Podarymnŏ metropolia
15 października 2017
0

Na początku września zakończył się wreszcie wieloletni proces tworzenia nowego tworu administracyjnego – Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Wieloletni bo już w styczniu 2006 roku prezydenci miast aglomeracji katowickiej uroczyście podpisali deklarację o utworzeniu Górnośląskiego Związku Metropolitalnego.

Aby te pierwsze deklaracje się zmaterializowały musieliśmy poczekać prawie 12 lat. 12 lat czyli 6 kampanii wyborczych (3 parlamentarne i 3 samorządowe), w czasie których postulat utworzenia metropolii był wałkowany na wszelkie możliwe sposoby.

Ruch Autonomii Śląska – jako jedno z nielicznych ugrupowań – rzadko zabierał głos w tej sprawie. Wprawdzie działacze RAŚ nie negowali potrzeby powołania kolejnego szczebla samorządu, jednak uważali, że to tu, na miejscu, w miastach mających wejść w skład metropolii, a nie w Sejmie czy różnych ministerstwach, powinna zostać wypracowana koncepcja jej funkcjonowania. Jak się później okazało, obawy autonomistów były uzasadnione. Pomysł na metropolię zmieniał się w zależności od tego, która z partii składała projekt ustawy metropolitalnej do laski marszałkowskiej.

Medialny balon nadziei na poprawę warunków życiowych mieszkańców metropolii, napompowany został przez media do tego stopnia, że gdy, na przełomie sierpnia i września, zaczęły się problemy z wyborem władz, część obserwatorów regionalnej sceny politycznej, potraktowała je wręcz jak największą tragedię.

Tymczasem problemem nie jest wybór takich czy innych osób wchodzących w skład zarząd metropolii. Problemem jest to, że – wbrew zapewnieniom entuzjastów metropolii – mniejsze miasta i gminy nie będą miały reprezentacji we władzach. Oczywiście członkiem zarządu została kandydatka Piekar Śląskich, Karolina Wadowska, a nie kandydat Bytomia – Andrzej Pilot. Ale to nie siła Piekar Śl. co raczej słabość bytomskiego prezydenta, nad którym unosi się widmo referendum odwoławczego, do tego doprowadziła. Za rok, po wyborach samorządowych, nowe władze Bytomia nie pozwolą sobie na taką wpadkę. Tym bardziej, że w pozostałych regionach metropolii (katowickim, gliwickim, tyskim i sosnowieckim) nominację zyskiwał zawsze kandydat największego miasta. Dlatego też niewiele do powiedzenia w GZM będą miały nie tylko niewielkie Mikołów czy Knurów, średniej wielkości Świętochłowice czy Siemianowice Śląskie, ale również duże Zabrze czy Ruda Śląska. Wiele mówiącym symbolem traktowania mniejszych miast może być odrzucenia propozycji by Metropolia miała siedzibę w Chorzowie, w byłym ratuszu Hajduk Wielkich.

Zamiast tego nowowybrany przewodniczący zadeklarował, że będzie rozmawiał z marszałkiem województwa śląskiego na temat przejęcia przez Metropolię byłej siedziby Muzeum Śląskiego. W Katowicach na Alejach Korfantego 3. Miejsca położonego bardziej w centrum Katowic nie da się znaleźć. Centralistyczne, niemalże „warszawskie”, myślenie nie wróży dobrze zabrzańskim Biskupicom, świętochłowickim Lipinom, siemianowickiej Przełajce, że o Pyskowicach czy Lędzinach nie wspomnę.

 

Rafał Adamus

Comments

comments