Wojna bez końca
17 października 2017
0

Instytut Pamięci Narodowej wypuścił w świat filmik propagandowy pt. “The Unconquered” (w wersji polskojęczynej: “Niezwyciężeni”). Z mającego rewidować antypolskie stereotypy utworu zagraniczny widz dowie się, że według panującej w Polsce ideologii państwowej II wojna światowa skończyła się w 1989 roku (“Nikt nie sądził, że dla Polski wojna potrwa aż pół wieku”).

Jak bowiem wielokrotnie wskazywały tuzy prawicowej publicystyki, wojny trwają tak długo, jak długo zachodzą ich skutki, a PRL była wszak skutkiem wojny. Ponadto „Solidarność” kontynuowała walkę AK, a krwią powstańców warszawskich i żołnierzy wyklętych pisana jest niepodległość Polski (to już wyimki z wystąpień urzędującego prezydenta).

W postkomunistycznych szkołach przełomu stuleci uczono mnie, że wojna toczyła się w latach 1939-1945, ale potem już się nie toczyła i że jest to ważna cezura. Wmawiano mi również, że później krajem rządził z upoważnienia Stalina Bierut, ludzi masowo wywożono do ZSRR lub mordowano z wyroku sądowego albo i bez wyroku, zaś pod koniec tego okresu spróbowano nawet skolektywizować rolnictwo na wzór ojczyzny chłopów i robotników. Potem jednak – w to kazano mi wierzyć – Bierut umarł, Stalina (który przedtem także umarł) potępiono, zaprzestano wywózek i kolektywizacji, tak że życie wróciło do względnej, choć na ogół trudnej do zniesienia normy. Ostatecznie i to dobiegło końca, ponieważ na skutek czynników, o których naturę oraz proporcje historycy i publicyści toczą zaciekłe spory, władza komunistyczna – trochę sprytnie, a trochę głupio – oddała rządy opozycji i w rezultacie mamy w Rzeczypospolitej liberalną demokrację. Szczęśliwie całą tę pełną niuansów a z gruntu zakłamaną gmatwaninę usunięto z mojej nieszczęśliwej głowy i teraz wiem już, że przez całe 50 lat Naród Polski nic innego nie robił, tylko orężnie zwalczał okupantów.

Właściwie to po co się tak ograniczać? Powiedzmy wprost, że wojna rozpoczęta we wrześniu1939 trwa do dziś i będzie trwać, dopóki suwerenny polski rząd nie uzyska od Niemców reparacji, a jego mądre reformy nie położą kresu „komunizmowi” w sądownictwie. Ponieważ Niemcy raczej nie zapłacą, a widmo “komunizmu” jako narzędzie masowej mobilizacji politycznej jest na tyle poręczne, że szkoda zeń rezygnować, wojna toczyć się będzie po wsze czasy.

Niestety: nagie, wolne od patriotycznej pseudometafizyki fakty są takie, że Polska jak najbardziej została zwyciężona i nie wygrała wojny – jak chcą autorzy filmu –  po 50 latach, tylko przegrała ją w 18 dni, po których rząd myślącego o zamorskich koloniach nadwiślańskiego mocarstwa zbiegł chyłkiem do Rumunii. W kolejnych latach wojny Polacy – tak żołnierze, jak i cywile – przelali wskutek głupoty swoich przywódców jeszcze morze krwi, ale to już nie miało żadnego znaczenia, gdyż Polska nieodwołalnie utraciła podmiotowść. Jeśli natomiast cierpienia jej obywateli czemuś się przysłużyły, to tylko głupim filmom tworzonym po latach. W obrazie autorstwa IPN mamy – oprócz tego zasadniczego, wpisanego w tytuł fałszu – cały szereg przekłamań, z których chyba najbardziej oburzającym jest jednoznaczne przedstawienie Polaków jako narodu obrońców Żydów, bez choćby najdrobniejszej wzmianki o postawach kolaboracyjnych i biernych wobec Holocaustu. Tymczasem te ostatnie przecież dominowały, a i pierwsze przynajmniej badacze z Żydowskiego Instytutu Historycznego mają za powszechniejsze od bohaterstwa. IPN chyba nigdy jeszcze nie wyprodukował czegoś tak ordynarnie załganego jak ten film. Warto go obejrzeć – by mieć świadomość, co państwowa propaganda wyprawia ze świadomością historyczną Polaków. Tym bardziej, że idzie jej to nadspodziewanie dobrze, co widać na ulicy i w parlamencie.

 

 

Norbert Slenzok

Comments

comments