Samorządowe łamańce przedwyborcze
29 listopada 2017
0
Udostępnień 48

Kolejne wybory samorządowe zbliżają się wielkimi krokami. Warszawskie partie przypominają sobie o tym zapuszczonym zakątku polskiego ogródka, jakim jest samorząd, prześcigając się w cudownych pomysłach.

Najbardziej przewidywalny PiS tradycyjnie już wywołuje upiory separatyzmu, pastwiąc się – jak zwykle bez większego zrozumienia – nad przypadkiem Katalonii. Recepta jest oczywista. „Dobra zmiana” musi zdobyć władzę w samorządach, by złapać je za mordę i skończyć z wszechobecną korupcją, na którą jedynym panaceum są rządy PiS. Partyjne kadry, także w województwie śląskim, są już mentalnie przygotowane do wykonania zadania. Żaden regionalny interes nie jest w stanie zmącić ich postrzegania państwa jako centralnie zarządzanego monolitu. Imponującą karność zademonstrował klub radnych PiS w sejmiku województwa śląskiego, z zapałem protestując przeciw uchwale, w której koalicyjna większość domaga się od rządu zwrotu gmachu Sejmu Śląskiego i Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Przypomnijmy, że oddany do użytku w roku 1929 budynek, wzniesiony ze środków Skarbu Śląskiego, został regionowi odebrany wraz z autonomią dekretem komunistycznych władz z 6 maja 1945. Mimo przywrócenia samorządu wojewódzkiego w roku 1999, pozostał własnością Skarbu Państwa. Samorząd wojewódzki pomieszkuje w nim dziś kątem, korzystając z drogiej gościnności reprezentanta rządu w terenie. Od roku 2008 gościna ta kosztowała ponad 12 milionów złotych. Bez względu na polityczne barwy, rządzący w Warszawie nie uznawali za stosowne zwrócić regionalnej wspólnocie tego symbolu śląskiej samorządności. Jedyna różnica w stosunku do podejmowanych w przeszłości prób odzyskania gmachu polega na tym, że dziś w roli adwokata warszawskiej centrali występują ci, którzy powinni bronić interesów samorządu – radni wojewódzcy PiS.

Można dostrzec w tym pewien pozytyw. W przypadku „dobrej zmiany” punkt widzenia nie zależy od miejsca siedzenia – jest konsekwentnie centralny. Największa partia opozycyjna wykazuje większą dynamikę poglądów. Choć i tu można doszukać się pewnej konsekwencji. Platforma Obywatelska z uporem powtarza obietnice, których – mimo licznych okazji – dotąd nie spełniła. Słyszymy zatem zapowiedzi likwidacji urzędów wojewódzkich i pozostawienia w samorządach większej niż dotąd części wypracowanych środków.

Te żenująco nieśmiałe propozycje, wpisujące się w zasadę „nikt ci tyle nie da, ile Platforma może ci obiecać”, i tak zdołały wzburzyć posła Jakubiaka z Kukiz ’15, który dostrzegł w nich niebezpieczeństwo „rozbicia dzielnicowego”. I to jego ugrupowaniu należy się nagroda publiczności za najefektowniejsze ekwilibrystyczne sztuczki na polskiej scenie politycznej. Prezentujący się w kampanii wyborczej jako proobywatelska siła kukizowcy najpierw odesłali do kosza obywatelski  projekt ustawy o uznaniu śląskiej mniejszości etnicznej, a teraz straszą przekazaniem większej władzy wspólnotom regionalnym i lokalnym.

Doprawdy, osobliwych konkurentów będzie miała Śląska Partia Regionalna w batalii o regionalny samorząd w roku 2018.

 

Jerzy Gorzelik

Udostępnień 48

Comments

comments