Friedrich Wilhelm Kuhnert: Śląski malarz

Polacy nie zrozumieją historii Śląska

26DEC

Rozmowa z Mirosławem Neinertem, dyrektorem katowickiego Teatru Korez oraz reżyserem kultowego "Cholonka"

Marcin Melon: - Jak Pan zareagował na deklarację Kazimierza Kutza, że sfilmuje "Cholonka"?

Mirosław Neinert, dyrektor katowickiego Teatru Korez oraz reżyser kultowego "Cholonka": - Stary Mistrz zamknie swój śląski cykl "Cholonkiem". Chyba nie mozna wyobrazić sobie lepszego reżysera, który musi zmierzyć się z własną legendą i własnym, jakże innym widzeniem Śląska. Kazimierz Kutz kilkakrotnie widział "Cholonka" w Korezie. Jeżeli to wpłynie w jakiś sposób na kształt dzieła filmowego to będę bardzo szczęśliwy. Trzymam kciuki.

- Jakby Pan opisał fenomen śląskiej tożsamości człowiekowi, który nigdy się z Górnym Śląskiem nie zetknął?

- Ślązak jest stąd. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Stąd, czyli z mieszanki kultury narodów i polityki, która zawsze pragnęła deklaracji i przynależności. Ślązak ma w sobie coś z czeskiego przeczekania i ironicznego stosunku do obcych, którzy przychodzą i odchodzą. Swoiste, trudne do opisania poczucie humoru, szacunek do ciężkiej pracy, przywiązanie do wartości rodzinnych i do wiary, ale w granicach zdrowego rozsądku.

- Czy dzisiejsi mieszkańcy Górnego Śląska bardzo różnią się od Świętków z powieści Janoscha?

- Jedni się różnią, inni nie. Tak jak przed wojną. Ale w każdym Ślązaku siedzi jakiś Świętek czy Cholonek, dlatego widzowie tak identyfikują się z postaciami dramatu. Widzą siebie i swoich bliskich. Babcie, dziadków, wujków i ciotki.

- Jak Pan, urodzony poza Górnym Śląskiem, widzi trudności w uczeniu śląskiej historii, czy "dziadkowie w Wehrmachcie" powinni być powodem do wstydu?

- Historii już nie zmienimy. Stała się. Dziadek z Wehrmachtu nie straszy w śląskiej szafie. Jest człowiekiem, który nie miał wyboru i mimo wszystko walczył o swoją godność i człowieczeństwo. I zawsze dostawał w dupę. Od wszystkich. Ale i to przetrzymał.

- Co należy Pana zdaniem zrobić, by historia Górnego Śląska była lepiej rozumiana w Polsce, czy jest to w ogóle możliwe?

- Nie mam złudzeń. Historia Śląska nigdy nie będzie rozumiana w Polsce. Oby Ślązacy nie zapomnieli o swojej historii i postarali się ją dobrze poznać i zrozumieć, aby poznać siebie.

- Czy dziwi Pana popularność spektaklu "Cholonek"? Jak długo jeszcze będziemy mieli przyjemność go oglądać?

- Fenomen "Cholonka" jest tajemnicą, która nas ciągle zadziwia. Widocznie Janosch wie o nas coś, czego nie wie nikt inny i mówi nam to w sposób bolesny i śmieszny. Będziemy grać "Cholonka" jeszcze wiele lat.

- Jak spektakl przyjmowany jest w GOP-ie, jak w okolicach Opola, a jak odbierają go ludzie z reszty Polski?

- Ludzie, którzy musieli opuścić swoje ojczyste strony rozumieją "Cholonka", chociaż nie są Ślązakami. Inni nie wiedzą o co chodzi, odbierają tylko powierzchnię spektaklu. Ślązacy oddychają "Cholonkiem". Śmieją się i płaczą. W Niemczech śmieją się i płaczą dwa razy mocniej, chociaż wydaje się to niemożliwe. My, aktorzy, grając ten spektakl mamy świadomość, że to coś więcej. Znacznie więcej. Dla wielu Ślązaków, którzy nigdy wcześniej nie byli w teatrze, ten teatr jest teraz wehikułem czasu i przenosi ich do Śląska, którego juz nie ma, a który kiedyś był. Czy był na pewno - nie wiem. Ale jest w sercach.

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz do tego artykułu.

Dodaj komentarz

Wszystkie pola są obowiązkowe.

Twoje imie:
Twój mail:
Tytuł komentarza:
Komentarz:
Wynik równania: 2 + 3 = ?