Idealizm i pragmatyzm
14 grudnia 2017
0

Nie dalej jak rok temu pisałem na tych łamach krytycznie na temat koncepcji, zgodnie z którą wizerunek RAŚ miałby ulegać dalszemu łagodzeniu, między innymi wskutek zastępowania terminu “autonomia” nazwą “samorządność”.

Argumentowałem wówczas, że nowego elektoratu taki zabieg nie przekona, zniechęci natomiast tych, dla których RAŚ odgrywał rolę tożsamościową – jako stronnictwo śląskiej narodowości, śląskiego języka oraz (względnej) politycznej niezależności regionu. “Samorządność” – pisałem – to tymczasem idea, do której przywiązanie deklaruje cała polska scena polityczna od Kaczyńskiego do Schetyny i od Kukiza do Petru. Trudno co prawda być prorokiem, nie tylko we własnym kraju, ale trafienia czasem się zdarzają. Koncepcja szerokiego frontu na rzecz samorządu właśnie triumfuje pod postacią Śląskiej Partii Regionalnej, co wywołuje poważny opór wśród części śląskich działaczy, który zresztą zainspirował niniejszy felieton. Z kolei nowy program Platformy Obywatelskiej zapowiada – a jakże – pogłębienie decentralizacji państwa, także w obszarze finansowej samodzielności regionów. To zupełnie jak ŚPR, której liderzy liczą, że taką agendą porwą masy wyborców podczas nadchodzących wyborów samorządów.

Można oczywiście argumentować, że przywódcy ŚPR są w swoich deklaracjach bardziej wiarygodni, ponieważ dotychczas nie rządzili, a Platforma i owszem, żadnej wielkiej reformy samorządu terytorialnego nie przeprowadzając. To niewątpliwie prawda, tyle że problem jest głębszy. Do ludzi – na co słusznie wskazują krytycy projektu ŚPR – trafia się albo materialnymi obietnicami (kiełbasą wyborczą), albo wielką ideą. “Polska samorządna” nie jest tymczasem ani synonimem dobrobytu, ani tym bardziej ideą wiodącą lud na barykady. To rozwiązanie z gruntu techniczne, ze sfery niuansów ustrojowych i dla przeciętnego wyborcy mgliste. Paweł Kukiz stworzył wprawdzie trzecią siłę polityczną w kraju z podobnego typu hasłem na sztandarach (JOW-y), jednak zrobił to, będąc popularnym rockmanem wymachującym biało-czerwoną flagą. Kukiz bez JOW-ów byłby dziś tam, gdzie jest, ale JOW-y nikogo nieobdarzonego podobną do Kukiza charyzmą nie zaniosłyby do Sejmu.

Mamienie elektoratu obietnicami, które albo nie mają pokrycia, albo jeśli mają, to są szkodliwe, nie godzi się uczciwym ludziom. Szukanie takich wśród polityków szczebla centralnego to pomysł równie dobry jak poszukiwanie żony pod czerwoną latarnią właśnie dlatego, że bez demagogii socjalnej wyborów w demokracji przeważnie wygrać nie sposób. Szczęście w nieszczęściu: regionaliści nie odzyskali na razie dla Śląska autonomii, toteż z racji ograniczonych kompetencji władz wojewódzkich nie stoją przed koniecznością kupowania sobie głosów kosztownymi obietnicami. Zostaje więc idea. 

W przeciwieństwie do autorów takich jak Dariusz Jerczyński, jestem jak najdalszy od spisywania ŚPR na straty. Pomysł, by powtórzyć na Śląsku wariant kataloński, budując hiper-idealistyczne partie narodowe, które głosząc otwarcie hasła niepodległościowe, ostatecznie doprowadzą region do szerokiej autonomii, ma w naszych warunkach nikłe szanse realizacji. Jedni uznają to za pragmatyzm, inni zaś za “dupowatość”. Tak czy inaczej jednak – wobec mentalności Górnoślązaków – roztaczanie wizji przyszłej niepodległości narodu śląskiego może skończyć się wyłącznie jako folklor. ŚPR musi zatem starać się łączyć twardy realizm i zrozumienie dla status quo z elementem idealistycznym – bez którego zwyczajnie nie ma szans odróżnić się od partii ogólnopolskich. Tego życzę politykom, którzy dadzą nowej formacji swoje twarze i program.

 

 

Norbert Slenzok 

Comments

comments