Friedrich Wilhelm Kuhnert: Śląski malarz

Śląskie losy wojenne: Z Janowa do Wehrmachtu

01AUG

– Oderwałem się od kolumny i rozpocząłem marsz na północ. Starałem się omijać duże skupiska ludzkie i od czasu do czasu przyłączałem się do różnych wędrowców, którzy wracali w rodzinne strony. Dzięki temu mogłem podróżować bezpieczniej i wygodniej, bo na furach. Przez Słowację i Czechy dotarłem 30 maja do Janowa – opowiada były żołnierz Wehrmachtu

Prezentujemy historię kolejnego młodego Górnoślązaka, w którego młodość brutalnie wkroczyła druga wojna światowa. Jednocześnie zachęcamy Czytelników do dzielenia się z nami historiami swoich krewnych. Wiktor, rocznik 1922, urodzony w Janowie (dziś dzielnica Katowic), ojciec-hutnik, trzech braci, wszyscy w Wehrmachcie.

- Biorąc pod uwagę datę urodzenia, musi Pan pamiętać 1 września 1939 roku na Śląsku.

- Oczywiście, pamiętam i to dobrze piękną, słoneczną i suchą pogodę, która trwała do końca września. To, że coś się wydarzy odczuwało się już co najmniej od czerwca. W moim środowisku, a byłem wtedy przeszkolonym medycznie harcerzem, trwało ciągłe pogotowie wypełnione ćwiczeniami i szkoleniami o charakterze wojskowym. Uświadamiano nas również werbalnie, ale było to takie naiwne, że aż śmieszne. Jednak wtedy święcie wierzyłem w to, co nam wpajano. W ostatnich dniach sierpnia docierały do nas informacje, że dochodzi do starć z Freikorpsami, ale nie w Janowie, tylko w Bytkowie i Chorzowie. Bardzo wiele osób otwarcie zaczęło okazywać proniemieckie nastawienie. 1 września 1939 roku obudził mnie dość wcześnie ryk samolotów, bardzo nisko latały... Ojciec przyjechał wcześniej z pracy, oznajmił co się dzieje. Chciałem, jak niektórzy moi koledzy, w swojej naiwności iść walczyć z Niemcami, ale ojciec mi to skutecznie wyperswadował, za co jestem mu wdzięczny do dziś. Nasza sąsiadka zaczęła od razu 1 września zbierać od wszystkich mieszkańców naszego familoku składki na flagę niemiecką. Jeszcze tego samego dnia wieczorem na naszym familoku zawisła ogromna czerwona fana z czarnym hakenkrojcem. Wojska i jakichkolwiek odgłosów wojny nie widziałem i nie słyszałem do 3 września, kiedy przyjechali do Janowa na motorze niemieccy żołnierze, ludzie od razu przynieśli im picie i chyba się myli bo byli bardzo zakurzeni.

- Chciałbym się jeszcze zatrzymać na tych pańskich słowach „iść walczyć z Niemcami”, proszę to jakoś rozszerzyć.

- Z wojskiem powinno walczyć wojsko, a nie dyletanci, bo wtedy dochodzi do masakry, jak w tym przypadku. Wysłano harcerzy, którzy jeszcze byli dziećmi, tak jakby brakowało dorosłych. Z moich znajomych, którzy się wmieszali gdzieś do tych starć, nikt już do domu nie wrócił, nie wiem co się z nimi stało.

- A kiedy o Pana upomniała się armia? Był Pan wiekowo w najkorzystniejszym okresie.

- To była jesień 1942 roku, otrzymałem wezwanie do komisji, która mieściła się przy obecnym budynku Urzędu Wojewódzkiego. Komisja stwierdziła jednoznacznie: zdolny. I tak zostałem żołnierzem III Rzeszy. W bardzo krótkim czasie, może w ciągu tygodnia, otrzymałem skierowanie na szkolenie do jednostki piechoty współpracującej z Dywizją Górską, która się mieściła w Strasburgu. Pojechałem tam pociągiem pełnym, takich jak ja, młodych Ślązaków.

- Jak Pan się znalazł w tym nowym wcieleniu i w tym nowym świecie?

