W tym roku laureatami zostali dr Beata Giblak z Nysy oraz dr Jan F. Lewandowski z Katowic.
Górnośląski Tacyt, czyli nagroda im. księdza Augustina Weltzla, przyznawana jest przez Ruch Autonomii Śląska od 2007 roku za wybitne osiągnięcia w badaniu i popularyzowaniu dziejów i kultury Górnego Śląska.
Nagrodę przyznaje kapituła, pod przewodnictwem prof. Ryszarda Kaczmarka z Uniwersytetu Śląskiego, w dwóch kategoriach: badacz dziejów Górnego Śląska oraz popularyzator.
W tym roku w pierwszej kategorii nagrodę otrzymała dr Beata Giblak z z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nysie, za książkę o zapomnianym pocie z Nysy: „Wygnaniec i jego ojczyzny. Max Hermann-Neisse (1886-1941). Życie. Twórczość. Recepcja” oraz w kategorii popularyzatora dr Jana F. Lewandowskiego z Katowic za biografię Wojciecha Korfantego.
- Historyczne postacie, na których skupili swą uwagę tegoroczni laureaci, łączy niespokojny czas międzywojnia – mówi Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska. - Poeta, dramatopisarz i publicysta Max Herrmann, który do swego nazwiska dodał nazwę rodzinnego miasta, działał na zachodnich rubieżach ówczesnej rejencji opolskiej, a następnie swą literacką karierę kontynuował w Berlinie. Korfanty zaś, to bodajże jedyna powszechnie rozpoznawalna figura z historii Górnego Śląska , związane były nierozerwalnie ze wschodnią częścią krainy, w 1922 włączoną do państwa polskiego – dodaje.
Obie postaci łączy coś jeszcze. - Obydwóm przyszło zakosztować goryczy wygnania. Max Herrmann opuścił Niemcy w roku 1933 po dojściu do władzy narodowych socjalistów. Zmarł w 1941 roku w Londynie. Droga Korfantego wiodła przez sanacyjne więzienia do Paryża i Ostrawy. - Oba życiorysy, choć tak różne, symbolicznie spinają polską i niemiecką część Górnego Śląska, dotknięte przekleństwem autorytarnych rządów – mówi Gorzelik. Ale też obydwa życiorysy padły również ofiarom historycznego fałszu. Max Herrmann na rodzinnym Śląsku został zapomniany wraz z całym niemieckim dziedzictwem kulturowym. Za Łabą, w kręgach wypędzonych, stał się symbolem utraconych stron rodzinnych. Z kolei Korfantego wmontowano w wizję walki o „wyzwolenie narodowe i społeczn” toczonej przez ciemiężony lud śląski przeciw niemieckim wyzyskiwaczom.
Z tą spuścizną zmierzyli się laureaci czwartej edycji Górnośląskich Tacytów, których dzieła pozbawione są jakiegokolwiek narodowego podtekstu. Sami laureaci nie kryli zadowolenia z przyznanych im nagród. – Bardzo cieszę się, że moja publikacja zyskała uznanie kapituły nagrody Górnośląskiego Tacyta – mówił po uroczystości dr Jan Lewandowski.
Laureaci czwartej edycji nagrody dołączyli do znakomitego grona badaczy i popularyzatorów dziejów Górnego Śląska jak prof. Ewa Chojecka, Henryk Waniek czy Małgorzata Szejnert.
Adam Papierniok
--------
Tagi:
tacyt |
górnośląskie tacyty |
giblak |
lewandowski |
Dodaj swój komentarz do tego artykułu.
frekwyncja
moc ludzi było?
Gornoslaski Tacyt
Hallo!
Juz od dluzszego czasu obserwuje wzmagania spoleczenstwa slaskiego w sprawie uznania przez Rzad w Warszawie "Autonomi Slaskiej". Mam nadzieje, ze juz nie dlugo caly region Gornoslaski osiagnie dlugo oczekiwana Autonomie. Zycze to z calego serca i mam nadieje, ze dla wszystkich znajdzie odrobine miejsca (czy dla polskiego slazaka, czy tez niemieckiego!?).
Co mnie bardzo zainteresowalo, to wypowiedz pana Gorzelika na temat dwoch postaci historycznych zwiazanych z ta ziemia, und zwar pana Max Hermanna i Korfantego.
Cytuje jego wypowiedz:
"Oba życiorysy, choć tak różne, symbolicznie spinają polską i niemiecką część Górnego Śląska, dotknięte przekleństwem autorytarnych rządów – mówi Gorzelik. Ale też obydwa życiorysy padły również ofiarom historycznego fałszu."
Niezmiernie wzruszajaca wypowiedz pana Gorzelika. Ciesze sie niezmiernie, ze nareszcie po tylu
latach mozna tego typu tematy oficjalnie publikowac.
Do zobaczenia
Auf Wiedersehen
Joachim Neuhaus