Przed kilkoma tygodniami cała Polska zaczęła mówić o Związku Ludności Narodowości Śląskiej za sprawą kontrowersyjnego poparcia tej organizacji dla niepodległość Abchazji i Osetii Południowej. Przypominamy dzieje tego związku
Przed kilkoma tygodniami cała Polska zaczęła mówić o Związku Ludności Narodowości Śląskiej za sprawą kontrowersyjnego stanowiska tej organizacji, popierającego niepodległość dla Abchazji i Osetii Południowej. Zdecydowaliśmy się przypomnieć naszym Czytelnikom dzieje tej organizacji.
ZLNŚ uruchomił refleksję nad śląską tożsamością – na różnych poziomach, od stadionów piłkarskich po uniwersytety. Pokazał nowe oblicze Górnoślązaka – stanowczego, ale nieprzepełnionego agresją, konsekwentnego i gotowego bronić swoich racji. Miarą sukcesu jest ewolucja poglądów osób takich jak Kazimierz Kutz czy Michał Smolorz, początkowo nastawionych sceptycznie do naszej inicjatywy - na stronie 4 początki walki o śląską narodowość wspomina Jerzy Gorzelik, obecny szef Ruchu Autonomii Śląska, przed dwunastoma laty pierwszy pełnomocnik ZLNŚ.
Przed kilkoma tygodniami w całej Polsce głośno zaczęło być o kontrowersyjnym stanowisku Związku Ludności Narodowości Śląskiej, który niespodziewanie poparł niepodległość Abchazji oraz Osetii Południowej. Przy okazji przypomniano sobie o tej organizacji, której polskie sądy wciąż odmawiają oficjalnej rejestracji. W mediach zapanowała pewna konsternacja, niektóre błędnie wiązały stanowisko ZLNŚ z Ruchem Autonomii Śląska, często wręcz mylono te dwa stowarzyszenia regionalne, co skłoniło władze RAŚ do stanowczego odcięcia się od kontrowersyjnych pomysłów liderów ZLNŚ. Młodszym Czytelnikom warto przypomnieć, że Związek nie jest bynajmniej nowym aktorem na górnośląskiej scenie politycznej, gdyż idea jego powołania narodziła się już dwanaście lat temu. Na temat historii ZLNŚ oraz jego starań o formalne uznanie narodowości śląskiej rozmawiamy z Jerzym Gorzelikiem, który dziś pełni funkcję przewodniczącego Ruchu Autonomii Śląska, natomiast przed dwunastu laty był pierwszym pełnomocnikiem ZLNŚ.
Marcin Melon: Kiedy pojawiła się idea powołania Związku Ludności Narodowości Śląskiej?
Jerzy Gorzelik: Pomysł dojrzewał od dłuższego czasu. W środowisku Ruchu Autonomii Śląska, a także współpracującego z nim Śląskiego Związku Akademickiego znaczący procent stanowili ludzie o śląskiej identyfikacji narodowej. Brak zorganizowanej reprezentacji tej grupy, niedostrzeganie jej przez władze, które stawiały Ślązaków przed alternatywą „Polak albo Niemiec”, skłoniły nas do podjęcia działań. Zakładaliśmy, że RAŚ jest organizacją regionalistyczną, a nie narodową, i taką powinien pozostać. Idea rejestracji nowego stowarzyszenia zrodziła się podczas rozmowy z Bartłomiejem Świderkiem. W końcu roku 1996 komitet założycielski w składzie: Rudolf Kołodziejczyk, Erwin Sowa i ja, złożył wniosek o rejestrację w Sądzie Wojewódzkim w Katowicach.
Przypomnijmy Czytelnikom jakie były dalsze losy wniosku.
Zanim doczekał się on rozpatrzenia przez sąd, sprawa trafiła do mediów wywołując prawdziwą burzę. Pojawiły się najcięższe zarzuty. Mimo takiej presji nieżyjący już dziś sędzia Warzecha wydał decyzję pozytywną. O atmosferze, jaka towarzyszyła rozprawie, wiele mówi to, że bezpośrednio po orzeczeniu sędzia wyłączył telefon i udał się na urlop. Z wielkim szacunkiem wspominam tego człowieka, który dał lekcję sędziowskiej niezawisłości. Niestety, jego koledzy po fachu zasiadający w kolejnych instancjach nie wzięli jej sobie do serca. Uzasadnienie orzeczenia Sądu Apelacyjnego przejdzie do annałów polskiego sądownictwa. Napisane językiem peerelowskiej propagandy, rozstrzygające subtelne kwestie socjologiczne w oparciu o małą encyklopedię PWN do dziś wywołuje uśmiech politowania na twarzach fachowców, którym je pokazuję. Warto przypomnieć, że rozprawa w katowickim Sądzie Apelacyjnym odbyła się bezpośrednio przed wyborami parlamentarnymi 1997 roku. Oświadczenie o poparciu dla rejestracji ZLNŚ wydał kandydat na posła z ramienia Akcji Wyborczej Solidarność, Jerzy Polaczek, późniejszy minister w rządzie PiS. Nie muszę chyba dodawać, że o poparciu tym starał się potem zapomnieć.
