Najfajniejsza cecha godki to jej zróżnicowanie
13 grudnia 2017
0

W moich opowiadaniach narracja i wypowiedzi bohaterów prowadzone są po śląsku nie dlatego, że rzecz dzieje się na Śląsku, a oni są Ślōnzokami (np. opowiadanko „Jedynosty” dzieje się w Nowym Jorku, z narratorem- Amerykaninem), a jedynie z tego powodu, że to proza właśnie po śląsku. 

– Skąd się wzięła „Leanderka”?

Rafał Szyma: Jeśli pytasz o samą nazwę, to oczywiście jest to odwołanie do Zarah Leander, aktorki, która była na Górnym Śląsku bardzo popularna, przynajmniej do „resetu”, który nastąpił w 1945 roku. Pisał o niej Bienek, pisał Janosch… a moja babcia za młodu zbierała zdjęcia, plakaty i wycinki z gazet z nią i z innymi ówczesnymi gwiazdami. Część tych materiałów przetrwała do dziś i stała się bezpośrednią inspiracją do napisania jednego z tekstów.

– A cały zbiór? Co powiesz o jego powstaniu?

– Te opowiadania powstały trochę jako następny krok w stosunku do pisania na blogu. Trochę z redagowania książek innych: Marcina Melona, Marcina Szewczyka. Takie „jak oni mogą, to ja też mogę!” (śmiech). Pierwszy tekst, „Jedynosty”, powstał chyba w 2013 roku. Reszta później. Strasznie długo się z tym cackałem.

– Jaką godkōm napisana jest ta książka?

– Mam nadzieję, że znośną (śmiech). Najbardziej naturalna dla mnie jest godka ze wschodu Śląska, z osi Pszczyna-Mikołów-Katowice, czyli dawnego Kreis Pless. Niestety nie wyniosłem godki z jednego miejsca, tylko łapałem ją trochę tu, trochę tam, ale to z tego obszaru jest moja rodzina, te odmiany śląskiego są „najmojsze”.

Żywa, naturalna, lokalna godka gdzieś z tyłu głowy to taki bezpiecznik dla autora, który powstrzymuje przez odjechaniem w jakiś syntetyczny, niestrawny, pseudośląski żargon – uważa Rafał Szyma. Foto: Materiały prywatne

Olbrzymią zasługą Mirosława Syniawy, który redagował te teksty, było powyłapywanie i poprawa  elementów, które z różnych względów nie pasowały do całości. Myślę tu nie tylko o oczywistych błędach, ale też o formach z innych regionów, które jakoś przyplątały się do wczesnych wersji tekstów.

– Myślisz, że warto zwracać uwagę na takie rzeczy? Może lepiej używać form z różnych regionów, żeby ten śląski był bardziej uniwersalny?

– Wydaje mi się, że nie tędy droga. Żywa, naturalna, lokalna godka gdzieś z tyłu głowy to taki bezpiecznik dla autora, który powstrzymuje przez odjechaniem w jakiś syntetyczny, niestrawny, pseudośląski żargon. Warto robić swoim tekstom „test ōumy”: czytać je z myślą: Co by na to pedziała moja ōuma/ōupa/ujek (abo po kierym fto erbnoł godka): Ôsmioła by sie? Spokopiyła by to? A konkretna osoba zawsze związana jest z konkretną odmianą śląskiego.

Poza tym wierzę, że gwarowe zróżnicowanie to jedna z najfajniejszych cech godki. Trzeba o nie dbać, bo to niesamowite bogactwo. I trzeba się go uczyć, bo rozpoznawanie form nieużywanych w naszej okolicy to taki kawałek kompetencji językowej, jaki na przykład w poznawaniu polskiego na taką skalę nie występuje. Nasza godka tako je – i szlus.

– W pierwszych komentarzach o „Leanderce” można usłyszeć, że jest to nowy sposób pisania po śląsku. O co chodzi?

– Chodzi o coś zupełnie oczywistego, czego faktycznie do tej pory w prozie po śląsku nie było za wiele. O to, że śląski jest po prostu narzędziem, językiem opowieści, a nie celem samym w sobie.

Jeśli czytamy książkę po polsku – dajmy na to o Indianach – to uważamy za coś zupełnie naturalnego, jeśli napotkamy fragment: „Teraz zdejmę twój skalp i wyślę cię do krainy wiecznych łowów – powiedział Winnetou”. Nikogo nie zastanawia, a tym bardziej nie śmieszy to, że wódz Indian mówi po polsku. A jakby zaczōn godać „Terozki syjmna ś ciebie skalp a pośla cie…” – odbiór byłby zupełnie inny. Winnetou po śląsku nie ma tej przezroczystości, pojawia się jakaś niecodzienna atrakcja.

Chciałem pójść trochę wbrew temu przyzwyczajeniu. W moich opowiadaniach narracja i wypowiedzi bohaterów prowadzone są po śląsku nie dlatego, że rzecz dzieje się na Śląsku, a oni są Ślōnzokami (np. opowiadanko „Jedynosty” dzieje się w Nowym Jorku, z narratorem- Amerykaninem), a jedynie z tego powodu, że to proza właśnie po śląsku.

Rozmawiał Pejter Długosz

Comments

comments