Friedrich Wilhelm Kuhnert: Śląski malarz

Polska pozarządowa

21SEP

Tradycyjnie już, przed każdymi wyborami z publikatorów wypływa na nas rzeka, a nawet ogromne morze obietnic. Ulotki i artykuły okraszone są przy tym ciepłymi jeszcze zdjęciami tych, którzy odważyli się ostatnio powyłazić ze swych biur i zbratać z ludem

Dobrze jest sfotografować się choćby z licho odzianym bezrobotnym, dzierżąc przy tym w dłoni rumiany bochenek chleba. Albo na tle tablicy, oznajmiającej wszem i wobec, że elewacja budynku na którym ją zawieszono została wyremontowana dzięki wsparciu Urzędu Miasta. Pal licho, że za rozdawanie chleba ubogim, pewnego piekarza wykończył Urząd Skarbowy, a na tę elewację zrzutki wcale nie zrobili pracownicy Urzędu Miasta. W istocie rzeczy chodzi jedynie o to, że Władza przed wyborami chce pokazać swój wyjątkowy talent, z jakim wykorzystuje przyznany jej głosami wyborców monopol na czynienie dobra.

Całe szczęście, że na łamach gazet, zwanych przez to „brukowcami”, możemy znaleźć prawdę. Wnioski z lektury można streścić w krótkim, bajkowym stwierdzeniu: Król jest nagi! Kilka lat temu obiecywano wiele reform, obecnie zostały zamienione jedynie na te, które zwykło się przyodziewać na czas mrozów. Tania administracja okazała się takim hitem, że ktoś postanowił znacznie ją rozbudować, zapewne licząc na pomnożenie tym sposobem owej taniości – więcej taniego to przecież większe oszczędności. Inne hasło mówiło nam „Po pierwsze - gospodarka”. Jego prawdziwy sens wyłazi teraz na wierzch, niczym stara farba spod odrywającej się, taniej tapety. Duże firmy, nasze zakłady pracy, całe gałęzie przemysłu potraktowano zwyczajnie jak towar. Ogłoszono wielką wyprzedaż, a utarg przeznaczono na finansowanie kolejnych kampanii wyborczych, czy też na nagrody dla tych, którzy transakcje przeprowadzili. Nam pozostaje ów bochenek chleba na zdjęciu, czy też możliwość obwołania Chrystusa królem Polski, a wtedy w myśl „wielkich” partii, być może staniemy się krajem wiecznej szczęśliwości, nadstawiając pod uderzenia drugi policzek, czy oddając do państwowej kasy nawet wdowi grosz.

Wielu jest takich, którzy po odrobieniu owej współczesnej pańszczyzny, jaką są jedne z najwyższych w Europie podatki, angażując oprócz czasu nawet swoje skromne środki finansowe, stara się jakoś czynić otoczenie zdatnym do egzystencji. Dla osiągnięcia wyznaczonych sobie celów potrafią się jednoczyć, oficjalnie nazywa się ich organizacjami pozarządowymi. To dlatego, że z reguły jakoś nie pasują do obowiązującej doktryny, która każe nam uważać Polskę za doskonałe dzieło nią rządzących. Te dobrowolne stowarzyszenia obywateli tak naprawdę odwalają robotę, której władze wykonać nie potrafią. Nie dziwi mnie to, skoro stanowiska w administracji obsadzane są z reguły ludźmi „z zewnątrz”, oderwanymi od problemów mieszkańców, od historii i tradycji miejsca, od najzwyklejszych ludzkich potrzeb. W stowarzyszeniach demokracja jest ciągła w przeciwieństwie do tej, której najbardziej pożądanym przez polityków objawem, są rozpisywane co kilka lat wybory.

Ruch Autonomii Śląska angażuje się od lat w ogólnoeuropejskie Dni Dziedzictwa. Jest pocieszającym, że w coroczną organizację tych imprez włączają się też inne stowarzyszenia. W Rudzie Śląskiej niemal całość tej pracy przejęło „Genius Loci” (Duch miejsca). To grono młodych historyków, pasjonatów śląskiej kultury i dziedzictwa. Z roku na rok obserwujemy coraz liczniejsze grono ludzi, którzy korzystają z możliwości zwiedzenia i obejrzenia miejsc ciekawych, o których dotychczas często ze względów politycznych nawet nie wspominano.

