Masowe odkrycia złóż „czarnego złota” i początki przemysłu to dopiero siedemnasty wiek, zgodnie z legendami po raz pierwszy na węgiel trafiono przypadkiem szukając złóż rud żelaza, a pierwsze szyby – o głębokości zaledwie piętnastu metrów – nie miały wiele wspólnego z kopalniami, w których pracują Górnoślązacy współcześnie
Czy potraficie sobie wyobrazić Górny Śląsk bez górnictwa? Jeśli macie ponad czterysta lat to pewnie bez trudu, bo pamiętacie te czasy… Pozostali mogą mieć jednak pewne trudności. Czy rzeczywiście zatem to możliwe, że branża węglowa odchodzi do historii?
Prawie jak w piekle…
Masowe odkrycia złóż "czarnego złota" i początki przemysłu to przecież dopiero siedemnasty wiek, zgodnie z legendami po raz pierwszy na węgiel trafiono przypadkiem szukając złóż rud żelaza, a pierwsze szyby - o głębokości zaledwie piętnastu metrów - nie miały wiele wspólnego z kopalniami, w których pracują Górnoślązacy współcześnie. W osiemnastym wieku nastąpił jednak przełom, dostrzeżono związek między rozwijającym się hutnictwem a górnictwem, zaś graf von Reden, dyrektor Wyższego Urzędu Górniczego sprowadził Górny Śląsk najnowsze technologie z Europy Zachodniej. Pejzaż nowego, industrialnego Śląska zmienił się na tyle, że przybywający tu podróżni odnosili wrażenie, jakby znaleźli się w samym piekle. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że dzięki piekielnemu wynalazkowi, jakim był przemysł ciężki, nasz region rozwinął się bardziej niż jakikolwiek inny obszar w Europie Środkowej, a w okresie pierwszej wojny był najcenniejszą bodaj częścią Europy, o posiadaniu której marzyły nie tylko Polska i Niemcy, ale i każde bez wyjątku światowe mocarstwo. Nie na darmo ówczesny premier Wielkiej Brytanii Lloyd George porównał Śląsk do zegarka (symbolu nowoczesności), który miano rzekomo podarować małpie, zatem stworzeniu zdecydowanie nie predystynowanemu do obchodzenia się z takim cackiem.
Równie cenni jak cała górnicza infrastruktura byli wykwalifikowani górnicy, ludzie odznaczający się wyjątkowym przywiązaniem do swojego zawodu i etosem pracy, z branżą związani od wielu pokoleń, zresztą do dziś bardzo pożądani na europejskim rynku. Paradoksalnie dla wielu z nich stało się to przyczyną tragedii, gdyż po drugiej wojnie i zajęciu przez Polskę większości Śląska, tysiące Górnoślązaków zostało wywiezionych w bydlęcych wagonach do kopalń w głębi Związku Radzieckiego, skąd wrócił raptem co piąty… By zrekompensować taki ubytek siły roboczej, władze PRL zaczęły zaszczepiać strategię "współzawodnictwa pracy", której symbolem był rębacz Wincenty Pstrowski, dopóki nie umarł z wycieńczenia, co wstydliwie przemilczano. Węgiel i koks stanowiły prawie połowę całego eksportu z PRL By móc dalej bić szaleńcze rekordy wydobycia, do pracy w kopalniach zmuszano żołnierzy, więźniów, kierowano tam nawet kobiety. Dopiero w latach sześćdziesiątych górnictwo zostało należycie docenione, choć spora część Polaków uznała, że w ten sposób władza faworyzowała jedną grupę zawodową. Choć większość z nich nie miała pojęcia o specyfice pracy pod ziemią, w ten sposób powstała do dziś wyraźna w społeczeństwie polskim niechęć do górników.
PRL, czyli piekło zamienia się w raj?
I rzeczywiście, pracownicy tej branży nie mogli narzekać. Słynna "Karta Górnika" gwarantowała wcześniejsze emerytury, dłuższe urlopy, zakupy w lepiej zaopatrzonych sklepach, pierwszeństwo w oczekiwaniu na mieszkania, deputat węglowy. Czy to były naprawdę przywileje, czy też rzeczy przysługujące ludziom wykonującym zawód cięższy od innych? - Mówienie o "przywilejach" to bzdura, która zaszkodziła górnictwu, bo wywołała zazdrość innych grup zawodowych - ocenia Sławomir Łukaszewicz, przewodniczącyzwiązku zawodowego pracowników przeróbki węgla - Jeśli ktoś uznaje wcześniejszą emeryturę za "przywilej" to znaczy, że nie ma pojęcia o specyfice pracy pod ziemią.
Zdaniem Łukasiewicza mitem są też historie o rzekomo rekordowo wysokich górniczych pensjach.
