Milczeć, chamy i fedrować!
27 grudnia 2017
0

Minister Energii Krzysztof Tchórzewski przyjechał na Górny Śląsk z okazji barbórki – jak mieli to w zwyczaju czynić swego czasu pierwsi sekretarze – i błysnął niepoślednią odwagą.

Zbeształ śląskie samorządy, że zamiast w planach zagospodarowania przestrzennego pozostawić swobodę wiercenia kolejnych dziur w ziemi w poszukiwaniu „czarnego złota”, pozwalają budować tam „wille”. Minister wie co mówi, sam bowiem niedawno postawił sobie okazałą siedzibę gdzieś pod Siedlcami za, bagatela, blisko 200 tysięcy złotych. Na jego działce znaleźć by można ewentualnie trufle, a nie energetyczny surowiec, którego – jak twierdzi Tchórzewski – polska gospodarka łaknie jak kania dżdżu. Rezydencja ministra postoi zatem nienękana tąpnięciami. A tymczasem niewdzięcznym hanysom poprzewracało się w d…, pardon, w głowach, i zachciewa się – zamiast fedrować – mieszkać blokując bezcenne złoża.

Minister rozgniewał się bardzo, bo, jak twierdzi, w Brukseli zapewnił, że wydobycie węgla utrzymane zostanie na obecnym poziomie do roku 2050, do czego trzeba mu dwóch nowych kopalń. Tymczasem przez zachcianki mieszkańców naszej górnośląskiej kolonii, nie ma gdzie drążyć szybów i minister wyjść może przed unijnymi politykami na durnia. Trudno wprawdzie dociec, dlaczego przedstawiciel rządu wstającej z kolan Najjaśniejszej Rzeczypospolitej podejmuje w Brukseli zobowiązania niczym swego czasu PZPR-owski kacyk w Moskwie. Pewnie stoi za tym jakieś głębsze zrozumienie racji stanu, dla nas, stworzonych do ciężkiej, fizycznej roboty na chwałę polskiej ojczyzny, nieosiągalne.

Dumni możemy być z pana ministra, który potrafi uczyć się na własnych błędach, choć cudzym kosztem. Krzysztof Tchórzewski był sekretarzem stanu w rządzie Jerzego Buzka, który pozamykał na siedem spustów znacznie więcej niż dwie kopalnie. Wśród nich KWK „Dębieńsko” w Czerwionce-Leszczynach, gdzie koksowego węgla starczyłoby jeszcze na osiemdziesiąt lat fedrowania. W tym zamykaniu rząd był tak dokładny i staranny, że mimo zainteresowania prywatnych inwestorów ze wznowienia eksploatacji nic nie wyszło – całą infrastrukturę trzeba by bowiem budować od nowa. Po latach pan Tchórzewski przypomniał sobie, że węgiel jest jednak potrzebny, a tu, masz ci los, samorządy zatroszczyły się o to, by mieszkańcy górnośląskich miast mieli gdzie postawić domy, o zgrozo, jednorodzinne! Mało to stuletnich familoków i bloków z wielkiej płyty?

Tak to jest, kiedy daje się palec w postaci namiastki samorządu, który uchwala plany nie oglądając się na reputację ministra i dalekosiężne plany światłego rządu w Warszawie. Czy to nie wystarczający powód, by niepomnych swego miejsca w szeregu mieszkańców górnośląskiej prowincji pozbawić tych skromnych i niecnie nadużywanych możliwości decydowania o sobie, które są niczym brzytwa w rękach szaleńca? Władza wyciągnie wnioski i zareaguje stanowczo. Ślązacy znowu położą uszy po sobie?

 

Jerzy Gorzelik

Comments

comments