Ani historia, ani archeologia, ani legenda, nie są łaskawe dla Katowic. Żaden tu jaskiniowiec nie wymachiwał kamiennym toporem, ani rycerz nie zgubił swego miecza. Trzysta, a nawet dwieście lat temu, był tutaj tylko las mieszany, z lichą sosną i dębem
Ani historia, ani archeologia, ani legenda, nie są łaskawe dla Katowic. Żaden tu jaskiniowiec nie wymachiwał kamiennym toporem, ani rycerz nie zgubił swego miecza. Trzysta, a nawet dwieście lat temu, był tutaj tylko las mieszany, z lichą sosną i dębem; rzeka Roździanka, późniejsza Rawa, która często opuszczała swoje koryto; trochę wzgórz z lewa i prawa. Kto mógłby wtedy przewidzieć, że w nie znów tak odległej przyszłości, w Katowicach rozpanoszą się domy, uliczne bruki; rzeka zniknie bez śladu; drzewa zostaną wydarte z korzeniami, a cały ten prawie bezludny wygon zamieni się w regularne miasto. Nieliczni ludzie, co tutaj mieszkali, najlepiej wiedzieli, że nie ma tu czego szukać. Było im przeznaczone urodzić się na tych peryferiach, w zapomnianym zakątku Europy, na obrzeżach Cesarstwa, między Bytomiem a Opolem, mniej więcej od XV wieku zwanym Górnym Śląskiem; na ziemi, której nikt na dłużej nie chciał być właścicielem. Nawet sama nazwa Katowice długo nie chciała utrwalić się w ich świadomości. Trudno nawet powiedzieć z czego ludzie tu żyli. Ani z roli, ani z hodowli, ani z trudnego rzemiosła kuźniczego nie powstawały tu wielkie fortuny. Na północnym skraju sadyby, która się wpasowała między folwarki w Załężu, Brwinowie, Dębie i Roździeniu, długo starszyło widmo podupadłej huty, oznaczonej na planach jako Bogutzker Hammer, później przerobionej na zwykłą kuźnię, zanim się nie stała ruiną. Siedem czy osiem zagród, nierównomiernie rozrzuconych po terenie, ledwo się trzymało. A wokół rozciągała się tylko mizerna pustka.
Pan Wolnego Państwa Pszczyńskiego, baron czeski Siegfried II Promnitz, nie miał pewności, czy te odłogi znajdują się jeszcze w jego dominium, czy też raczej na ziemi bytomskiej. Dla jurystów mających orzec w tej sprawie dowodem mogła być solidna mapa i taką kazał sporządzić inżynierowi wojskowemu, znanemu z prac fortyfikacyjnych przy zamku książęcym w Brzegu, Andreasowi von Hindenberg (Heidenberger), który na piechotę obszedł wszystkie zakamarki Państwa Pszczyńskiego. Wysyłał też geometrów, by mu to wszystko zarejestrowali na papierze, czarno na białym. Ale mapa przesądziła tylko, że za lasami (pełnymi zwierząt, oczywiście dzikich) są wioski, których własność ciągle pozostaje niejasna.
