Żółto-niebieski kocioł czarownic
12 października 2017
0
Udostępnień 0

Patrząc z wyższych budynków w Chorzowie czy Katowicach w kierunku Parku Śląskiego, nasze oczy przykuwa efektowna konstrukcja Stadionu Śląskiego. Zbliżając się do obiektu jego konstrukcja wygląda jeszcze bardziej imponująco. Niestety przy samym obiekcie czar pryska. Całą pracę projektantów zepsuła policja.

Jako kibic, który zwiedził niemal wszystkie piłkarskie stadiony w Polsce i nie tylko takiego czegoś nie widziałem. Stadion okala płot jakiego chyba nie powstydziłby się prezydent USA na granicy z Meksykiem. Paskudztwo to nakazała postawić policja strasząc zakazem organizacji imprez masowych w razie niespełnienia ich warunków. Ogrodzenie zgodnie z wymogami policji urosło na 3,5 m. z czego 2,5 m. jest „nieprzezierna”. To więzienne wrażenie zostało nam zafundowane w miejscu rekreacji i odpoczynku okolicznych mieszkańców i przyjezdnych. No chyba, że potraktować taki widok jako element edukacyjny i pokazując dziecku wytłumaczyć jak w Belfaście odgradzało się dzielnice katolickie i protestanckie.

Na szczęście później jest już tylko lepiej. Wchodząc na obiekt od razu rzuca się jego funkcjonalność i uniwersalność. Stadion nie jest obiektem typowo piłkarskim i pod takim kątem nie można go oceniać. Stojąc na płycie nie odnosi się wrażenia, że to ponad 54-tysięczny kolos. Trybuny ujmują swoją zgrabnością i co może dziwić nie czułem się jak na ogromnym, betonowym gigancie z przed modernizacji, a ciepłym niemal kameralnym obiekcie. Jako człowiek bardzo sceptycznie odnoszący się do modernizacji tego obiektu, szczególnie patrząc na ogromne pieniądze wpakowane w obiekt, muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem tej metamorfozy. Od wspaniale wypielęgnowanej murawy po dach wszystko się ze sobą pięknie harmonizuje. Nawet ze względu na zgrabnie wkomponowaną bieżnię lekkoatletyczną oddalone trybuny, nie dają uczucia jakiegoś dużego dystansu od murawy.

To oczywiste, że stadion powinien być w barwach Górnego Śląska, czyli żółto-niebieski, bo jest nasz, a nie warszawski – mówił śp. Gerard Cieślik. Foto: Tomasz Żak, UMWŚL

Odmienną sprawą jest kolorystyka obiektu. Obiekt został zaprojektowany w barwach biało-czerwonych co spotkało się z negatywną reakcją mieszkańców regionu. Najlepiej zmobilizowali się członkowie i sympatycy Ruchu Autonomii Śląska. Zaczęło się od akcji na portalu społecznościowym i listu do ówczesnego marszałka, pod którym podpisało się kilka tysięcy osób. Kolejną akcją były „odwiedziny” kilkudziesięciu członków RAŚ na sesji sejmiku i pokazaniu zarządzającym województwem żółtych kartek. Jerzy Gorzelik zaznaczył wtedy, że walka o kolor krzesełek to tak naprawdę walka o to by politycy lepiej traktowali tradycje regionu. Powiedział także, że z racji zbliżających się wyborów ta żółta kartka przy zbliżających wyborach może się zmienić w czerwoną kartkę dla polityków. Właśnie te wybory dały RAŚ mandaty w sejmiku co zakończyło się udziałem w koalicji rządzącej. Jednym z warunków jej zawarcia była zmiana kolorystyki stadionu na regionalną co już po kilku tygodniach stało się faktem.

Kiedy ujrzeliśmy projekt ze zmienioną kolorystyką wiele osób kręciło nosami. Przytłaczający niebieski kolor z żółtymi akcentami takimi jak schody pomiędzy sektorami. Podobnie wyglądały panoramiczne zdjęcia już z ukończonego stadionu. Na szczęście projektanci wiedzieli co robią. Wchodząc na stadion nie ma mowy o monotonii. Wiele odcieni niebieskiego od ciemnych po jasne z bardzo jasno niebieską bieżnią powodują, że obiekt jest tym zabiegiem bardzo ożywiony.

 

Mariusz Wons

Udostępnień 0

Comments

comments