziadków, sąsiadów, krewnych, znajomych bliskich i dalekich w tej książce chce znaleźć, znajdzie na pewno. Pozna ich. Jeśli na naszej ziemi żył, obojętnie czy hanys czy chaziaj, czy autochton czy repatriant, rozpozna swoje miejsca, rozpozna swoich znajomych, swoich przyjaciół i wrogów”.

Trzecia książka z umownego tryptyku to „Dziedzictwo” Ewy Tvrdej. Autorka opisuje tu wydarzenia w Kraiku Hulczyńskim – części Górnego Śląska, który obecnie znajduje się w Republice Czeskiej – w okresie od roku 1938 (przed aneksją Czechosłowacji przez III Rzeszę) do czasów powojennych, gdy te tereny zostały ponownie włączone do Czechosłowacji.

Trzy książki – trzy różne opowieści o trzech różnych miejscach pisane przez trzech nieznających się autorów. A jednak bardzo, aż do bólu, podobne. Wszystkie opisują w podobny sposób okrucieństwo wojny, bezradność i bezbronność ludzi, którzy jej doświadczają niezawinieni i wbrew swej woli oraz bezwzględność i terror zwycięzców. Najbardziej poruszająca dla mnie jest jednak opisana – identycznie we wszystkich trzech książkach – tragedia kobiet. Bowiem każda wojna najbardziej okrutnie i bezwzględnie rani kobiety. O tym mówi ta trylogia – trójgłos kobiet, które doświadczyły przemocy fizycznej i psychicznej, choć jej nie zawiniły.

 

Janusz Muzyczyszyn

Comments

comments