Friedrich Wilhelm Kuhnert: Śląski malarz

Lew Kalidego znów śpi w Bytomiu

03NOV

Po latach spędzonych na wygnaniu przed ogrodem zoologicznym warszawskiego zoo, gdzie robiło za krasnala ogrodowego, dzieło słynnego rzeźbiarza z Królewskiej Huty w końcu powróciło do rodzinnego miasta

Lew Kalidego znów śpi w BytomiuPo latach spędzonych na wygnaniu przed ogrodem zoologicznym warszawskiego zoo, gdzie robiło za krasnala ogrodowego, dzieło słynnego rzeźbiarza z Królewskiej Huty w końcu powróciło do rodzinnego Bytomia.

Odlew zdobił pomnik mieszkańców powiatu bytomskiego poległych w wojnie francusko-pruskiej, zlokalizowany pierwotnie na bytomskim rynku. W 1945 roku monument pozbawiono cokołu i tablic z nazwiskami żołnierzy, a w latach pięćdziesiątych XX w. znikła sama figura. Po wielu latach bytomscy historycy Zdzisław Jedynak i Przemysław Nadolski odnaleźli ją przy bocznym wejściu do warszawskiego ZOO. Władze stolicy nie chciały jednak zwrócić figury, mimo iż w ekspertyzie napisanej przez Nadolskiego jasno stwierdzono, że figura znaleziona w Warszawie pochodzi z Bytomia.

W spór na linii Bytom - Warszawa aktywnie włączył się Ruch Autonomii Śląska. Wielomiesięczna akcja, podczas której listy w sprawie zwrotu lwa podpisał cały zarząd województwa śląskiego, a senat Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach wystosował specjalną uchwałę, przyniosły zamierzony skutek. - Władze Warszawy w końcu zrozumiały, że nie można podważać ekspertyz fachowców. Mam nadzieję, że to będzie precedens i więcej rzeczy z naszego regionu wróci z Warszawy - mówi Jerzy Gorzelik, przewodniczący RAŚ. - Lew powinien wrócić na bytomski Rynek, jako pomnik z cokołem, jednak chciałbym, aby inskrypcja tam napisana dotyczyła bytomian i innych Górnoślązaków, poległych we wszystkich konfliktach XX w. Niech będzie to ogólnoregionalny symbol - dodaje Gorzelik.

Lew Kalidego znów śpi w BytomiuWładze Warszawy nie są jednak przekonane, co do właściwego obrotu sprawy. - Nie jestem pewien, czy na Śląsk powędrował faktycznie lew bytomski, ale jest to kwestia drugorzędna. Tak czy inaczej, jest to lew, który wrósł w pejzaż Bytomia i stanowi dla niego wartość i historyczną, i emocjonalną. Dla warszawiaków ta ostatnia aż takiego znaczenia nie ma - mówił w rozmowie z dziennikarką MM Warszawa wiceprezydent stolicy Włodzimierz Paszyński, kiedy oficjalnie uznano, że lew Kalidego wraca do Bytomia.

Wątpliwości nie ma natomiast prezydent Bytomia, Piotr Koj - Dla nas sprawa jest bezsporna, ale też bez zastrzeżeń przyjęliśmy postanowienia umowy. Dla nas jednym z ważniejszych argumentów jest to, że w Bytomiu jest w ogóle mało rzeźb, nawiązujących do złożonej historii Śląska, a rzeźb Kalidego, słynnego rzeźbiarza pochodzącego z Królewskiej Huty jest jeszcze mniej - mówi Koj.

Z takiego obrotu sprawy zadowoleni są również mieszkańcy Bytomia, żywo zaangażowani w powrót rzeźby. - Nam teraz pozostaje zadanie godnego wyeksponowania posągu. Przy okazji warto zauważyć fakt, że gdyby nie ta kłótnia pomiędzy stolicą, a Bytomiem, to lew nadal stałby na rozpadającym się niskim cokole przed bocznym wejściem do ZOO - mówi Daniel Lekszycki, redaktor naczelny portalu bytomski.pl.

Mieszkańcy Bytomia przez cały czas trwania sporu przynosili do bytomskiego magistratu rodzinne fotografie na tle posągu. Zdjęcia te często były dokładnie podpisane, nawet co do dnia i miesiąca. Na ich podstawie udało się ustalić dokładniejszą datę zniknięcia pomnika. - To był jeden z zarzutów, że nie potrafiliśmy powiedzieć kiedy posąg został wywieziony. Dziś z cała pewnością możemy powiedzieć, że było to w latach 1952 - 53 - mówi Danuta Kściuczyk, szefowa bytomskiego Referatu Zabytków. - Wartość oryginału jest większa, niż kopii - dodaje.

Po latach spędzonych na wygnaniu Śpiący lew Kalidego jest już w Bytomiu. Nie wiadomo jednak wciąż jaką będzie pełnił rolę. Władze Bytomia z dystansem odnoszą się do pomysłu RAŚ aby zrekonstruować pomnik z nazwiskami poległych w latach 1870 - 1871.

Jacek Tomaszewski, MMSilesia

*****

Komentarz:

Na Górny Śląsk powrócił obiekt stanowiący ważny element naszego dziedzictwa - figura wykonana według projektu pochodzącego z Królewskiej Huty Theodora Kalidego po to, by upamiętnić stu kilkudziesięciu poległych w wojnie francusko-pruskiej mieszkańców powiatu bytomskiego. Liczę na to, że będzie to precedens i odtąd dobra śląskiej kultury, niegdyś wywożone, będą pokonywać tę drogę wyłącznie w odwrotnym kierunku. Martwi mnie jednak postawa władz Bytomia, które z dystansem odnoszą się do propozycji zrekonstruowania tablic z nazwiskami poległych w latach 1870-1871. My Górnoślązacy patrzymy na historię przez pryzmat losów jednostek. Żadna ogólna formuła nie zastąpi imion naszych przodków. To nazwiska, które do dziś spotkać można na Górnym Śląsku na każdym kroku.

Jerzy Gorzelik

--------
Tagi: Polityka i społeczeństwo | Warszawa | Bytom | lew | Piotr Koj |

Komentarze (1)

Dodaj swój komentarz do tego artykułu.

Paweł_Kraków napisał(a):

kiedy wrócą
Panie Gorzelik... pisze Pan o właściwych kirunkach???co za bezczelność...
dużo rodzinnych pamiątek z ojego rodzinnego domu w Krakowie wyjechało w niewłaściwym kierunku...domyśla się Pan w jakim? chce Pan żebyśmy sięw koncu o to upomnieli? chyba zdje Pan sobie sprawę ,że to wciaż nie rozwiązany problem? będziemy się licytować? proszę bardzo...
Paweł z Krakowa.

Dodaj komentarz

Wszystkie pola są obowiązkowe.

Twoje imie:
Twój mail:
Tytuł komentarza:
Komentarz:
Wynik równania: 5 + 3 = ?