Człowiek, który nigdy nie ruszył się poza Śląsk, Polskę i Niemcy, a większość życia spędził w małym katowickim mieszkaniu, był, gdy idzie o horyzonty myśli, prawdziwym światowcem, do końca przez swój mały świat niedocenianym
Wiosną 1945 r. kilku kochlowskich uczniów postanawia rozpocząć naukę w katowickim Gimnazjum im. A. Mickiewicza. Lecz w Katowicach okazuje się, że egzamin wstępny jest z języka obcego - angielskiego lub francuskiego, z których oni siłą rzeczy nie znają żadnego. Robią więc to, co jedynie w tej sytuacji można zrobić - piszą w rogach arkuszy swoje nazwiska i adresy, po czym doczekawszy końca egzaminu, oddają swoje „prace”. Nauczyciel, który przez cały egzamin ich pilnował, zerka i każe im chwilę poczekać. A kiedy wszyscy wychodzą, uśmiecha się i mówi: "Chopcy, wiycie, jo tyż jest z Kochlowic, z tyj chaupy w Uliczce. Także mocie terozki u mie teroz wszyscy 'bardzo dobry', ale pamiyntejcie mi sie tam uczyć!'. Tym nauczycielem był Jan Wypler.
Ta anegdota brzmi bardzo dobrodusznie i niemal zaściankowo, gdyby nie fakt, że jej bohater był człowiekiem o najszerszych bodaj horyzontach umysłowych w ówczesnych Katowicach, znającym około 30 języków (trudno dokładnie powiedzieć - sam Wypler miał trudności z policzeniem wszystkich), tłumaczem, bibliofilem, po trochu też poetą i historykiem. W Janie Wyplerze górnośląski mikrokosmos współistniał z globalnymi horyzontami i uniwersalnym humanizmem.
Wypler rodzi się w wielodzietnej chłopskiej rodzinie, a jego dom - do dziś stojąca w Kochlowicach drewniana chałupa zbudowana na zrąb - najlepiej pokazuje, że Wyplerowie to dość biedna rodzina, która nie może sobie pozwolić na posłanie dziecka "do szkół". W tym jednak pomaga im ówczesny kochlowski farorz, ks. Ludwig Tunkel, który dostrzegł nieprzeciętny talent młodego chłopca i decyduje się opłacać mu naukę i wspomagać go finansowo najpierw w bytomskim Gimnazjum klasycznym, na Uniwersytecie we Wrocławiu oraz przez jakiś czas także w Kilonii (nauka na dwu-trzech uniwersytetach jest wtedy ogólnie przyjętym sposobem studiowania). Wypler kończy studia w 1915 r. z dyplomem filologii romańskich i zostaje nauczycielem gimnazjalnym - początkowo we Wrocławiu, lecz dość szybko wraca na Górny Śląsk i rozpoczyna pracę w Zaborzu. W latach 1919-21 włącza się w działalność wydawniczą i propagandową Polskiego Komisariatu Plebiscytowego i robi w nim to, co umie najlepiej - pisze. Wypler jest m.in. jednym z redaktorów niemieckojęzycznego czasopisma "Der Weiße Adler", które ma przekonać do głosowana "za Polską" tę część Górnoślązaków, która zna tylko lub głównie język niemiecki. Paradoksalnie, należy do niej i sam Wypler, który w dzieciństwie znał jedynie śląską mowę, a literackiej polszczyzny nauczył się głównie na studiach. Opanował ją zresztą nie gorzej niż inne języki, choć przez całe życie woli mówić raczej po śląsku, a swoje osobiste notatki pisze po niemiecku (w tym języku przebiegała cała jego edukacja).
Po podziale Śląska i wytyczeniu w 1922 r. granicy, która uczyniła Czarniawkę rzeką graniczną, a Zaborze pierwszą niemiecką miejscowością za granicą, Wypler przenosi się na drugą stronę Czarniawki - do Katowic i rozpoczyna pracę w tamtejszym gimnazjum przy ul. Mickiewicza. Problem w tym, że nie ma on za wiele dydaktycznych i pedagogicznych zdolności: w oczach swoich uczniów uchodzi za dobrodusznego dziwaka: nieśmiały, często ubrany w czerwony cwiter przewiązany w pasie kawałkiem kabla, bojący się przeciągów jest idealnym obiektem sztubackich żartów. Dopiero kiedy jego uczniowie dorośleli i poznawali go bliżej, znajdowali w nim niezwykle życzliwego i pomocnego człowieka.