- Swego czasu uzgodniono, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w górnictwie winno być na poziomie 2,5-krotności wynagrodzenia krajowego. Dziś musiałoby one wynosić brutto ok. 7,5 tys. zł. Co oznacza, że w Polsce górnicy wciąż zarabiają źle, bo brakuje do tych 7,5 tys. zł ok. 3 tys. zł - mówi Łukaszewicz - Górnik za godzinę swej pracy otrzymuje zaledwie 9,5 zł, a przeróbkarz 6,4 zł. Niech sobie każdy sam odpowie, czy to są duże pieniądze?
Wtóruje mu Roman Morcinek, górnik z kopalni "Jas-Mos": - Mój teść pracował pod ziemią przez 36 lat, przeszedł na emeryturę w wieku 60 lat, a zmarł sześć lat później z powodu pylicy. Biorąc pod uwagę naliczaną mu przez cały okres pracy składkę emerytalną, trudno powiedzieć, by jakoś szczególnie obciążył ZUS.
Jeśli do pylicy i innych chorób zawodowych dodamy jeszcze prawdopodobieństwo wypadków, trudno się nie zgodzić z górnikami. Choć komunistyczne władze niechętnie przyznawały się do wypadków śmiertelnych, szacuje się, że po wojnie życie w kopalniach mogło stracić aż dziesięć tysięcy osób. Choć wydawałoby się, że współczesna technika powinna do minimum zredukować ryzyko, wciąż dochodzi do tragedii takich, jak chociażby ta, która miała miejsce na rudzkiej kopalni "Halemba". - W kopalniach pracują osoby nie mające związku z tradycjami górniczymi, z przywiązaniem do zawodu, z bezpieczeństwem - wyjaśnia Roman Morcinek - Dwadzieścia lat temu podczas zjazdu na nadszybiu wszyscy górnicy się znali, dziś można tam spotkać ludzi w "adidasach", "teksasach", "bluzach ortalionowych", szklarzy, rzeźników, ogrodników…
Rentowne, czy nierentowne?
Stan bezpieczeństwa na kopalniach często przytaczany jest jako argument za ich zamykaniem. Słychać głosy, że to branża schyłkowa, że należy raczej inwestować w elektrownie jądrowe, lub też importować węgiel wydobywany tańszym kosztem, bo przy karygodnych zaniedbaniach zasad BHP, w Chinach, Rosji, czy na Ukrainie.
- To oczywiste, że górnictwo, było, jest i będzie rentowne - Łukasiewicz nie ma wątpliwości - To antygórnicza polityka państwa sprawia, że górnictwo musi udowadniać, że nie jest "wielbłądem". Od początku ludzkości, były wojny o ogień i kobiety, które w innej postaci wciąż trwają. Ogień to ciepło, a więc energia, której nośnikiem jest węgiel.
- Jak można mówić, że górnictwo jest nierentowne w kraju, którego przemysł energetyczny opiera się głównie na węglu? - dziwi się Jerzy Sikora, górnik z kopalni "Bolesław Śmiały".
- W roku 1990 Ministerstwo Finansów administracyjnie narzuciło poziom cen węgla w wysokości tylko 64,4% cen ekonomicznych - wyjaśnia przyczyny rzekomej nierentowności Sławomir Łukaszewicz - W polityce makroekonomicznej państwa przypisano mu rolę tzw. "kotwicy antyinflacyjnej". Na mocy dokonanych zmian w ustawie o cenach w latach 1989-1992 górnictwu częściowo wyrównywano straty na sprzedaży węgla dotacjami przedmiotowymi, które były systematycznie zmniejszane. Od roku 1993 górnictwo zostało zmuszone do sprzedaży węgla po cenach znacznie niższych od kosztów produkcji. Tym samym państwo świadomie godziło się na ponoszenie przez górnictwo niezawinionych strat na sprzedaży węgla. Jest sprawą oczywistą, że w takich uwarunkowaniach żadna restrukturyzacja górnictwa nie mogła i nie może się udać.
W dogmat o nierentowności branży uwierzyli jednak polscy decydenci, którzy w latach dziewięćdziesiątych zaczęli skutecznie realizować politykę zamykania poszczególnych kopalń, nierzadko nawet tych, posiadających jeszcze bogate zasoby węgla. - Państwo polskie pokazało, że jedyny pomysł, jaki posiada na reformę górnictwa to zamykanie - ocenia Jerzy Sikora. Tymczasem zapomniano, że wahania koniunktury to rzecz normalna w ekonomii i gdy na początku XXI wieku pojawiła się znów świetna koniunktura na węgiel, nie można jej było w pełni wykorzystać, gdyż część kopalń, które mogłyby wyprodukować znów pożądany na światowych rynkach towar, została wcześniej dość lekkomyślnie zamknięta. Z błędów Polaków próbują skorzystać teraz firmy czeskie, które dość poważnie przymierzają się do "reaktywacji" i ciągnięcia zysków z kopalń, z których zrezygnował rząd polski.
