Utylizacja samorządności
9 sierpnia 2018
0

„Łuną palenisk czerwoną czarna zasnuwa się dal”. Tak o Śląsku pisał Tuwim. Polska Śląsk chwaliła, bo tubylcy ryli w ziemi, inhalowali się hutniczymi wyziewami, i ładowali na wagony potrzebny krajowi węgiel.

Władze kraju (każdoczesne) odwdzięczały się medalami i dyplomami,  tradycyjnie też nawoływały do zaciskania pasa w imię świetlanej przyszłości. Widać takie tradycje spodobały się partii, podnoszącej Polskę z kolan. Tylko w ciągu jednego miesiąca nad kilkudziesięcioma miastami w Polsce można było zobaczyć „łunę palenisk czerwoną”. Można? Można. Bez rycia w ziemi, bez hut, a te łuny przynoszą wymierne zyski. Czarny dym gratis. Usilnie starał się o to sam minister środowiska – wycinał lasy, wybijał zwierzynę, zezwolił na import paliwa do łun z całego niemal świata, i to ponad 700 razy.

Stwierdzono też, że Śląsk w sposób szczególny zasługuje na nową szansę. Tysiące ciężarówek zaczęło zwozić do Bytomia, Świętochłowic czy Rudy Śląskiej odpady z całego kraju. Gromadzą je i starają się upchnąć gdzie tylko się da firmy, działające w skali całego kraju i nie tylko kraju. Jest to możliwe dzięki dotkniętej wadami wrodzonymi ustawie. Unia pogroziła palcem, zatem naprędce wydumano zestaw przepisów, w myśl których to samorządy mają o gospodarkę odpadami dbać. Ale kiedy tylko wyrażą swój sprzeciw wobec zasypywania śmieciami terenów przewidzianych do rewitalizacji, od razu jakiś warszawski urzędnik sprzeciwy te uchyla, bo „nie mają oparcia w prawie”. Przy okazji zniknęła konkurencyjność, firmy w ramach jednej gminy nawet zakładają konsorcja po to, by podnosić ceny. Kiedy ich składowiska się przepełniają, wybuchają „przypadkowe” pożary. Podobno Polska czyni jedynie zadość unijnym nakazom, ale to nasze pieniądze idą z dymem pożarów. Czy musimy się temu biernie przyglądać, jednocześnie płacąc za legislacyjne błędy i poselskie nieróbstwo? Czy ministrowie „na te pieniądze zasłużyli ciężką pracą”?

W bólach rodziła się Śląska Partia Regionalna. Co prawda obywatele dawno dogadali się co do potrzeby istnienia takiej formacji, ale rejestrujący ją Sąd patrzył na tę inicjatywę okiem niezwykle podejrzliwym.  Bo niby dzisiejsza Polska wstaje przecież z kolan, a tu ktoś chce wstać jeszcze bardziej. Zamiast się cieszyć z obecnej polityki centralnego dbania o równe dobro wszystkich, chcemy walczyć o dobro małego regionu. Niestety – innej drogi nie ma. Tylko sprawna władza w regionach, wyposażona w możliwości legislacyjne wsparte z góry ustaloną częścią płaconych na miejscu podatków jest w stanie miejscowe potrzeby zaspokajać, a region choćby chronić przed importem śmieci. To do regionalnego Sejmu należałaby decyzja, czy podatki przeznaczyć na budowę nowoczesnego systemu utylizacji miejscowych odpadów, czy też przekazać je centrali na dotację dla Rydzykowej uczelni. Póki co, pojawia się coraz więcej informacji o tym, że kolejne samorządy chcą mieć realny wpływ na decyzje, dotyczące składowisk i magazynów odpadów. A są to echa niedokończonej reformy samorządowej – przestano ją wdrażać, kiedy doszło do punktów o podziale wpływów podatkowych. Istnieje też realne zagrożenie tym, że obecnej władzy bardziej zależy na utylizacji samorządności, niż odpadów …

 

Jan Kołodziej

Comments

comments