Zimny Priessnitz – nowa seria od wydawnictwa SilesiaProgress
7 czerwca 2017
0

Lada dzień wydawnictwo Silesia Progress rozpocznie sprzedaż nowej serii kryminałów. Seria będzie objęta wspólną nazwą „Zimny Priessnitz”

Piękna kobieta bierze chłodny prysznic. Na jej twarzy maluje się uczucie ulgi, potęgowanej spływającymi po nagrzanym ciele, chłodnymi kroplami. Szum wody skutecznie tłumi odgłos skrzypienia drzwi wejściowych i uginających się pod naciskiem czyichś butów desek połogi. Jedna ręka uchyla powoli drzwi do kabiny, druga unosi się nad kobietą z ostrym nożem…

To typowa scenka z trzymającego w napięciu filmu Hitchcocka. Darujmy sobie jednak jej dalszy opis. Lada dzień wydawnictwo Silesia Progress rozpocznie sprzedaż nowej serii kryminałów, dorównujących napięciem tamtym filmom. Seria będzie objęta wspólną nazwą „Zimny Priessnitz”, a pierwsza książka – autorstwa Mirosława Syniawy będzie nosiła tajemniczy tytuł „Nunquam Otiosus”. Książka będzie po polsku, ale w jej treści Śląsk będzie oczywiście obecny. Skąd tytuł serii? Ano ze Śląska. Jako patron serii, z dziejów którego przytoczę przynajmniej kilka faktów.

W miejscowości Lázně Jeseník na Śląsku austriackim (dziś Czechy), 4.10.1799r. jako szóste dziecko Franza i Theresii Priessnitzów urodził się syn Vincenz. Najstarszy syn zmarł, na domiar złego Franz stracił wzrok. Dla Vincenza

Autorem pierwszej książki nowego cyklu wydawniczego „Zimny Priessnitz” jest Mirosław Syniawa. Foto: Materiały prasowe

oznaczało to konieczność przerwania nauki, nie zdążył nauczyć się czytania i pisania, czego nigdy nie nadrobił. Miał 17 lat, kiedy pracując spadł z konia, do połamanych dwóch żeber doszły powikłania w postaci chorób organów wewnętrznych. Na obolałe miejsca położył sobie nasączany zimną wodą opatrunek,  obandażowując się ciasno pasami tkaniny. Zdrowie mu wróciło, a metodę nazwano później „opatrunkiem Priessnitza”. Odtąd zaczęli do niego przychodzić po pomoc sąsiedzi, nazywający go wodnym lekarzem. Ożenił się z Zofią, córką wójta sąsiedniej wsi. Dochowali się syna i sześciu córek. Zaczęli przyjeżdżać do niego ludzie z miast i wsi coraz bardziej odległych. W latach 1826-1829 zbudował dla nich kuracyjny dom z łaźnią. Zazdrośni lekarze oskarżyli Priessnitza o uprawianie znachorstwa. Sądowe uniewinnienie poskutkowało też oficjalnym pozwoleniem austriackich władz (1830) na prowadzenie wodolecznictwa. W roku 1846 cesarz przyznał mu Złoty Medal Zasługi. Priessnitz swoje metody udoskonalał, ale testował je na sobie. W roku 1848 doznał udaru mózgu ze zmniejszeniem wątroby oraz przewodnieniem organizmu. Zmarł 28 listopada 1851 roku, zostawiając po sobie 10 mln guldenów. Do tego dnia, przez istniejący do dziś zakład przewinęło się 36 tysięcy kuracjuszy.

W Instytucie historii medycyny Uniwersytetu Wiedeńskiego znajduje się zbiór notatek „Vinzenz Prießnitz’sche Familien Wasserbuch”, spisanych przez córkę Jadwigę, notującą wskazówki ojca. Metoda hartowania ciała w strumieniu spadającej z wysokości zimnej wody uczyniła go wynalazcą prysznica. Jego dokonania upamiętniono też we wiedeńskim Türkenschanzpark pomnikiem. Na pomniku bogini zdrowia Hygiei, ufundowanym w roku 1841 w Poznaniu przez hrabiego Edwarda Raczyńskiego, umieszczono poświęconą Priessnitzowi inskrypcję. Metody Vincenza Priessnitza sprawiły, że ten śląski analfabeta jest ojcem współczesnych nam balneologii i hydroterapii. Czesi są z niego dumni, u nas pozostaje ledwie ciekawostką. Bo Śląsk dzielą granice, utrwalane w umysłach nauką historii mocno okrojonej.

 

Jan Kołodziej

Comments

comments