Światem Wyplera nie była jednak szkolna sala, a książki wypełniające całe jego mieszkanie. W latach 20. jest jednym ze współtwórców dwujęzycznego czasopisma "Most-Die Brücke", które miało tworzyć most między polską i niemiecką kulturą wysoką. Wypler tłumaczy więc na niemiecki Kasprowicza, Mickiewicza, Żeromskiego… Sam też pisze, publikuje małe prace historyczne, recenzje, wymienia listy z polskimi pisarzami itp. Przełomowym wydarzeniem staje się jednak chwila, w której Wypler poznał teorię Domana Wielucha o nauce chińskiego i zdecydował, że sam nauczy się tego języka. "Jak można łatwo nauczyć się po chińsku" - tak Wypler w latach 30. nazywa nawet jeden ze swoich tekstów. Za chińskim przyszła potem kolej na japoński, koreański i sanskryt. Katowicki nauczyciel tłumaczy chińską poezję, opowiadania, dramat, zgłębia założenia konfucjanizmu, a zwłaszcza taoizmu, który chyba najbliższy jest jego charakterowi. Przed II wojną światową był jednym z zaledwie kilku sinologów w Polsce.
Kiedy w 1939 r. Niemcy atakują Polskę i woj. śląskie zostaje włączone do III Rzeszy, Wypler zostaje w Katowicach. Traci pracę w gimnazjum, a gdy zostaje wprowadzona Volkslista, odmawia jej podpisania. Taki gest symbolicznego sprzeciwu był wtedy naprawdę aktem odwagi i honoru: bez Volkslisty człowiek znajdował się na marginesie ówczesnego społeczeństwa. Śląskiemu poliglocie udaje się przeżyć jednak dzięki swoim zdolnościom - daje niemieckim oficerom i urzędnikom lekcje języków (znał wszak języki niemal wszystkich krajów, które podbiła III Rzesza). Po 1945 r. wraca do pracy w szkołach i do świata polskiego życia literackiego, lecz już ze znacznie mniejszym entuzjazmem niż po pierwszej wojnie światowej. Do końca życia należy jednak do oddziału Związku Literatów Polskich, uczy się kolejnych języków, pisze, trochę publikuje, nawet udziela korepetycji. Gdy umiera w Wigilię 1965 r. na pogrzebie w Kochlowicach żegnają go śląscy literaci, dziennikarze, rodzina. Książki, które zbierał przez całe życie oraz jego notatki i nie wydane teksty po części "ulegają rozproszeniu" (rozdane, wyrzucone…), po części zaś trafiają do Biblioteki Śląskiej i do muzeum przy kochlowskim Liceum Ogólnokształcącym. Dopiero w latach 80. pojawiają się pierwsze grupy młodych śląskich literatów odkrywające twórczość Wyplera, wtedy też największa wówczas szkoła podstawowa w Polsce - SP nr 2 na Bykowinie otrzymuje jego imię. Los Jana Wyplera, geniusza zagubionego nieco w czasach, w których przyszło mu żyć, to poniekąd metafora śląskich losów XX w., ale też niezbyt pochlebna cenzurka dla Ślązaków tamtych lat. Człowiek, który nigdy nie ruszył się poza Śląsk, Polskę i Niemcy, a większość życia spędził w małym katowickim mieszkaniu, był, gdy idzie o horyzonty myśli, prawdziwym światowcem, do końca przez swój mały świat niedocenianym.
--------
Tagi:
Kultura i dziedzictwo |
Katowice |
Jan Wypler |
Kochłowice |
literatura |
Dodaj swój komentarz do tego artykułu.
Wspaniały tekst, czekam na kontynuację, bo o takiej osobowości, niemal całkowicie dziś zapomnianej, należy pisać jak najwięcej.
Dobry tekst, również czekam na więcej.
GWxYlXXuOBxW
I reokcn you are quite dead on with that.
FkEheruFcaEe
nIhl7C xsotwxjotxxv
IyVEfaAlNAsmb
r9GJGj , [url=http://aemjnpgnwpxv.com/]aemjnpgnwpxv[/url], [link=http://zhgogwwmszqc.com/]zhgogwwmszqc[/link], http://cugcispgxtwh.com/
hBtTmtpyekilp
oFI5cA kippxibtqfse
DCBsmVrki
bUeCxQ , [url=http://hqyzjaeoigjk.com/]hqyzjaeoigjk[/url], [link=http://myuosnhnegbm.com/]myuosnhnegbm[/link], http://kuguhdisnrwx.com/