Katowic nie stać na książki
24 listopada 2017
0
Udostępnień 44

W Katowicach w każdej dzielnicy miasta działa ponad trzydzieści filii Miejskiej Biblioteki Publicznej. Biblioteki już dawno przestały być jedynie miejscem wypożyczania książek. Wiele z nich bardziej przypomina małe centra kultury, w którym odbywają się różne wydarzenia edukacyjne i kulturalne, adresowane do wielu grup społecznych.

Działalność ta, szczególnie w dzielnicach gdzie nie funkcjonuje Miejski Dom Kultury, jest godna podziwu i naśladowania. Dla wielu mieszkańców biblioteki są jedynym miejscem gdzie mogą uczestniczyć w ofercie kulturalnej miasta.  Niejako alternatywnie do wielkich, spektakularnych wydarzeń w centrum miasta, w dzielnicach, to właśnie poszczególne filie są jednym z głównych podmiotów generującym codzienne życie kulturalne.

Od lat w mediach lokalnych co pewien czas można usłyszeć pełen emocji apel środowiska bibliotekarzy o zwiększenie poziomu finansowania bibliotek. Postulat ten dotyczy przede wszystkim funduszy na zakup nowości wydawniczych oraz zwiększenia wynagrodzenia pracowników. Oba te elementy w zasadzie nie powinny być elementem dyskusji, a Prezydent już dawno mógł te zaległości nadrobić. Bulwersujące jest to, że nie wszystkie jednostki miejskie i ich pracownicy traktowani są tak samo. Nawet w obszarze kultury, to właśnie bibliotekarze są grupą najbardziej zaniedbaną.

A co z pieniędzmi na wspomniane nowości książkowe, czyli kluczowy element oferty każdej biblioteki? Okazuje się, że przez ostatnie trzy lata dotacja z budżetu miasta zmalała z nieco ponad 166 000 złotych w roku 2014 do zaledwie 22 500 zł w 2017 roku! Fatalną sytuację oczywiście ratuje budżet obywatelski, dzięki któremu mieszkańcy decydują się na wsparcie bibliotek. To właśnie te narzędzie spowodowało taki spadek podstawowej dotacji z miasta. Urzędnicy wpadli na pomysł, że można założyć, że mieszkańcy obdarzając swoimi głosami projekty dotyczące bibliotek zapewnią w dużym stopniu finansowanie nowości. Coś co powinno być dodatkową pulą trafiającą dla najaktywniejszych filii staje się sposobem na finansowanie podstawowej działalności jednostek miejskich.

W skali całego budżetu miasta są to bardzo niewielkie środki, dlatego może na pierwszy rzut oka dziwić taka decyzja władz, by sięgnąć po każdą niemal złotówkę. Sytuacja ta wydobywa na światło dzienne dwie rzeczy. Po pierwsze pokazuje jak w instrumentalny sposób podchodzą władze miasta do budżetu obywatelskiego i chcą za wszelką cenę mieć jak największy wpływ na jego przebieg (na marginesie można dodać, iż kilka dni temu podczas posiedzenia komisji budżetu Przewodnicząca Rady Krystyna Siejna z prezydenckiego ugrupowania, zaproponowała by ograniczyć możliwość realizowania w ramach tej procedury tzw. „projektów miękkich” do maksymalnie 20 % puli  środków.

Niestety tylko niżej podpisany zagłosował przeciw temu, ograniczającemu wolę mieszkańców, wnioskowi).

Po drugie sprawa bibliotek pokazuje, że obszary życia, w tym szeroko rozumiane życie kulturalne w mieście, jeśli nie jest medialnym wydarzeniem, którym można się pochwalić i przy okazji promować własną osobę, nie interesują należycie Prezydenta. Jest to bardzo smutna diagnoza, o której od kilku lat głośno mówimy. Niestety nic nie zapowiada zmiany w takim  widzeniu potrzeb miasta, w którym zawsze ważniejsze jest to, co można promocyjnie sprzedać, niż lokalne działania w dzielnicach.

Relacja na linii Prezydent – biblioteki odzwierciedla także relację władz z lokalnymi społecznościami miasta, ich potrzebami i chęcią rozwiązania ich problemów. Niestety wciąż nie jest to relacja partnerska.

 

Marek Nowara, RAŚ, radny miasta Katowice, kontakt@mareknowara.pl

Udostępnień 44

Comments

comments