Turystyczna Encyklopedia Polski bezrefleksyjnie utrwala anachroniczny obraz Górnego Śląska, jako areny nieustannej narodowej walki, wypracowany na potrzeby nacjonalistycznej propagandy. Tym, którzy zainteresowani są poznaniem innego oblicza regionu, publikacja sprawi zdecydowany zawód
Turystyczna Encyklopedia Polski, red. Małgorzata Krygier, Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2007
Bogato ilustrowana publikacja zawiera na ponad sześciuset stronach około siedemset pięćdziesiąt haseł w układzie alfabetycznym, których wyboru dokonano, jak informuje wydawca, "przyjmując za kryterium przede wszystkim walory turystyczne miast, miasteczek i wsi w Polsce". Górny Śląsk reprezentowany jest stosunkowo licznie, choć czytelnik nie dowie się o przynależności znakomitej części górnośląskich miejscowości do tego historycznego regionu, bowiem autorzy z uporem godnym lepszej sprawy rozróżniają "Górny Śląsk i Opolszczyznę", "Śląsk i Podbeskidzie". I tak, perła drewnianej architektury sakralnej, kościół św. Anny pod Olesnem, ma być największym w swoim rodzaju na "Górnym Śląsku i Opolszczyźnie". Terminologia jest zdecydowanie słabą stroną encyklopedii. Wielokrotnie powtarzane jest pojęcie "Wyżyna Katowicka", a Odra ma wypływać z Czech, choć dalej przez Bramę Morawską dociera na Śląsk. Autorom warto polecić lekturę preambuły konstytucji Republiki Czeskiej, która definiuje państwo jako związek Czech, Moraw i Śląska. W innym miejscu Katowice nazwano stolicą Górnego Śląska, powielając kolejny, często spotykany błąd.
Publikacja grzeszy także licznymi niedomówieniami. Nie dowiemy się z niej, że Będzin, Czeladź czy Dąbrowa Górnicza to miasta Zagłębia Dąbrowskiego - podkreślone jest natomiast ich położenie na "Wyżynie Katowickiej" oraz w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym. Przeczytamy wprawdzie, że do 1951 roku Bielsko i Białą dzieliła "nie tylko rzeka Biała, ale i historia", ale próżno szukać informacji, że rzeka stanowiła przez wieki granicę śląsko-(mało)polską. Niektóre z fragmentów wskazują na deficyty ogólnej wiedzy - choćby ten o nowoczesnym przemyśle w Bytomiu, który zaczął rozwijać się "dopiero w XVIII w.", sugerujący, że gdzie indziej rozwój ten rozpoczął się wcześniej.
W tym samym haśle znajdziemy także kalki z dawnych publikacji, budzących poważne wątpliwości co do swego naukowego charakteru. Autorzy piszą: "Do czasów niemieckiego i żydowskiego osadnictwa Polacy stanowili ponad 90% mieszkańców. Mimo to po plebiscycie i powstaniach śląskich Bytom znalazł się po niemieckiej stronie granicy". W dwóch zdaniach pojawiają się tu dwa poważne nadużycia - arbitralne przypisanie słowiańskojęzycznym Górnoślązakom polskiej narodowości (dziś powszechnie przyjmuje się, że podstawowym kryterium przynależności do jakiegoś narodu jest świadomość narodowa) oraz zatajenie wyników plebiscytu (na Niemcy padło w mieście prawie 75% głosów), co pozostawia czytelnika z wrażeniem, że przyznanie miasta Niemcom było rażącą niesprawiedliwością. Ludność o wyłącznie śląskiej identyfikacji wyraźnie nie zyskała sympatii autorów, skoro pominęli fakt jej istnienia pisząc, że przed 1914 rokiem Katowice zamieszkałe były głównie przez Niemców, Polaków i Żydów (nota bene śląscy Żydzi w zdecydowanej większości mieli niemiecką świadomość narodową). O Ślązakach nie wspomniano też przy okazji obozu w Łambinowicach, do którego po II wojnie, trafiać mieli jedynie Niemcy i żołnierze armii Andersa. Z