Może burmistrz Przewdzing musiał zginąć?
4 czerwca 2018
0

Cztery lata mija od zabójstwa Dietera Przewdzinga (1944-2014), charyzmatycznego burmistrza wiyrchnoślōnskiego miasta Zdzieszowice, zlokalizowanego w województwie opolskim.

Burmistrza zamordowano 18 lutego 2014 roku na własnej posesji wypoczynkowo-rolniczej pod lasem w wiosce Krępna. Burmistrz Przewdzing działał na polu samorządności w górnośląskim mieście Zdzieszowice począwszy od roku 1976 (wtedy jako naczelnik miasta). Po 38 latach rzetelnej i oddanej pracy dla Zdzieszowic i jego mieszkańców zarówno pod systemem komunistycznego totalitaryzmu jak i za demokracji, kres jego życiu położyło straszliwe morderstwo, o którym się mówi, iż jest „nie do zrozumienia”, a nawet że „niewytłumaczalne”. Do dzisiaj pozostało niewyjaśnione, mimo tego że statystycznie nie dokonuje się więcej niż dwóch zabójstw rocznie na Opolszczyźnie.

Prokuratura i policja wydały na dochodzenie ponad 100 tysięcy złotych, głównie w celu przesłuchania 130 świadków. Suma ta nie wydaje się ani zawrotna (równa 20 tysiącom funtów brytyjskich, czyli cenie dobrego samochodu), ani jej wzmiankowanie odpowiednim wyjaśnieniem braku wyników śledztwa. Im dalej od morderstwa, tym trudniej będzie je wyjaśnić, a tym bliżej do umorzenia. Mniejszość Niemiecka, której chyba w ostatnich czasach najaktywniejszym członkiem był właśnie Burmistrz Przewdzing, zaapelowała w 2014 roku o oddanie dochodzenia pod specjalny nadzór. Nie wygląda, żeby się tak stało, i po tym apelu działacze Mniejszości Niemieckiej zamilkli, przeszli do porządku dziennego nad tą brutalną i niewyjaśnioną śmiercią. Może tak wygodniej, a charyzma zamordowanego nie będzie już przyćmiewała kilku mało wyrazistych liderów Mniejszości Niemieckiej dzielących się teraz między sobą szybko kurczącym się elektoratem.

Burmistrz głosił nośną ideę autonomii gospodarczej regionów, która znalazła spory oddźwięk wśród samorządów po całej Polsce, a zwłaszcza w Wiyrchnym Ślōnsku. Foto: Archiwum prywatne

W doniesieniach prasowych spekulowano, że morderstwo było dziełem przypadku – po prostu burmistrz znalazł się w złym miejscu o złej porze. Wątek rabunkowy szybko wykluczono, jako że nic nie zginęło z posesji, no i za bardzo nie było w ogóle co ukraść z prostego domku w Krępnej. Następnie proponowano, że mogła to być zemsta na tle osobistego zatargu lub urazy. Lecz wtedy mordercą musiałaby być osoba z kręgu społeczno-towarzyskiego samego zamordowanego. Należy wątpić, że nie pozostawiłaby ona żadnych śladów na miejscu zbrodni, a gdyby do zabójstwa wynajęła profesjonalistów, to negocjacje i uzgodnienia telefoniczne na ten temat na pewno obiłyby się echem w regionalnym oraz krajowym półświatku przestępczym, rutynowo monitorowanym przez policję.

Od początku dochodzenia z góry wykluczono hipotezę, że mógłby to być mord polityczny. Bo dlaczego przeciwnicy ideologiczni lub polityczni Przewdzinga burmistrzującego w małym prowincjonalnym miasteczku mieliby się uciekać do zbrodni. Przecież jego głos nie mógł aż tyle znaczyć? Nie mogłyby to też być służby specjalne, bo one załatwiłyby tą sprawę sprawnie i po cichu, to jest bez śladów i zbędnego rozgłosu. W rozmowach na temat zabójstwa Przewdzinga – relacjonowanych w regionalnych mediach – działacze Mniejszości Niemieckiej, regionalni politycy, dziennikarze oraz elity w Opolu oraz Katowicach przyjęły to prawie za pewnik. Tylko, dlaczego? Przecież logika sprawnego myślenia wymaga, aby nie odrzucać a priori żadnych hipotez, których nie wykluczono ze stuprocentowa pewnością. A o mordercach (lub mordercy) burmistrza, ani o ich motywach po dziś dzień nic nie wiemy.