- Na kopalniach brakuje dziś rąk do pracy, pracownicy obsługują po kilka stanowisk - ocenia Łukasiewicz, przytaczając przykład wypadku na kopalni „Anna”, w którym zginęła pracownica przeróbki, a jej zwłoki znaleziono dopiero, gdy posłano innego pracownika, by sprawdził dlaczego nie można uruchomić taśmy.
W górniczym środowisku panuje opinia, że większość z osób, które w ostatnich latach zarządzały branżą, nie miało pojęcia o specyfice pracy na kopalniach. O ile jakieś pomysły próbowali przeforsować ministrowie Markowski czy Karbownik, to symbolem człowieka, nie mającego pojęcia o naszym regionie pozostanie na długo Paweł Poncyliusz, odpowiedzialny za górnictwo wiceminister gospodarki w rządzie PiS. Czy na autonomicznym Śląsku, rządzonym przez Ślązaków, a nie urzędników z Warszawy, którzy w życiu nie byli "na dole", branża funkcjonowałaby lepiej? - Liczę, że górnictwo mogłoby się lepiej rozwinąć zarządzane przez ludzi "stąd" - mówi Mieczysław Knesz, górnik z kopalni "Chwałowice". - Autonomia zagwarantowałaby również, że przy modernizacji kopalń późniejsze zyski zostawałyby na Śląsku - dodaje Jerzy Sikora.
Jako rozwiązanie, które uratuje branżę często przedstawiana jest prywatyzacja, do której powoli przekonywać zaczynają się górnicze związki zawodowe i sami górnicy. Obaw jednak nie brakuje. - Sukces prywatyzacji zależy od zarządzania zakładem - mówi Roman Morcinek - Podobnie jak w przypadku zakładów państwowych, przy złym zarządzaniu będą porażki, a przy dobrym sukcesy.
- Każda prywatyzacja musi być poprzedzona zawarciem tzw. Paktu Społecznego, gwarantującego zatrudnienie, płace i bezpieczną pracę z zapewnieniem standardów socjalnych na poziomie nie gorszym niż obecnie - mówi Łukasiewicz.
- Oczywiście liczymy, że prywatyzacja poprawi nasz los - przyznaje Andrzej Szczeponek z „Jas-Mosa” - choć wolelibyśmy, by odbywała się ona przez giełdę.
Śląsk bez węgla?
Taki scenariusz nie wydaje się prawdopodobny w najbliższym czasie. Wydarzenia sprzed ostatnich paru lat, gdy na skutek procesów związanych z gospodarką chińską, węgiel stał się rozchwytywany na całym świecie pokazały, że nie wolno pochopnie rezygnować z naszych "skarbów".
- Nasza przyszłość jakiś czas jest jeszcze zagwarantowana, węgiel jest jeszcze potrzebny, nad kosztami możemy popracować - mówi Andrzej Szczeponek - Musimy myśleć na przyszłość o nowych technologiach, pozyskiwaniu wodoru, można też wykorzystywać metan z pokładów węgla.
Prawdopodobnie jednak nasze wnuki mieszkać będą na Śląsku, na którym węgiel będzie odgrywał coraz mniejszą rolę, aż w końcu czynne kopalnie mogą zupełnie zniknąć z górnośląskiego pejzażu. - Potrafię wyobrazić sobie Śląsk kiedyś bez górnictwa, choć będzie to wymagało sporych inwestycji, by zapewnić pracę i utrzymanie Ślązakom - mówi Jerzy Sikora - Przykład Zagłębia Ruhry pokazuje, że można.
- Śląsk zawsze będzie górniczy, nawet kiedy nie będzie się już wydobywało tu węgla - podsumowuje Łukasiewicz.
Dotychczasowa nieudolna restrukturyzacja branży doprowadziła już do społecznej katastrofy, na Śląsku powstały całe dzielnice nędzy, zamieszkiwane przez rodziny tradycyjnie związane z górnictwem, które teraz zostały bez środków do życia. Aby skala tej katastrofy nie zwiększyła się, potrzeba górnictwu mądrego zarządzania, czego życzymy śląskim spółkom węglowym, wierząc, że jeśli prawie pięciowiekowa epoka związku naszego regionu z przemysłem górniczym ma kiedyś dobiec końca to nie stanie się to w sposób nagły ani bolesny dla śląskiego społeczeństwa.
--------
Tagi:
Polityka i społeczeństwo |
górnictwo |
węgiel kamienny |
PRL |
prywatyzacja |
kopalnia |
Dodaj swój komentarz do tego artykułu.
ndnMvwnOGyRI
Full of salient points. Don't stop believing or wriintg!
dehRpaxKBZQmiNPJ
fWaVbD markvyihybin
oeiZPICynDoIrui
23ow0d , [url=http://kimytzghlssp.com/]kimytzghlssp[/url], [link=http://gxlxkchvljch.com/]gxlxkchvljch[/link], http://gpbwrsztwqyh.com/
MelGosTGhscdL
XGDXn7 mljyiywhkumg