Raciborski Willy Wonka
30 marca 2017
0

Założycielem raciborskiego przemysłu czekoladowego był piernikarz Felix Sobtzick, urodzony w 1804 roku, który sprzedawał własnoręcznie wykonane produkty na jarmarkach oraz odpustach. W 1828 otworzył sklep, który znajdował się pod adresem Neuestr. 15 (Tuż obok gospody „Böhm”, dzisiaj: ul. Nowa).

Felix Sobtzick w niedługim czasie zdołał dorobić się wielu świetnych opinii, nawet w daleko wykraczających poza jego pole działania – jak na tamte czasy – miejscach. W Raciborzu zaliczał się do warstwy najbardziej szanowanych mieszczan. W 1846 roku do Raciborza przybył Fryderyk Wilhelm IV. Król tak rozsmakował się w piekarskich wyrobach Sobtzicka, że rozkazał sobie przedstawić producenta we własnej osobie. Kilka dni po tym wydarzeniu otrzymał Felix z Wrocławia srebrny upominek od samego króla.

Syn Felixa – Franz, po skończeniu szkoły w wieku prawie 18tu lat udał się w świat, by móc poznać nowe technologie produkcji podpatrzone u konkurencji. Wkrótce po powrocie przejął ojcowski fach i otworzył w połowie lat 50. XIX wieku pierwszą w Raciborzu cukiernię. W roku 1858 przejął przedsiębiorstwo po ojcu, odtąd pracując na swój własny rachunek. Rozpoczęła się nowa era, mała manufaktura gwałtownie ewoluowała.

Grobowiec rodziny Sobtzick na cmentarzu „Jeruzalem” w Raciborzu. Foto: Natalia Klimaschka

Własnoręczna produkcja słodyczy z cukru i miodu szybko przeobraziła się w zakład na miarę fabryki, który rozwinął się tak szybko, że w 1868 roku utworzono nowy budynek zakładowy. Późniejsze powiększenia doprowadziły do utworzenia całego kompleksu fabrycznego, który zawierał się w granicach ulic Wilhelmstr., Mittelstr., Neustadtstr. oraz Niederwallstr. (obecnie kolejno: ulice Batorego, Środkowa, Nowomiejska oraz Podwale). W 1881 roku utworzono oddział filiarny we Wrocławiu, w 1904 – w Monachium, a później także kolejny w Erfurcie.

W 1869 roku umiera Felix Sobtzick. Franz, jego syn, zostaje członkiem rady powiatu oraz rady miasta, w 1862 stał się nadwornym dostawcą królewskim, a w 1891 – otrzymuje honorowy tytuł „Kommerzienrat” – nadawany do 1919 roku podmiotom działającym gospodarczo. Franz Sobtzick zmarł w 1905, a firma którą rozwinął przeszła na jego spadkobierców, żeby w 1909 przeobrazić się w samodzielną własność dwójki najstarszych potomków – synów Franza oraz Hermanna Sobtzick.

Liczby dają pojęcie o tym, jak przebiegał rozwój firmy: w 1868 roku zakład tworzyło 25 osób, w roku 1900 liczba pracowników wzrosła do 400, a w 1910 – zatrudnionych w fabryce było 1262 osób. Fabryka była wyjątkowa, ponieważ jako pierwsza tego typu na Górnym Śląsku posiadała mechanizmy napędzane parą wodną (Dampfturbo-Dynamo firmy A.E.G. w systemie Curtius o mocy 600 KM oraz tłokowa maszyna parowa o mocy do 275 KM na rozpędzenie prądu o mocy 220V, do dyspozycji w sytuacjach zwiększonej podaży w szczytowym momencie sezonu była również dwucylindrowa maszyna parowa o mocy do 120 KM – dla porównania w 1868 do produkcji wystarczało 10 KM, by w 1900 roku podskoczyć do 120 KM). W czasach swojej największej wydajności produkcja wafli oscylowała 3-4 tys. płatów o wielkości 28x50cm dziennie. Aby wszystkie produkty móc solidnie opakować, samodzielna fabryka kartonażu zużywała rocznie w tym celu na opakowania 250 tys. kilogramów tektury.

Dla personelu stworzono osobną stołówkę, która już ówcześnie wydawała posiłki w cenie nabywczej. Na Neuestr. 19 urządzono nową placówkę sklepu, która później przekształciła się w „Café Wien”. Odpowiedzialnym za nadzór fabryki w 1915 roku był prokurent Fröhlich. „Roka. Beste deutsche Schokolade” – tak głosiły hasła reklamowe w latach 20. ubiegłego stulecia.

Potężna firma, przyznacie Państwo sami. Na pewno godna upamiętnienia. Czy naprawdę chcemy dążyć za modą nacjonalistycznych nazw, czy jednak wolimy upamiętniać nasze rodzime postaci, które odcisnęły swoje ślady na kartach historii sztuki i rzemiosła? Czyżby człon „deutsche” przeszkadzał obecnym włodarzom miasta, a lokalny patriotyzm jest dziś wypierany przez „polityczną poprawność”? Obecnie w jednym z budynków dawnych zakładów Sobtzicka znajduje się Urząd Miasta Racibórz, a w dawnym miejscu zamieszkania rodziny – Urząd Skarbowy. A na cmentarzu Jeruzalem niszczeje wspaniały grobowiec – ostatnie miejsce spoczynku Sobtzicków, zapomniane przez UM oraz US. Jako Raciborzanka od co najmniej ośmiu pokoleń muszę i chcę (bo kocham swoje miasto) na to zwrócić uwagę: czy nie warto byłoby uhonorować czekoladowych potentatów mianem ronda, ulicy bądź skweru skoro na kwiaty, znicze oraz pielęgnację nagrobka brak funduszy? Nazwa ulicy/placu/ronda nic nie kosztuje…

Natalia Klimaschka

Comments

comments