Kilka lat temu podsunąłem tym młodym zapaleńcom myśl zorganizowania obchodów 650-lecia Kochłowic. Wspólnie zainteresowaliśmy tym inne organizacje, efekty przeszły nasze oczekiwania. OSP „Remiza” z Rudy Śląskiej, w której jestem członkiem Zarządu, prowadząca w kilku szkołach modelarnie, zorganizowała w jednej z nich w dniach 18-19 września Regionalny Konkurs Modelarski. Przyjechali modelarze nawet z Kęt, Wisły, Bestwiny, Olkusza czy Będzina. Modelarnia w Będzinie-Grodźcu jest prowadzona przez Stowarzyszenie „Parcina”, pielęgnujące historię istnienia licznych przed wojną na Śląsku szkół szybowcowych Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. I właśnie z Grodźca do Rudy Śląskiej przywieziono dokumenty i archiwalne zdjęcia, dotyczące szkoły szybowcowej na górze Hugona (Hugoberg). Zostały wystawione na sali, na której rozgrywano modelarski konkurs, z której Genius Loci prowadziło wycieczkę chętnych właśnie na tę pobliską górę. Jej nazwa upamiętnia Hugona Henkel von Donnersmarck, na niej istniało kilka kopalń, huta, a później wspomniane lotnisko. Na zakończenie konkursu modelarze otrzymali nagrody: ufundowane przez Henryka Mercika (Miejski Konserwator Zabytków z Chorzowa), Barbarę Wystyrk-Benigier (właścicielka rudzkiego wydawnictwa, żona znanego piłkarza), OSP Remiza i Ewę Chowaniec (Dyrektorkę Szkoły nr.21 im. Biskupa Wilhelma Pluty) puchary. Bardzo przychylna modelarzom i młodzieży w ogóle, dyr. Ewa Chowaniec otrzymała również dwa prezenty – wykonany własnoręcznie przez modelarzy model kochłowickiego kościoła, oraz kilkadziesiąt egzemplarzy książeczki „Z historii rycerskiego rodu Wyplerów”, wydrukowanych dzięki składkom członków rudzkiego koła Ruchu Autonomii Śląska. Było dużo braw, wzruszenia, ale i wyrażanej gremialnie nadziei na kontynuację takich działań.

Wspólnie z innymi stowarzyszeniami, dzięki wsparciu osób prywatnych, ale też dzięki dofinansowaniu z unijnego programu „Młodzież w działaniu”, w kochłowickim liceum 25 września odbędzie się konferencja popularnonaukowa, podczas której swoją wiedzę na temat historii i kultury Kochłowic przekażą historycy, ale i pasjonaci. Tacy jak Jadwiga i Lucjan Wodarzowie, którzy już po przebadaniu terenu budowanej autostrady A4 przez archeologów „państwowych” dokonali odkrycia, przesuwającego historię osadnictwa hutniczego w dzisiejszych Kochłowicach o … cztery-pięć wieków wstecz! Często można ich spotkać w jednym ze schronów bojowych, stanowiącym element przedwojennej „Śląskiej linii Maginota”, który własnym sumptem wyremontował również pasjonat, Eugeniusz Czogała. Można go odwiedzać ciągle (w tym szczególnie w ramach wycieczek GDD), ludzie przynoszą mu też wiele eksponatów, nieraz będących nawet marzeniem muzeów. Historia remontu tego schronu sama w sobie mogłaby być także kanwą niezłej książki. Dla Urzędów usuwanie gruzu i śmieci było nawet „nielegalnymi pracami ziemnymi”, malowanie wnętrza było „nielegalną restauracją zabytku” pomimo tego, że właściciel terenu oficjalnie o istnieniu sieci schronów pojęcia nie miał (!). Kulminacja kochłowickich urodzin nastąpi 3 października. Uroczysta msza, a potem festyn rodzinny na boisku GKS „Urania”. Wystąpią kopalniana orkiestra dęta, kilka zespołów muzycznych, oraz znany wszystkim Marian Makula i Aniela Stanisławska, zamieszkała od pokoleń w Kochłowicach wiceślązaczka roku w jednej z poprzednich edycji (prywatnie moja siostra). Zaznaczyć trzeba jeszcze raz – wszystko to jest organizowane siłami tych dobrowolnych stowarzyszeń ludzi, którym naprawdę zależy na swojej małej ojczyźnie, czego swoimi działaniami dowodzą.