- Na pewno był to pewien wstrząs dla mnie, człowieka z Janowa, rzuconego do tak dużego miasta jak Strasburg, dochodziły jeszcze do tego problemy językowe, ale tu dałem sobie szybko radę. Miasteczko koszarowe mieściło się nieco na uboczu miasta ale połączenia komunikacyjne były wyśmienite, co pozwalało na szybkie przemieszczanie. Miasto mi się bardzo podobało i żałuję, że tak krótko tam przebywałem. Szkolenie trwało dwa miesiące, no cóż, wojna wtedy już szalała.

- Proszę coś powiedzieć o tej swojej jednostce, wydaje mi się, że miała trochę nietypowe zadanie.

- Jeśli mam być szczery to na wojnie każda jednostka ma nietypowe zadania. Nasza dywizja miała zabezpieczać i ściśle współpracować z jednostkami górskimi na terenach nizinnych i tak też się działo. Pod tym kątem przechodziliśmy szkolenie. Dość forsowne, chociaż dla mnie to była normalka dzięki temu, że już to przećwiczyłem w harcerstwie. Mając na uwadze moje przygotowanie sanitarne z harcerstwa wytypowano mnie również na sanitariusza w mojej kompanii. Dywizje Górskie miały swój znak rozpoznawczy - szarotkę, a my mieliśmy trzy liście dębowe z żołędziami. Po zakończonym szkoleniu zostaliśmy wysłani na front wschodni, na północny zachód Rosji, w okolice miasta Stara Russa gdzie już Edelwaisi (strzelcy górscy) toczyli zaciekłe walki.

- Front, Rosja, krew ,zabici czyli to wszystko czym jest wojna... Jak to zaakceptować w młodym wieku?

- O tym się nie myśli, będąc na wojnie. Tam się jest i robi wszystko, żeby przeżyć i to jest priorytetem. Rosja robiła na nas wszystkich ogromne wrażenie swym ogromem. Tam jest wszystko, wielkie rzeki, lasy, stepy i bagna, które akurat dominowały na naszym odcinku frontu. Ze względu na te bagna, walki były ograniczone, trzeba było bardzo uważać, aby się nie pogubić i trzymać się głównych traktów, inaczej bagno mogło człowieka wchłonąć. Z tego okresu przypominam sobie takiego kolegę, też Ślązaka Pawła, który miał organki włoskie Piccolo i pięknie umiał na nich grać. Dostał postrzał w nogi na tych bagniskach, ale udało się go opatrzyć, co potem się z nim stało - nie wiem. Tam podczas skracania frontu, to jest wycofywania się, zostałem po raz pierwszy ranny w nogę. Najpierw był szpital polowy, potem pociągiem do szpitala w Niemczech. Po szpitalu dwa tygodnie urlopu w jednostce i dwa tygodnie urlopu w domu, to przysługiwało każdemu rekonwalescentowi w Wehrmachcie.

- 1944 rok, bo już dotarliśmy do tego czasu, był rokiem ciężkich walk i ciągłego wycofywania się Wehrmachtu na zachód.

- Zgadza się, o błyskotliwych zwycięstwach już nikt nie pamiętał, ale muszę również powiedzieć, że to wycofywanie to nie była żadna paniczna ucieczka, tylko z góry ustalone przechodzenie na inne pozycje, które najczęściej odbywało się nocą. Tak się działo na moim odcinku, nie wiem, może na innych odcinkach bywało inaczej. Jako sanitariusz miałem bez przerwy zajęcie, nie było dnia, żeby kogoś nie poturbowało, sam też oberwałem. Drugi raz byłem ranny, ale tylko lekko w rękę, właściwie w prawą dłoń odłamkiem z granatnika. Wszystko wydarzyło się podczas marszu. Taką lekką ranę zaleczono mi w dwa tygodnie w szpitalu polowym - i znów na linię. Muszę tutaj zaznaczyć, że goiło się na mnie jak na…. Trzeci raz zostałem ranny w lewą rękę, to był postrzał i stało się to w nocy, to już była ciężka rana. W szpitalu polowym okazało się, że mam uszkodzone nerwy i nie potrafię ruszać dwoma środkowymi palcami. Trafiłem do szpitala pod Wrocławiem. Nie pamiętam, ale przebywałem tam dosyć długo, leczenie, potem rehabilitacja ale dwa palce pozostały sztywne do dzisiaj. Pomimo dwóch sztywnych palców zostałem uznany za zdolnego do dalszego wojowania i wysłany na front.

