Róbmy swoje
13 grudnia 2017
0

Przy okazji reformy systemu oświaty i likwidacji gimnazjów „dobra zmiana” dokonała zamachu na programy nauczania we wszelkich możliwych dziedzinach. Podręczniki przedmiotów humanistycznych stały się bardziej konserwatywne, w naukach przyrodniczych zupełnie zlekceważono ochronę środowiska, a historia zwyczajnie jest sfałszowana. Tak właśnie brzmią tezy, na których opiera się medialny przekaz opozycji. Czy tak jest w rzeczywistości?

Rzeczywiście podstawa programowa została wywalona do góry nogami. Teraz, wraz z powrotem 8-letniej szkoły podstawowej, wróciła stara, „dobra” tematyka nauczania historii VI klasy szkoły podstawowej. Zniknęły z jej kart dzieje historii powszechnej, a historia, tak jak to było jeszcze w okresie komunistycznym, rozpoczyna się w momencie powstania państwa Polan. Miałem okazję osobiście zapoznać się z jednym z nowym podręczników historii dla IV klasy. Książka Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych jest na okładce oznaczona symbolem „Reforma 2017”, który nie pozostawia wątpliwości w oparciu o jaki program dydaktyczny została przygotowana. Co ciekawe, podstawa programowa jest tak szczegółowa, że podręczniki innych wydawnictw niemal nie różnią się treścią. Czwartoklasiści będą się więc uczyć o pierwszych Piastach, Jagielle, licznymi wojnach ze Szwedami czy Turkami w XVII wieku i upadku Rzeczpospolitej. Nowością, której w starych, komunistycznych podręcznikach, nie było, bo być nie mogło, jest odzyskanie niepodległości i wojna 1920 r. Mamy też budowę Gdyni, bohaterskich harcerzy w czasie okupacji hitlerowskiej i – co łatwo było przewidzieć – żołnierzy niezłomnych. Jest lekcja o papieżu Janie Pawle II i o Solidarności.

Jest też odrębna lekcja poświęcona Polsce i polskiemu dziedzictwu narodowemu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie załączona do lekcji mapa przedstawiająca regiony historyczno-geograficzne. Właśnie ta mapa sprawia, że na nowy program nauczania trzeba spojrzeć trochę inaczej. Jeszcze w latach 90-tych, gdy przeprowadzono reformę administracyjną powołującą 16 województw, rzadko kto zdawał sobie sprawę z faktycznych granic pomiędzy regionami. Ale przez ostatnie kilkanaście lat organizacje regionalne, głównie RAŚ, wykonały ciężką pracę, promując w społeczeństwie tę tematykę. I ta praca teraz procentuje. Nawet, gdy „dobra zmiana” chce wprowadzić politykę historyczną na własne tory, nikt nie kwestionuje historycznych granic regionalnych. Nikt nie próbuje wmawiać dzieciom, że Opole leży na „Opolszczyźnie” a nie na Górnym Śląsku, a położone w pobliżu Katowic Zagłębie, to tak naprawdę od wieków ziemia śląska a nie małopolska. Oczywiście można kręcić nosem, że Śląsk Cieszyński to de facto Górny Śląsk. Ale istotniejszy jest fakt, że jeśli będziemy nadal upowszechniać prawdę historyczną, to następne zjawiska społeczne i kulturowe staną się na tyle znane, że nikt nie wpadnie na pomysł by je zetrzeć z kart podręczników. Nie przejmujmy się więc obecnymi sukcesami propagandowymi „dobrej zmiany”, tylko róbmy dalej swoje a efekty tej pracy zobaczymy za parę lat w podręcznikach.

 

Rafał Adamus 

Comments

comments