Najważniejsze są pomniki
18 czerwca 2018
0

Jakoś tak pomnikowo się w Polsce zrobiło. Ruszył kolejny, narodowy program wymiany pomników. Wiadomo – każda władza ma odmienne spojrzenie na „pomnikowanych”.

Nowe pomniki mają po wsze czasy przypominać o nowych bohaterach, a niektóre to mają w sobie nawet łączyć funkcje pamięciowe i modlitewne. Jak słynny już, betonowy Tupolew z Kałkowa, który stał się tam nawet kolejną stacją Drogi krzyżowej. Psy co prawda obesrały już jego otoczenie i beton nieco popękał, ale z okienek patrzą nieco wyblakłe już portrety ofiar smoleńskiej katastrofy. Pomnik stał się przez to katastrofą sam w sobie. W wielu miastach na granitowych cokołach stoją sobie też czołgi, bo to na nich wjeżdżali do Polski ci, którzy tysiącami oddawali życie w walce z hitlerowcami. Teraz mają być zastąpione pomnikami nowych bohaterów, którzy już po wojnie mordowali nawet całe wsie. A w wielu polskich miastach wojewodowie wydają edykty, nakazujące zmianę patronów ulic na jedynie teraz słusznych. Nowi patroni nie zrobili co prawda niczego wielkiego, ale tak ma być i już. Nadchodzi też wielkimi krokami setna rocznica uzyskania niepodległości. Godzi się zatem postawić parę pomników, czy ktoś tego chce czy nie.

Amerykanie niepodległość wysoce sobie cenią, a już ojców-założycieli swojego państwa szczególnie. Ich podobizny wykuto w twardej skale Mount Rushmore, postawiono też monumentalne mauzolea. W Polsce, w nieco mniejszej skali wdzięczności, kiedyś przedstawiono pomysł postawienia w stolicy pomnika jednemu z naszych ojców-założycieli, Wojciechowi Korfantemu. Nadchodzi owa setna rocznica, zatem ten zamiar odkurzono. Ale obecny rząd ma z tym pewien problem. Z lubością bowiem przywołuje dokonania II RP, do czego niezbyt jednak pasują losy Korfantego. Wiadomo powszechnie, że go opluwano, odsądzano od czci i wiary, w końcu skazano na więzienie.  I jak mu teraz pomnik postawić, jednocześnie hołubiąc tamte władze? A może potępić rządy II RP, honorując Ślązaka? Z drugiej strony sam Korfanty twierdził, że odebranie Ślązakom autonomii  będzie oznaką sprostytuowania się polskiego Sejmu, i tak zresztą się stało.

W tej sytuacji chyba Boża Opatrzność, której w stolicy wybudowano monumentalną świątynię, zesłała inicjatywę jednego z prezydentów śląskich miast. Zaproponował, by to Śląskie samorządy ten pomnik sfinansowały. Z tych okruchów, które trafiają do nas ze stolicy jako subwencje. Inicjatywie przyklasnęli włodarze kilku innych miast. Brakuje im co prawda pieniędzy na szkoły, szpitale czy drogi, ale co tam. Mogą kupować państwowym instytucjom nowe radiowozy, płacić za policyjne patrole, finansować nowe budynki sądów, to i na pomnik wykroją. Takim oto sposobem, Polska okaże wdzięczność Korfantemu, bo zapłacą za nią Ślązacy. Czy o tym marzył Korfanty? Czy za miliardy złotych, corocznie odprowadzane jako śląskie podatki do centralnej kasy, polskiego Państwa nie stać na pomnik dla jednego z ojców-założycieli? Cała ta historia okrywa wstydem zarówno Państwo polskie, jak i prezydentów śląskich miast. Ale to uczucie „dobra zmiana” stara się wymazać z rzeczywistości. Z sukcesem chyba.

 

Jan Kołodziej

Comments

comments