- Widmo zbliżającej się klęski nie nasunęło Panu myśli o przejściu na stronę przeciwnika?

- Nic takiego nie mogło się zdarzyć, bo dobrze wiedziałem, że druga strona to jest inny świat, do którego wcale mnie nie ciągnęło. Poza tym po paru latach pobytu na froncie człowiek przyzwyczaja się do tego wszystkiego, co tworzy wspólnotę żołnierską. Mogę z całą stanowczością stwierdzić, iż armia niemiecka dbała o swoich żołnierzy we wszystkich aspektach, co powodowało, że człowiek czuł się związany z tą instytucją. Żołnierz musi być zawsze syty, wtedy myśli o wojowaniu. Żołnierz głodny nie myśli o wojowaniu ale o tym, jak się najeść, wtedy wojsko przestaje być wojskiem i staje się bandą rabusiów. Doskonała organizacja, logistyka, technika wojskowa oraz profesjonalizm dowódców powodowały, że żołnierz nie przestawał wierzyć w zwycięstwo. Pod koniec 1944 roku zostałem kolejny raz ranny odłamkiem w szyję i skierowano mnie do jednostki samych rekonwalescentów. Poprzednia tego typu jednostka została skierowana na Śląsk, miałem nadzieję, że moja też zostanie. Tak się nie stało. Transport odbywał się tylko nocą, mijane miejscowości były opustoszałe, a napisy zamazane. Nie wiedziałem nawet gdzie się znajduję. W końcu udało mi się ustalić, że mijamy Koźle i Głuchołazy, wtedy wiedziałem, że kierujemy się na Czechy, a potem na Budapeszt.

- Węgry, poza ciężkimi walkami, były dla Wehrmachtu prawie końcówką.

- Tak, tu się zgadzam, to był początek szybkiego końca, zaczynało być dużo improwizacji, wszystkiego zaczęło brakować, a przeciwnik atakował i trzeba było jakoś sobie radzić. Bez przerwy w odwrocie i ciągłych walkach, dotarliśmy do miasta Hajduszoboszlo, w którym trafiłem po wojnie do sanatorium. Podczas tych ostatnich dni wojny dochodziło do wielu bardzo dramatycznych wydarzeń tym bardziej, że te ostatnie starcia, wbrew pozorom, miały bardzo krwawy charakter. Nikt nie chciał się poddać Sowietom, wiedząc co tam czeka jeńców wojennych. Dlatego w kierunku zachodnim przedzierały się cały grupy najprzeróżniejszych formacji, tocząc desperacką walkę, aby dotrzeć do linii zachodnich aliantów. Podczas tych ostatnich akordów wojennych miałem bardzo traumatyczne przeżycia, które spowodowały, że tylko w ciągu jednej nocy osiwiałem jak gołąbek. Ja i cała moja kompania zostaliśmy zgarnięci do niewoli 10 maja przez Armię Czerwoną. Przetrzymywano nas, wojskowych razem z cywilami, Węgrami, którzy byli przeznaczeni do deportacji w głąb Rosji. Nieprawdopodobny bałagan i rozgardiasz panujący w tym zbiorowisku ludzkim, zaowocował myślą, że mógłbym odłączyć się i spróbować dotrzeć do domu. Gdy rozpoczęto nas pędzić w niekończących się kolumnach w kierunku najbliższej stacji kolejowej, oderwałem się od kolumny i rozpocząłem marsz na północ. Starałem się omijać duże skupiska ludzkie i od czasu do czasu przyłączałem się do różnych wędrowców, którzy wracali w rodzinne strony. Dzięki temu mogłem podróżować bezpieczniej i wygodniej, bo na furach. Przez Słowację i Czechy dotarłem 30 maja do Janowa.

- W domu chyba była wielka radość...

