Nasz wygląd lichy i durnowaty
13 maja 2017
0

„Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego” – cytat ten, przypisywany carowi Piotrowi Wielkiemu, świetnie oddaje postawę, jaką samorządy w Polsce przyjmują wobec rządzących w Warszawie.

Dnia 20 kwietnia miałem okazję uczestniczyć w uroczystości zasadzenia Dębu Wolności w Oświęcimiu. Drzewko przywiezione zostało z Kraju Basków, z Gerniki (po hiszpańsku Guernica) – miasta doświadczonego niszczycielskim nalotem podczas hiszpańskiej wojny domowej. Wspólnotę autonomiczną reprezentował prezydent Iñigo Urkullu, który swoje przemówienie wygłosił najpierw po baskijsku, a następnie po hiszpańsku. Moją uwagę zwrócił jeden, z pozoru mało znaczący szczegół. Wśród wywieszonych flag – baskijskiej, hiszpańskiej, polskiej i Unii Europejskiej – zabrakło symbolu województwa małopolskiego. To doskonale ilustruje różnice w pozycji regionów, nie tylko w ustroju Królestwa Hiszpanii i Rzeczypospolitej Polskiej, ale także w świadomości politycznych elit obu państw. Również tych na poziomie lokalnym, bowiem organizatorem uroczystości były władze Oświęcimia.

Problem braku zakorzenienia w regionie i poczucia jego wartości dotyczy nie tylko polityków i nie tylko Małopolski. Kiedy uczestnicy katowickiego kongresu Wolnego Sojuszu Europejskiego zwiedzali Muzeum Śląskie, pracownica instytucji poczuła się w obowiązku poinformować, że misją placówki jest umacnianie polskiego ducha i że w istocie zacni goście znajdują się w murach polskiego muzeum na Górnym Śląsku. Jakież było zdumienie Walijczyków, Basków, Katalończyków, Szkotów i przedstawicieli wielu innych europejskich wspólnot, kiedy u progu XXI wieku za sprawą gorliwej polskiej patriotki poczuli się niczym w minionych czasach dławienia odrębności i kolonizowania historycznych krain.

Myślicie Państwo, że przywołane incydenty to drobnostki, które niewiele mają wspólnego z naszym codziennym życiem? Być może. Jednak w obu przypadkach chodzi o symptomy mentalności, która utrudnia prowadzenie regionalnej polityki i tym samym powoduje bardzo realne koszty. Przekonujemy się o tym po raz kolejny w związku z pomysłem na współprowadzenie Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” – instytucji podległej samorządowi województwa śląskiego – przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Z taką propozycją władze wojewódzkie zwracały się do kolejnych ministrów z jasną intencją. Finansowy wkład ministerstwa w utrzymanie zespołu, który uchodzi za towar eksportowy naszego regionu, pozwoliłby odciążyć samorząd i przeznaczyć zaoszczędzone środki na pomoc innym, zaniedbanym instytucjom kultury. Tymczasem minister Gliński postawił warunki – dotacja województwa nie może ulec zmniejszeniu (wynosi obecnie 17 milionów), a ministerstwo zobowiązuje się przekazywać dodatkowo 5 milionów rocznie przez następne trzy lata. Oznacza to, że z dofinansowania innych placówek nici, a za trzy lata samorząd może pozostać z budżetem ZPiT „Śląsk” na poziomie 22 milionów bez ministerialnego wsparcia.

Mimo negatywnego stanowiska Ruchu Autonomii Śląska marszałek z Platformy Obywatelskiej postanowił przystać na te zbójeckie warunki, zapewne onieśmielony napastliwością lokalnych polityków PiS, zarzucających mu brak zainteresowania kulturą. I tak daliśmy się ograć. Problem niedofinansowania instytucji pozostaje, a być może zaostrzy się za trzy lata. „Dobra zmiana” za grosze kupiła sobie wpływ na funkcjonowanie renomowanego zespołu. Tylko czekać, kiedy „Śląsk” swymi występami uświetniał będzie kolejne miesięcznice smoleńskie. A my zostaniemy z wyglądem lichym i durnowatym, ku satysfakcji ludzkich panów z Warszawy.

 

Jerzy Gorzelik

Comments

comments