Opisałem tu w skrócie tylko mały, ale dotyczący mojego podwórka przykład. Bo to takimi ludźmi przecież kraj stoi. To tacy ludzie winni mieć autentyczny udział w rządzeniu, w stanowieniu prawa miejscowego. Oni wysłuchują chętnie swoich sąsiadów, oni znają ich problemy, oni znajdują ich rozwiązania, oni dbają o wizerunek i historyczną spuściznę swoich miejscowości. Nie trzeba nam do tego tych drogich, finansowanych z naszych podatków ale szumnych akcji reklamowych, w rodzaju „Śląskie-Pozytywna Energia”. Bo swoją energię znamy. Znamy doskonale nasze możliwości, dzięki naszym działaniom odkrywamy nawet turystyczne zalety Śląska. Do regionu dobrze zagospodarowanego, pielęgnującego swoją bogatą historię, tradycyjnie utrzymanego w porządku i czystości, chętnie przyjadą inwestorzy.

Dla wspomnianych na wstępie ludzi, prezentujących swoje oblicza na wielkich bilboardach, mających jednak umocowania w warszawskiej centrali, najważniejsze są nasze podatki. Skoro jednak życie potrafimy (i musimy) sobie organizować sami, czy nie lepiej pozostawiać nasze pieniądze w naszym regionie? Czyż nie jest dobrym wyjściem rozszerzenie idei organizacji pozarządowych na całość rządzenia na własnym podwórku, poprzez przyznanie regionom szerokiej autonomii? Nieraz już mówiłem, że głównym motorem sprzeciwu wobec autonomii jest strach centralnych władz przed utratą rzesz pańszczyźnianych chłopów, za jakich uważani są wyborcy po wyborach. Bardzo dobrze, że budzi się świadomość związków ludzi z regionem, który zamieszkują. Jestem dumny z tego, że śląscy Piastowie budowali wielkość Śląska pod żółto-niebieskim sztandarem, na co tak alergicznie reagował Jan Długosz. I tę wielkość możemy budować własnymi rękami nadal, o ile tylko odzyskamy kontrolę nad wydawaniem naszych pieniędzy. Jak dziś organizacje pozarządowe, przeznaczymy je przede wszystkim na nasze potrzeby, ale też na pomoc i radość tych, którzy tego potrzebują. A choćby Piotr Spyra optował nawet za pomalowaniem na biało-czerwono całej autostrady A4 nie zmieni to faktu, że jej rudzki odcinek nazwano imieniem znienawidzonych przez niego, właśnie Śląskich Piastów, którzy wybrali inne barwy, autonomiczne. Tyle tylko, że myto za przejazd nią na razie ma zasilać inną kieszeń. Pozarządową w innym znaczeniu.

I jeszcze jedno. Wykładowca przedsiębiorczości w London Business School, John Mullins powiedział do swoich słuchaczy, kandydatów na przyszłych „rekinów gospodarki”: „ U was, Europejczyków, najbardziej niepokoi mnie wasza mentalność: zawsze oczekujecie, że to rząd pokieruje gospodarką. W bogatych krajach przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego, że to oni wskazują drogę władzy administracyjnej: oczekują jedynie, że ta nie będzie im utrudniać życia.”. Dla tego specjalisty od gospodarki jest bowiem oczywistym, że komunikacja na linii przedsiębiorca – władna do tworzenia prawa administracja, jest prowadzona po linii możliwie najkrótszej, w regionie. Każde prawo, ustanawiane gdzieś daleko, w oderwaniu od miejscowych realiów jest oczywistym źródłem przeszkód, skutkujących gospodarczym niepowodzeniem. Bo co z tego, że właściciel mieszkania założy sobie licznik zużywanej wody, skoro i tak musi potem płacić za „ubytki”, generowane na całej sieci w osiedlu?

Jan Kołodziej

--------
Tagi: ruch autonomii śląska | młodzież w działaniu | kochłowice | ruda śląska |

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz do tego artykułu.

Dodaj komentarz

Wszystkie pola są obowiązkowe.

Twoje imie:
Twój mail:
Tytuł komentarza:
Komentarz:
Wynik równania: 3 * 1 = ?