większą atencją potraktowano stworzony przez pisarza Kazimierza Gołbę mit katowickiej wieży spadochronowej, na której, według encyklopedii, "grupa harcerzy bohatersko broniła się przed Niemcami". W świetle ustaleń historyków trudno utrzymać dziś tę literacką wersję wydarzeń. W publikacji powielono także nie wytrzymującą weryfikacji tezę o Józefie Lompie, pruskim urzędniku i autorze podręcznika historii Śląska dla pruskich szkół, jako o "polskim działaczu patriotycznym". O tym, że lapsusy te nie wynikają jedynie z niewiedzy, ale z określonej postawy autorów, mogą świadczyć inne fragmenty tekstu, jak choćby ten dotyczący Prudnika: "Polacy zawsze stanowili znaczną część mieszkańców. Wielu z nich walczyło w powstaniach śląskich". Dodajmy, że Prudnik, z uwagi na miażdżącą przewagę ludności o opcji niemieckiej, został wyłączony z obszaru plebiscytowego, a po wojnie doszło w nim do niemal całkowitej wymiany populacji. Podobne rewelacje odnajdziemy w haśle "Zabrze": "Mimo germanizacji [miejscowość] zachowała charakter polski. Była jednym z ośrodków powstań śląskich. Po plebiscycie przeprowadzonym na Górnym Śląsku w 1921 r. pozostała jednak w granicach Niemiec". Zabrakło jedynie słynnej wypowiedzi de Gaulle'a o "najbardziej polskim z polskich miast". Warto zauważyć, że w powiecie zabrskim plebiscyt wygrały Niemcy, uzyskując ponad 51% głosów, a w samym Zabrzu niemal 60%. Nieznośną manierą jest również wielokrotne powtarzanie pozbawionych jakiejkolwiek wartości poznawczej banałów o "piastowskich tradycjach" górnośląskich miast. Jako "piastowski" pojawia się zamek w Niemodlinie, choć swój obecny kształt zawdzięcza on późniejszym właścicielom - Pücklerom i Praschmom.
Szkoda, że autorzy skupili swą energię na dowodzeniu "odwiecznej polskości Śląska", a nie na bogactwie dziedzictwa kulturowego regionu. Propagandowe formuły zajęły miejsce, które można było przeznaczyć choćby na zaprezentowanie pomników ery przemysłowej. Tymczasem w haśle "Bytom" nie znajdziemy nawet wzmianki o unikatowym szybie "Kaiser Wilhelm" ("Krystyna") czy o arcydziele industrialnej architektury dawnej elektrowni "Oberschlesien" (obecna elektrociepłownia "Szombierki"). Pominięto całkowicie obfitującą w przemysłowe zabytki Rudę Śląską. Podobny los spotkał Świętochłowice. Zaniechań jest zdecydowanie więcej. Nie uwzględniono Prószkowa z barokowymi zamkiem i kościołem, Wodzisławia Śląskiego, Żor.
Przy Cieszynie nie wspomniano o Muzeum Śląska Cieszyńskiego ze wspaniałymi zbiorami sztuki, choć w innym miejscu nie omieszkano napisać o "patriotycznej wystawie" w prowincjonalnym Muzeum im. Jaronia w Oleśnie. Autorzy nie uniknęli także prostych błędów. Jako założyciela opolsko-raciborskiej linii Piastów zamiast Mieszka Plątonogiego podają Władysława Wygnańca. Kościół ewangelicki w Pokoju z lat 1765-1775 datują na XIX w. , a księcia Carla von Württemberg-Oels prezentują jako Karola von Wüntenberg. Rybnik miałby być od XIV w. do 1788 stolicą księstwa rybnicko-karniowskiego, mimo że od 1742 oba miasta dzieliła granica państwowa.
Reasumując, encyklopedia bezrefleksyjnie utrwala anachroniczny obraz Górnego Śląska, jako areny nieustannej narodowej walki, wypracowany na potrzeby nacjonalistycznej propagandy. Tym, którzy zainteresowani są poznaniem innego oblicza regionu, publikacja sprawi zdecydowany zawód.
--------
Tagi:
Publicystyka |
Górny Śląsk |
turystyka |
Polska |
Zagłębie Dąbrowskie |
Dodaj swój komentarz do tego artykułu.