Jeszcze 13 lipca 1728 r. przybyła tu specjalna komisja, by rozstrzygnąć spór między dziedzicem Załęża, Pawłem Franciszkiem Krecikiem, a właścicielem wsi Katowic i wtedy już hrabią rzeszy, Promnitzem. Stwierdzono, że wiele znaków granicznych, kamiennych kopców, oznaczonych drzew i wytyczonych dróg, było przez Krecika przesuwanych albo niszczonych. Może ze względu na przeważającą tu ludność polską, dogorywały jeszcze resztki jej obyczajowego prawa, które w kwestii własności było nad wyraz dziwaczne. A jak się to prawo przejawiało, wiemy ze słynnej KSIĘGI HENRYKOWSKIEJ z końca XIII wieku. Gdyby ów słynny opat Bodo z Henrykowa, który w pisanej przez siebie kronice umieścił pierwsze zdanie uważane za polskie, nie był tak pobożny, kląłby na czym świat stoi. Kupowało się nie tylko od właściciela, ale od jego bliższej i dalszej rodziny. Ilekroć kupił kawałek ziemi dla klasztoru, zaraz pojawiał się krewny sprzedawcy i żadał także dla siebie zapłaty. Sprzedawano i kupowano ziemię bez udziału notariusza. Stosowano jednostki miar według luźnych szacunków – mierzono krokami, zdrowaśkami, pacierzami. Granice gmatwały się i zacierały. Ten obyczaj utrzymał się przez długie stulecia jeszcze po śmierci henrykowskiego opata. A tym bardziej na górnośląskim odludziu. Bodo, któremu Polacy byli bardziej bliscy niż koloniści niemieccy (narzekał na ich hałaśliwość), ścierpieć nie mógł, że to samo można sprzedawać i kupować w nieskończoność. Siegfried II. Erdmann usiłował zrobić z tym porządek przy pomocy inżyniera von Hindenberga. Ale ten nawet nie zaznaczył, że w północnej części Państwa Pszczyńskiego, znajduje się nowa wieś, wspomniana już w 1598, podczas wizytacji kościoła w Bogucicach, villa nova Katowice. Możliwe, że z tej inspekcji Hindenberga pozostał odręczny i ogólnikowy szkic obszaru. Chodzi o rysunek, odręczny schemat okolicy, dołączony do aktu ugody, z roku 1686 jak utrzymywał Ludwik Musioł, między spierającymi się o zasięg podległych sobie gruntów, Rudolfem Kamieńskim, właścicielem Załęża a Janem Mieroszewskim, ordynatem mysłowickim. Sadząc po niefachowej grafice rysunku, mógł go ostatecznie nabazgrać pisarz sądowy, a niekoniecznie zawodowy geodeta.
Ale nie jest to ważne teraz, kto i w jakim celu ten rysunek sporządził, ile fakt, że jest on najstarszym przedstawieniem zakątka, na którym nie ma jeszcze (choć już istniała) nazwy Katowic, jakkolwiek właśnie się do nich odnosi. Choć zdaniem Musioła: „[rysunek] pozostawia wiele do życzenia”, to spróbujmy przyłożyć go do obecnej topografii miasta.
Na szkicu tym zaznaczyłem grubą linią dukt polnej drogi, która w latach późniejszych stała się ulicą Młyńską. Jej górny początek znajduje się mniej więcej w okolicy dzisiejszego rynku, a dolny tam, gdzie Młyńska (obecnie Słowackiego) skręca w Mikołowską. Szkic jest wykonany w ujęciu: północ – lewa strona, wschód – góra i tak dalej. Dla jego wyjaśnienia konieczne jest rozszyfrowanie odręcznych napisów tam umieszczonych. Są one następujące:
Po lewej u góry (choć powinien być umieszczony ze strony prawej) znajduje się napis: Das Dorff Brwinow (wioska Brwinow). Poniżej widzimy wpisane między oznaczenia domów: Bogutzker Hammer (Bogucka Kuźnia) a poniżej Bogutzker Hammer Teich (Staw Kuźni Boguckiej) i to był obszar na zachód od dzisiejszej Alei Korfantego aż po ulicę Sokolską. Na prawo od Hammer Teich widzimy Bogutzker felder (pola bogucickie), sąsiadujące z lasem, które przecina czerwona kreska. Poniżej lasku: Grzondzielowskie so genand stück (część zwana grzondzielowskie). Jeszcze niżej Klein-Osiek Teüche (Mały Staw Osiecki), który według mojego mniemania znajdował się na zachód od dzisiejszego placu Wolności. Na prawo widzimy Großer Osiek (Osiek większy), co również oznacza staw, skoro jedna z jego krawędzi jest oznaczona podwójną kreską łukową, mogącą oznaczać groblę. Großer Osiek zatem znajdowałby się na miejscu dzisiejszego Placu Andrzeja. Poniżej Klein-Osiek zaznaczona jest Zalentzischer-Hammer (Kuźnia załęska), która pewnie znajdowała się na Placu Wolności. Poniżej prawego rogu Zalentzischer Teüch (Staw Załęski) i tuż obok w prawo Das Dorff Zalenze (wieś Załęże).