Kolejnym etapem był Sąd Najwyższy w Warszawie.
Tak, złożyliśmy wniosek kasacyjny. Było to możliwe dzięki wsparciu ze strony Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Mimo, że sprawie wciąż towarzyszyły ogromne emocje, ówczesny prezes fundacji, zmarły przed paru laty pan Marek Nowicki, udzielił nam wraz ze swoim zespołem nieocenionej pomocy. To kolejna postać, której winni jesteśmy wdzięczną pamięć. Pomoc ta nie miałaby zapewne miejsca, gdyby nie postawa członków założycieli ZLNŚ. Mimo ostrych ataków ze strony rozmaitych środowisk konsekwentnie prowadziliśmy spór na wysokim poziomie merytorycznym. Nie udało się nas sprowokować do jakichkolwiek wypowiedzi, które mogłyby zostać odebrane jako szowinistyczne. Uznaliśmy, że agresja jest przejawem słabości, a my mieliśmy przecież mocne argumenty.
To jednak nie wystarczyło do uzyskania pozytywnego orzeczenia Sądu Najwyższego czy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
To prawda. Sprawa wzbudziła zbyt dużo emocji i obaw – nie tylko w Polsce. Miała pod wieloma względami charakter precedensowy. Przed trybunałem w Strasburgu reprezentował nas mecenas Sławomir Waliduda z Wrocławia. Wymagało to pewnej odwagi, kilku adwokatów odmówiło prowadzenia tej sprawy. Nie odnieśliśmy zwycięstwa, ale nasz wniosek był pierwszym „polskim” wnioskiem, rozpatrywanym przez Wielką Izbę Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
W międzyczasie w Polsce odbył się Narodowy Spis Powszechny. Czy jego wyniki miały wpływ na przebieg postępowania w Strasburgu?
Sądząc po decyzji, na pewno nie decydujący. Ale podczas publicznego przesłuchania stron była okazja do zaprezentowania rezultatów spisu europejskiej opinii publicznej – to ważne.
Kampania przed spisem i jej efekty oceniane są jako największe osiągnięcie ZLNŚ.
Faktycznie, był to spory wysiłek, który przyniósł wymierne efekty. Ciężar działań wziął na siebie Ruch Autonomii Śląska, stawiając jednak warunek – kampania ma być prowadzona pod hasłem „Masz prawo deklarować narodowość śląską”. Wynikało to z charakteru RAŚ, organizacji zrzeszającej ludzi o różnej identyfikacji narodowej. Wszyscy byli jednak zgodni, że państwo powinno respektować tożsamość każdej grupy w naszym regionie. Instrukcja Głównego Urzędu Statystycznego nakazywałą rachmistrzom wpisywać każdą zadeklarowaną przez respondenta narodowość. Chodziło o to, by Ślązacy byli tego świadomi. W tym celu wydrukowano tysiące plakatów i ulotek. Organizowaliśmy też konferencje prasowe, informując o nieprawidłowościach, jakich dopuszczano się już w trakcie spisu. Szczególne zaangażowanie wykazało katowickie koło RAŚ z jego ówczesnym przewodniczącym Ryszardem Sitkiem i Tomaszem Słupikiem. To był ogrom pracy. Bartłomiej Świderek, zatrudniony wówczas w Parlamencie Europejskim jako doradca Wolnego Sojuszu Europejskiego, którego członkiem jest RAŚ, pozyskał pomoc zaprzyjaźnionych eurodeputowanych. Domagali się oni od władz polskich wyjaśnień w sprawie spisowych fałszerstw.
Jaka była zatem skala nieprawidłowości?
Spora, choć twierdzenie o odgórnym nakazie nieprzyjmowania śląskich deklaracji to wyraz teorii spiskowej i skłonności do męczennictwa. Instrukcja GUS była jasna, choć samemu prezesowi urzędu nie zależało na upowszechnieniu zawartych w niej treści. Kiedy na jego konferencji prasowej Ryszard Sitek zapytał, co zamierza zrobić w celu rozwiania niejasności, jakie pojawiły się wokół pytania o narodowość, pan Toczyński zamiast jasno i rzeczowo odpowiedzieć, zaatakował przedstawiciela RAŚ. A trzeba przypomnieć, że wielu polityków wbrew oczywistym faktom publicznie głosiło, że narodowości śląskiej deklarować nie wolno.