- Ja to się najbardziej cieszyłem z tego, że wróciłem cały i zdrowy po trzech latach na froncie. Moi bracia również przeżyli, ale jeden pozostał w Niemczech. Byłem wtedy jeszcze młody i chciałem się uczyć, zdecydowałem się zapisać do liceum w Mysłowicach. 1 września biegłem do tej szkoły pieszo z ogromnym entuzjazmem, ale dyrektor z kwaśną miną oznajmił mi, że byli wehrmachtowcy nie mają prawa do nauki w polskiej szkole. Wtedy zrozumiałem, że w tej nowej Polsce wszyscy tacy jak ja, mamy prawo co najwyżej do ciężkiej roboty. Dzisiaj, gdy już jestem od lat na emeryturze, państwo niemieckie o mnie nie zapomniało, pomimo że mieszkam w Polsce.

– Dziękuję za rozmowę i życzę dużo zdrowia.

--------
Tagi: Kultura i dziedzictwo | Górnoślązacy | historia | II wojna światowa |

Komentarze (23)

Dodaj swój komentarz do tego artykułu.

prawnik napisał(a):


Ciekawa rozmowa.

odoaker napisał(a):


Myślę że będą następne .

mori napisał(a):


veltins, debilu, przy Przemysłowej jest budynek, w którym w czasach PRL miało siedzibę Przedsiębiorstwo Materiałów Podsadzkowych PW.

mori napisał(a):


Tyś je na zicher oberschlesierskim ciulem.

veltins napisał(a):


I tak jesteś żulem, i nie wątpię, że przy okazji reliktem PRL.

mori napisał(a):


Zetknąłem się kiedyś z byłym strzelcem pokładowym Luftwaffe. Był portierem w biurowcu przy ulicy Przemysłowej w Katowicach. Mały, brzuchaty wyjątkowy skurwysyn. Może to Wasz znajomy albo krewny ?

veltins napisał(a):


Przy ul. Przemysłowej w Katowicach nie ma biurowców, żulu.

veltins napisał(a):


Dziękuję za tę subtelną lekcję polskiej kultury. :)

jozek napisał(a):


No pękna opowieść, nawet miły ten obrońca ss manów, i innych hitlerowskich zbrodniarzy ,tej całej machiny nadludzi, fajno pitolić o pięknej armii
a czego żeśta bronoli pomyśleliście wermahtowcy.

veltins napisał(a):


Żołnierz zwykle broni swojego życia, czasem też życia swoich kolegów. Ale gówniarz, który najwięcej w życiu ryzykował przechodząc przez ulicę, albo rozpinając rozporek, tego nie pojmie.

jozek napisał(a):


O,co widzę, jednak ktos to czyta, no i fajnie.Szanowny (vetins )ryzyko związane z przechodzeniem przez nasze ulice to - przyznaj, spore ryzyko, co do rozpinania rozporka - nie łapię.Jak rozumiem , a może się mylę żołnierz broni swojego życia i swoich kolegów, jednak mam pytanie.
Czego bronili żołnierze wermahtu w Czechosłowacj- 1938 Polsce- 1939, Francji 1940, itd.(siebie czy kolegów a kolegów)?
A może hitlerowskie państwo walczyło o wolność :"waszą i naszą", czy o panowanie jednych nad drugimi.Może pojmę?
Mogę zrozumieć cheć opisania tamtych wydarzeń, ale gdzie przyzanie ,że stało się po niewłaściwej stronie.
Grusse aus schlesien!

veltins napisał(a):


Większość żołnierzy strony sobie nie wybiera i nie widzę powodu, by mieli się do czegokolwiek przyznawać. Poza tym która strona była właściwa? Ta, po której stał Stalin i jego sojusznicy? Czarno-biały obraz historii wciąż jeszcze pokutuje w społeczeństwie.
A co do Twojego pytania - widzę, że nie zrozumiałeś prostej prawdy. Siedząc w okopie żołnierz nie myśli o ideologii, słuszności sprawy itp., ale o tym jak przeżyć. A jedyną miarą, jaką można przykładać do jego postępowania, jest człowieczeństwo, a nie to, po jakiej stał stronie.

jozek napisał(a):