Kilka pionowo zaznaczonych tu domków to przypuszczalny zalążek ulicy Gliwickiej. Od Zalenzer Hammer (powyżej brzegu stawu) prowadzi Der Petrowitzer Weg (Droga piotrowicka), która prawdopodobnie wiodła od Dębu ku Piotrowicom, a stanie się ulicą Mikołowską. Linia kropkowana blisko Osiek-Teichen, to ductus der grantz - ductus antiquus i na polach der Zalentzer Unterthaner schon geackerte stücke (należący do Załęża już zaorany obszar). Odtąd na prawo aż do lasu rozciąga się die Zalentzer felder (pola załeskie), z czego wynika, że obszary na zachód od ulicy Mikołowskiej były niegdyś częścią gminy załęskiej. Na prawo od großem Osiek od załęskiej granicy drzimalowsker teich (staw drzymałowski), który mogł się znajdować na miejscu dzisiejszego Placu Rostka. Pomiędzy Petrowitzer Weg i Brwinower Wälder (brwinowskie lasy) widzimy Usque huc momentanea possesio, per commissionem demonstrata (posiadłość chwilowo użytkowana, pokazana komisji). Poniżej pól – Geäckert und besäet, ausgerodete stück (zaorany i zasiany, wykarczowany obszar). Stąd lewo od tego napisu Ungerodete Stäme (niewykarczowane pnie) wraz z Chelminiky Brwinowskie (Chełmniki brwinowskie). Całkiem na prawo, dwukrotnie powtórzone ungerodet (niewykarczowane), oraz der orth, die neue wiese genand (obszar zwany nową łąką). Na skraju, nad drogą Der Brzozowy Kopetz (Brzozowy kopiec).
Na przedstawionym szkicu nie ma nazwy Katowice, jakkolwiek była już znana. Można się ich domyślać w grupie domów Bogutzker Hammer. Między stawem kuźniczym i małym Osiekiem widać las. Zatem obszar Katowic powyżej późniejszej Grundmannstrasse (dzisiejszej 3-maja), aż do stawów Bugla, był częściowo zalesionym obszarem rolniczym. I właśnie tam, prawie dwieście lat później, dokonały się narodziny miasta, których jeszcze nikt się nie spodziewał. Więc ten konkretny szkic, w szczegółach mylący, z trudem da się zestawić z dzisiejszym terenem miasta. Po tym co narysował pisarz sądowy, czy asystent inżyniera Hindenberga, nie ma już dzisiaj najmniejszego śladu. _______ Autor jest znanym śląskim malarzem i pisarzem, laureatem m.in. takich nagród jak Śląski Wawrzyn Literacki czy Górnośląski Tacyt. Jego „Finis Silesiae” został nominowany do literackiej nagrody Nike w 2004 roku.
--------
Tagi:
Kultura i dziedzictwo |
Katowice |
miasto |
historia |
Dodaj swój komentarz do tego artykułu.
Tu są Katowice
Zestawiłem szkic z 1686 z planem Katowic z lat trzydziestych XX wieku. Powstaje z tego zaskakująco precyzyjny obraz. Droga piotrowicka rozpoczyna się od północy odcinkiem obecnej ul. Grundmanna, następnie przecina tereny kolejowe z parowozownią, idzie ulicami Strzelecką i Barbary, by wejść w ślad ulicy Kościuszki na wysokości głównego wejścia do parku. Zaznaczony kółkiem punkt na południu, to nic innego jak szczyt wzgórza Beaty. Las na zachód od drogi piotrowickiej to obecny Park Kościuszki. Wieś Brynów pozostaje poza mapą, stąd być może została dopisana w wolnym miejscu. Przy tych założeniach na szkicu zgadza się położenie kuźni boguckiej i załęskiej wraz ze stawami oraz przebieg obecnej ul. Gliwickiej z zaznaczonymi domostwami. Północna część ductus antiquus pokrywa się z ul. Matejki i początkiem ul. Mikołowskiej.
LcZRLBMYS
I just hope whoever wretis these keeps writing more!
EPjFTEydCG
HxPII5 ilqjngrdmfih
AzXpieuJTul
A65zBR , [url=http://clvjudfpzbng.com/]clvjudfpzbng[/url], [link=http://gilqjuejogva.com/]gilqjuejogva[/link], http://jxipaibbmwxu.com/
AJfDgoMurROwUXf
ozoT48 ebfdylbwklxl
JRZJhSlNpD
SvCqRN , [url=http://zltmmmfeymoo.com/]zltmmmfeymoo[/url], [link=http://aawdhuubnqtr.com/]aawdhuubnqtr[/link], http://hduawhkeqlby.com/