Na Śląsk ściągano nowych mieszkańców z całej Polski. Z biegiem lat słowo „gorol”, dotyczące początkowo przybysza z gór, przylgnęło do ogółu mówiących inaczej, niż po śląsku
– Oderwałem się od kolumny i rozpocząłem marsz na północ. Starałem się omijać duże skupiska ludzkie i od czasu do czasu przyłączałem się do różnych wędrowców, którzy wracali w rodzinne strony. Dzięki temu mogłem podróżować bezpieczniej i wygodniej, bo na furach. Przez Słowację i Czechy dotarłem 30 maja do Janowa – opowiada były żołnierz Wehrmachtu
„Hanysy to bandyci nic więcej” i inne. Warto przeglądać komentarze na forach, chociaż znacznie lepiej, dla zdrowia, byłoby ich nie czytać.
„Nasz batalion został skierowany jako wsparcie gdzieś w okolice Warszawy, miasta nie widziałem, ale musiało być niedaleko, bo co jakiś czas wiatr przyganiał słodkawy zapach spalenizny. Po przybyciu na front okazało się, że niedaleko od naszych stanowisk przedarły się czerwone czołgi”
Mój znajomy otrzymał wiadomość, której autorka – Ślązaczka – stwierdziła, że nienawidzi godki. W kolejnej wiadomości przeprosiła za swoje słowa. Dlaczego?
Pamiętnik spisany na nieludzkiej ziemi. Wyjątkowość historii Ludwika Poloka tkwi w tym, że – w odróżnieniu od ogromnej rzeszy innych wywiezionych – jemu udało się wrócić do domu rodzinnego, a dzięki czynionym zapiskom możemy poznać niektóre szczegóły dotyczące przebiegu górnośląskich zsyłek