Rzeczywiście,jeśli przyjąć taki punkt widzenia to żołnierz jest bezmyślną maszyną do zabijania, kiedy każą to je ,śpi ,zabija dzieci,starców,kobiety, befelt ist befelt, czy nie , i własnie dlatego,że siedząc w okopię nie myśli o tym za co walczy ,doszło to tak wielkiej trgedii .(I przypominam że to Niemcy hitlerowskie rozpętały wojnę).Po co ma rozum ,a człowieczeństwo i wojna, wybacz ale te dwa pojęcia nie mają ze sobą nic wspólnego.Wybór stron no cóż z jednej ss, obozy zagłady, planowe wyniszczanie narodów,no i "rycerski"wermaht- dzięki któremu było to możliwe,z drugiej..... , co może być gorszego ????? A może coś przeoczyłem.
Pozdrowienia ze Sląska!

veltins napisał(a):


Przeoczyłeś Waść Gułag, NKWD, głód na Ukrainie i parę innych "szczegółów".
A dzieci, kobiety i starców zabijano w imię różnych spraw - i tych słusznych i tych niesłusznych, więc refleksja nad sprawą, w imię której zostało się posłanym na front, nie ma tu nic do rzeczy. Żołnierz postawiony w plutonie egzekucyjnym strzela nie dlatego, że wierzy w nazizm, ale dlatego, że za niewykonanie rozkazu sam dostałby kulę w łeb. A większość ludzi dość niechętnie rozstaje się z życiem.

jozek napisał(a):


To dlaczego niektórzy uciekali przed służbą w wermahcie, zaraz dodasz że w innych armiach też tak bywało i masz rację , jednak wciąż sie upieram przy świadomym angażowaniu się żołnierzy, i nie wciskajmi tu, o braku możliwośći podjećia innej decyzji, robili to co chcieli a teraz próbuję sie to wybielić ,do czego dali się przekonac ministowi propagady.System stalinowski, to drugi na liście system zbrodniczy , jednak pierwszy to 3 rzesza.A ten żołnierz zanim stanie przed plutonem to co robił wcześniej, nie wiedział z kim wiążę swoje losy żył na księżycu,i nagle spad na ziemie no bez kitu. A jakby mu przyszło zastrzelic matke to by pomyślał o swojej głowie, czy nie.A może alianci zachodni to też atakowali "WIELKIE NIEMCY" z sympatii do stalina.

veltins napisał(a):


Twoje tanie moralizatorstwo wyklucza dojrzałą dyskusję. Na poważne tematy można rozmawiać z ludźmi, którzy dysponują pewnym elementarnym życiowym doświadczeniem i unikają pochopnego wystawiania świadectwa (nie)moralności.
Dodam, że w moim niezachwianym przekonaniu na pierwszym miejscu wśród systemów zbrodniczych jest leninowski i stalinowski komunizm. A ponieważ przekonanie to jest efektem długich przemyśleń popartych lekturą, już go chyba nie zmienię.

jozek napisał(a):


Takiego podejścia się domyślałem, no cóż pozostaje życzyć nam abyśmy nie musieli podejmować takich decyzji.Podoba mi się ostatnie zdanie . pozdroawiam!!!!!!jozek

zynio napisał(a):

Czy zabijal Polakow
Zabraklo pytania czy zabijal Polakow ?

Ethanael napisał(a):

RCBHvLyHIjBuHIfvL
Stay infrmoative, San Diego, yeah boy!

rxhgdo napisał(a):

HerdMzbbPnKBo
omqpH6 pomygxqsmgqc

yhvqnaloy napisał(a):

qxlqqEsqiVAKwIkSNFq
ZxzqmW , [url=http://pxkznsjedfum.com/]pxkznsjedfum[/url], [link=http://jschaputzwty.com/]jschaputzwty[/link], http://sjesmthcvvjq.com/

guqujzyvq napisał(a):

tOrNBRaZKbfdV
RgIWD7 nbmvotbtibft

pdgifcfac napisał(a):

EXzzVqtnCsAqwBKKu
HoCPqt , [url=http://xylrmvokenbu.com/]xylrmvokenbu[/url], [link=http://lgylpgejdxnm.com/]lgylpgejdxnm[/link], http://zyqdzkdslrvr.com/

Dodaj komentarz

Wszystkie pola są obowiązkowe.

Twoje imie:
Twój mail:
Tytuł komentarza:
Komentarz:
Wynik równania: 5 * 3 = ?