Na przykład Henryk Kroll z mniejszości niemieckiej.
Tak, władze Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców w województwie opolskim, zamiast koncentrować się na przekonaniu do szczerej odpowiedzi na spisowe pytanie górnośląskich Niemców, zajęły się negowaniem istnienia narodowości śląskiej i rozpowszechnianiem fałszywych informacji na temat możliwości jej deklarowania. Ówczesny poseł Henryk Kroll zwołał nawet konferencję prasową w tej sprawie. Miał jednak pecha – na konferencji pojawił się Tomasz Mazur z opolskiego koła RAŚ z instrukcją spisową w dłoni. Wypunktowany Kroll ze łzami w oczach oskarżał Mazura, że „ukradł” mu konferencję prasową. Najgorsze dla szefa TSKN miało dopiero nadejść wraz z ogłoszeniem wyników spisu. Mimo jego matactw, postawy części rachmistrzów i pracowników biur spisowych, Ślązacy okazali się największą mniejszością. Kroll usiłował tłumaczyć, że część Niemców bojąc się ujawnić swą prawdziwą tożsamość zadeklarowała narodowość śląską. To jednak narodowość śląska jest nieuznawana w Polsce. Niemcy, którzy się bali, deklarowali się jako Polacy. Sam znam takie przypadki.
ZLNŚ nie został jednak zarejestrowany. Nie ma Pan poczucia porażki?
Zdecydowanie nie. Wykonaliśmy nasz plan – zrobiliśmy krok po kroku to, co do nas należało. Na orzeczenia sądów nie mieliśmy już wpływu. Sprawa ZLNŚ trafiła jednak do głównych serwisów informacyjnych, zaczęła żyć własnym życiem. Uruchomiła refleksję nad śląską tożsamością – na różnych poziomach, od stadionów piłkarskich po uniwersytety. Pokazała nowe oblicze Górnoślązaka – stanowczego, ale nieprzepełnionego agresją, konsekwentnego i gotowego bronić swoich racji. Miarą sukcesu jest ewolucja poglądów osób takich jak Kazimierz Kutz czy Michał Smolorz, początkowo nastawionych sceptycznie do naszej inicjatywy.
Dlaczego w takim razie po wyroku Wielkiej Izby Trybunału w Strasburgu nie podjął się Pan dalszego prowadzenia sprawy ZLNŚ?
Jeszcze przed tym orzeczeniem byliśmy zdeterminowani w przypadku niepowodzenia kontynuować nasze wysiłki i po zmianie statutu złożyć kolejny wniosek o rejestrację ZLNŚ w polskich sądach. Powiedzieliśmy sobie jednak jasno, że należy wyraźnie oddzielić działające na innych płaszczyznach RAŚ i ZLNŚ, które media silnie ze sobą kojarzyły. O unii personalnej nie mogło być zatem mowy, a ja zdecydowałem się kandydować na przewodniczącego RAŚ, uznając, że sprawa autonomii ma dla regionu największe znaczenie. Pełnomocnikiem nowego komitetu założycielskiego został Andrzej Roczniok.
No właśnie – postać ta budzi dziś wiele kontrowersji. Obserwatorzy twierdzą, że o ile pierwszy komitet prowadził z państwem polskim poważny spór, o tyle ten drugi kopie się z nim po kostkach.
(śmiech) Faktycznie, media nie wykazują dziś tak dużego zainteresowania tym, co stanowi rację bytu komitetu założycielskiego ZLNŚ. Ja też nie rozumiem niektórych posunięć kolegów – np. wprowadzenia do nazwy ZLNŚ dodatkowo słów „Stowarzyszenie Osób Deklarujących Narodowość Śląską”. To niepotrzebny kompromis – wszystkie zmiany konieczne do uzyskania korzystnego orzeczenia trybunału w Strasburgu zostały już wprowadzone – którego efektem jest groteskowo długa fraza. Kompromis, który nie dał żadnych korzyści – polskie sądy stowarzyszenia nie zarejestrowały. Zabrakło cierpliwości, potrzebnej do ponownego przejścia drogi do Strasburga. To moim zdaniem olbrzymi błąd.
Andrzejowi Roczniokowi udało się za to zaistnieć dzięki oświadczeniom, które wywołały konsternację opinii publicznej.
Niestety, niektóre publiczne wystąpienia Andrzeja Rocznioka trzeba ocenić jako nieodpowiedzialne. Skierowany do premiera Tuska wniosek o uznanie niepodległości Osetii Południowej i Abchazji nawet życzliwych Ślązakom dziennikarzy wprawił w osłupienie. Mam wrażenie, że chęć zdobycia osobistej popularności przeważyła nad zaangażowaniem w sprawę narodowości śląskiej, której Andrzej Roczniok ewidentnie zaszkodził. Obecnemu pełnomocnikowi ZLNŚ należy jednak oddać sprawiedliwość – ma na swoim koncie również pozytywne dokonania.