Zastanówmy się więc nad tą nierozważoną możliwością, iż śmierć Przewdzinga to było morderstwo z pobudek politycznych. Burmistrz głosił nośną ideę autonomii gospodarczej regionów, która znalazła spory oddźwięk wśród samorządów po całej Polsce, a zwłaszcza w Wiyrchnym Ślōnsku. Ideologiczni przeciwnicy tej idei, z prawicowych pozycji etnonacjonalistycznych zaczęli zwalczać osobę burmistrza i jego poglądy w mediach, zarzucając mu „separatyzm”. Oczywiście, bez żadnego oddźwięku w samym Wiyrchnym Ślōnsku czy Zdzieszowicach. Przewdzing podkreślał, że to nieporozumienie, iż źle interpretowano jego słowa, a idea autonomii gospodarczej w żaden sposób nie wiązała się z secesją jakiegokolwiek terytorium. Dlatego, aby w końcu zostać zauważonymi, 30 sierpnia 2013 roku, działacze PiS zorganizowali pikietę przed urzędem miasta w Zdzieszowicach. Tym samym nawiązali do „starej dobrej tradycji” pokazywania Niemcom wiyrchnoślōnskim i Ślōnzakom, gdzie ich miejsce w unitarnej Polsce. Na przykład 3 maja 1994 roku młodzież prawicowo-nacjonalistyczna (tak zwani „skinheadzi”) urządzili „najazd” (czytaj: pogrom) w wiyrchnoślōnskiej wiosce Dziewkowice (nomen omen, zaledwie dwadzieścia kilometrów od Zdzieszowic), w której większość mieszkańców ważyła się określić jako Niemcy, a zarządzał nią wtedy sołtys Helmut Wieschollek (1938-2005), równie charyzmatyczny i niepokorny jak Przewdzing.

Tak, wątpię, iż jakiś powodowany patriotycznymi emocjami prawicowiec-etnonacjonalista „walczący o prawdziwą Polskę” mógł dokonać tego zabójstwa. Niewątpliwie już by go ujęto. Amator w stanie wzburzenia zawsze pozostawia ślady. Wielu twierdzi, iż sama brutalność zbrodni „na pewno” wyklucza z kręgu podejrzeń służby specjalne. Lecz z drugiej strony, ta brutalność mogła być zamierzona, aby właśnie odwrócić uwagę od służb i wprowadzić dochodzenie na ślepy tor. Na kogoś związanego ze służbami mógłby jednak wskazywać brak śladów, „czysta, profesjonalna robota”. Zapewne nie było to oficjalne zlecenie przekazane drogą służbową, które niechybnie zostawiłoby wzmiankę w dokumentach. Stąd można wnioskować, iż zabójstwo to mogłoby być własną inicjatywą członka służb działającego w zgodzie z własnym rozumieniem idei patriotyzmu. Lecz nie można wykluczyć „cichego polecenia” ze strony przełożonego „tak trzeba, ale o tym sza, i jakby się wydało to nic o tym nie wiedziałem”. Gdyby to domniemanie się sprawdziło, świadczyłoby to o powstawaniu w Polsce „głębokiego państwa”, czyli tajnej grupy oficerów służb specjalnych postrzegających siebie samych jako „prawdziwych patriotów”, których „świętym obowiązkiem” ochrona jedności państwa wszelkimi środkami, nawet tymi pozaprawnymi.

Oczywiście, to tylko hipoteza. Jedna z wielu możliwych, lecz dziwnie nierozważana w przypadku zabójstwa Burmistrza Przewdzinga.

 

Dr hab. Tomasz Kamusella, University of St Andrews

Comments

comments