Jutrzenka wolności
24 września 2018
0

Zgodnie z nową, świecką tradycją, 1 sierpnia także w śląskich miastach wyją alarmowe syreny. Ich włączenie tłumaczy się testem systemu ostrzegania ludności, ma to jednak upamiętniać wybuch warszawskiego powstania. Sprzeczności w tym nie ma – ostrzega się społeczeństwo przed podejmowaniem katastrofalnych w skutkach decyzji, czego Warszawa jest znakomitym przykładem. Oczywiście powstańcom należy się szacunek, co jednak trudno odnieść do ich zwierzchników. Efekty tego zrywu były bowiem katastrofalne, choć do przewidzenia nietrudne. Po zakończeniu wojny „cały naród odbudowywał stolicę”, na ten cel potrącano nawet część wynagrodzeń. Dla wielu głównie śląskich miast oznaczało to też wyrok – stolicy potrzebna była bowiem przede wszystkim cegła. Dlatego wyburzano całe kwartały, a nawet miasteczka. Na „ziemie odzyskane” ruszyły tabuny szabrowników, by z ocalałych zabudowań pozyskiwać elementy wyposażenia wnętrz, długo jeszcze do stolicy transportowano też rabowane dobra kultury materialnej. To skutki powstania. A teraz mamy za taką jutrzenkę wolności dziękować  wyciem syren.

Kiedy Katowice przyłączono do Polski, zaszło w nich kilka zmian. Głównie dotyczących nazw ulic. Odtąd mamy np. Jagiellońską, Mickiewicza, Stwosza, Kochanowskiego czy Sienkiewicza, chociaż ze Śląskiem nie mieli nic wspólnego. Potem II wojna i kolejne zmiany, w każdym chyba mieście była Adolf Hitler Strasse. Po wojnie przywracano jednak nazwy przedwojenne lub nadawano nowe. W Katowicach były Koniewa, Armii Czerwonej, Dzierżyńskiego czy Żdanowa. Po roku 1989 nazwy znowu się pozmieniały, można już było upamiętnić ludzi dla Śląska coś znaczących. Niestety, według obecnych władz centralnych tak być nie może. W każdym mieście mają być ulice czy place Kaczyńskiego i żołnierzy wyklętych. No i znowu  mamy być wdzięczni za jutrzenkę wolności.

Obecna władza wyczyściła już krajowe zasoby środków płatniczych do cna. Wszyscy wiedzą na co i jak. Ale rada się znalazła: poseł Mularczyk z maniakalnym uporem drąży temat rzekomo należnych nam reparacji wojennych od Niemców. Stwierdził też, że przecież są oni spadkobiercami III Rzeszy (oczywiście Polska nie czuje się spadkobiercą PRL). Ale ujawnił tez swoją nową myśl – reparacje należą się też od dawnego ZSRR, ale ich uzyskanie będzie trudniejsze. Bo jego zdaniem, dzisiejsza Rosja nie przestrzega międzynarodowego prawa. Reakcje na jego wywody są różne, ale nawet w jego ugrupowaniu mówi się, że ponad 70 lat powinno było wystarczyć do zbudowania silnej gospodarki, przez co takie żebractwo okrywa nas jako kraj wstydem. A ten chce doić, bo kraje zachodnie uchodzą za bogate. Ale nie zauważa, że są to kraje federalne, których podstawą są silne regiony. Silne podatkami, które w każdym pozostają na jego potrzeby. Polska będzie tak długo krajem biednym, jak długo pieniądze będzie trwonił na swoje durne pomysły centralny rząd. Dlatego chcemy dokończenia reformy samorządowej, czyli czytelnego podziału podatków. Nie myślimy wzorem Mularczyka o domaganiu się od Polski reparacji za skutki rabunkowej eksploatacji Śląska.

 

Jan Kołodziej

Comments

comments