Jak choćby rejestracja śląskiego jako języka w Bibliotece Kongresu...
To pewna nieścisłość powielana przez media. Kod, jaki uzyskał śląski, nadawany jest nie przez waszyngtońską bibliotekę, lecz przez Summer Institute of Linguistics – instytucję o światowej renomie. Rejestracja śląskiego przez SIL z pewnością ułatwi starania o nadanie mu statusu języka regionalnego i będzie impulsem do przyspieszenia prac nad jego kodyfikacją. Już tak się dzieje, czego świadectwem jest powstanie i działalność stowarzyszenia Pro Loquela Silesiana.
Jakie perspektywy widzi Pan przed ZLNŚ?
Wszystko zależy od postawy jego obecnych liderów. Nie da się ukryć, że delikatnie mówiąc nierozsądne oświadczenia, jak to w sprawie Kaukazu, prezentujące Rosję jako gwaranta praw człowieka w tym regionie świata, popsuły wizerunek ubiegającego się o rejestrację stowarzyszenia. Tym samym roztrwoniono część kapitału zgromadzonego w latach żmudnej, spokojnej pracy. ZLNŚ jest obecnie na zakręcie. A stoją przed nim poważne wyzwania. Nie tylko doprowadzenie do pozytywnego rozstrzygnięcia w Strasburgu, ale także kolejny spis powszechny. Potrzebna będzie życzliwość mediów i osób publicznych, a te nie będą firmować działań ludzi postrzeganych jako polityczni awanturnicy.
Czy ZLNŚ może liczyć na poparcie RAŚ?
Niezmiennie uważamy, że skoro są osoby deklarujące narodowość śląską - a sam do nich się zaliczam, to państwu nie pozostaje nic innego jak tylko przyjąć ten fakt do wiadomości. Odmowa rejestracji ZLNŚ w sytuacji, w której zarejestrowany został np. Śląski Ruch Separatystyczny, zakrawa na kpinę. Dlatego konsekwentnie będziemy wspierać dążenia do uznania narodowości śląskiej i rejestracji ZLNŚ. Gotowi jesteśmy także do kolejnej kampanii pod hasłem „Masz prawo deklarować narodowość śląską” przed zbliżającym się spisem powszechnym. Zdystansujemy się jednak od każdego nieodpowiedzialnego zdania, wypowiedzianego przez liderów ZLNŚ. Jesteśmy odrębnymi organizacjami i różnimy się w postrzeganiu wielu spraw. Nie będziemy zakładnikami żadnej plemiennej solidarności.
--------
Tagi:
Polityka i społeczeństwo |
Związek Ludności Narodowości Śląskiej |
Andrzej Roczniok |
sądownictwo |
stowarzyszenie |
Dodaj swój komentarz do tego artykułu.
czemu kosowo moge byc wolne a osetia i abchazja nie?zachowanie sie RAS-u jest nienormalne,czy morze RAS chce sie przychlybic rasistom polskim bo to jest jawny rasizm,oni i tak na narodowosc i autonomia slasko sie nie zgodzom.
RAŚ nie zamierza trzymać z karierowiczami, którzy dla Śląska nie zrobili nic, ale mają wiele do powiedzenia na temat Kaukazu i wielkiej obrończyni praw człowieka - Rosji. W sprawie Czeczenii pan Roczniok wystosował jakieś szumne oświadczenie?
mamy was dość
Jesteście pajacami, zasranymi zdrajcami Narodu Polskiego i szkoda, ze minęly czasy, gdy dla zdrajców czekała kula w łeb. "Nie zgodzom"- nie znasz jęzka kraju w którym żyjesz troglodyto? Nie zgodzą jak już coś końcówka "om" jest zarezerwowana dla rzeczowników w celowniku liczby mnogiej
KZPePWcfqzwYRYjeNN
Well done article that. I'll make sure to use it wisley.
DDxQJLayBw
kh9dPq bjwjseuqtndz
ZDWrizTNQ
7Kfxz2 , [url=http://rqtovpzsafsc.com/]rqtovpzsafsc[/url], [link=http://hzobuocezxox.com/]hzobuocezxox[/link], http://zcnverddypwr.com/
EpQNAcIoGANYeWgWZ
WpCjBt tznsaacvegig
dKZYTgZk
YSBVSX , [url=http://foooizknzgef.com/]foooizknzgef[/url], [link=http://pvxevxrhivrj.com/]pvxevxrhivrj[/link], http://pgfdaspyecqx.com/