Dobra zmiana nie dla Górnoślązaków
3 czerwca 2016
0

Przed dziewięćdziesięciu laty – zaledwie osiem lat po powstaniu niepodległego państwa polskiego – obywatelom Rzeczpospolitej zafundowano „dobrą zmianę”. Józef Piłsudski – watażka duchowo zakorzeniony
w tradycjach Wschodu – uznał, że rządy prawa i demokracja parlamentarna to szkodliwy zabobon.

Przekonanie to na długi czas wyznaczyło azymut polskiej polityki. Pokutuje do dziś, a bałwochwalczy kult marszałka pobrzmiewa w niezliczonych wypowiedziach współczesnych uzdrawiaczy państwa i społeczeństwa.

Zamach majowy, który wyniósł do władzy operetkowych oficerów, a w województwie śląskim zbuntowanych przeciw Korfantemu powstańczych rozrabiaków, to jedna z najważniejszych cezur w nowoczesnych dziejach Polski. Zbrojny przewrót okazać się miał trwałym odwrotem od zachodnich standardów uprawiania polityki. Próba ich przywrócenia po demontażu bloku sowieckiego na naszych oczach kończy się porażką. Przez ćwierć wieku zdołano zmodernizować infrastrukturę, ale nie sposób myślenia o państwie. Duch maja 1926 roku wciąż obecny jest w zbyt wielu głowach. To właśnie ten duch każe piętnować autonomistów jako myślozbrodniarzy i upatrywać w silnym samorządzie zagrożenie a nie szansę. Po kilku miesiącach rządów PiS nie ma już wątpliwości, że duch ten ożywia i obecną „dobrą zmianę”.

Górnoślązacy znajdą niewiele powodów do obrony ośmiu lat rządów Platformy. Pokładane w PO nadzieje na deklarowaną decentralizację czy na prawne uznanie śląskiej mniejszości etnicznej okazały się płonne. Kto jak kto, ale my – wobec konsekwentnego lekceważenia naszych aspiracji przez kolejne rządy w Warszawie – powinniśmy z utęsknieniem wyczekiwać dobrej zmiany. Naiwnością byłoby jednak wiązanie szansy na urzeczywistnienie tych pragnień z rządem Prawa i Sprawiedliwości – partii znanej z poglądów centralistycznych i nacjonalistycznych. Jeżeli ktoś na przekór zdrowemu rozsądkowi żył złudzeniami, w ostatnich tygodniach doświadczyć musiał bolesnego rozczarowania. W krótkim czasie skumulowały się działania, które nie pozostawiają wątpliwości, że, mimo wizerunkowego liftingu, PiS jest wciąż tym samym, starym, dobrym PiS-em.

Po pierwsze, minister zdrowia Konstanty Radziwiłł uciął z godną swego nazwiska pańską butą dyskusje na temat usamodzielnienia gliwickiego Instytutu Onkologii, zmuszanego do wypłacania kontrybucji centrali w Warszawie. Mimo silnego głosu wsparcia ze strony samorządów i regionalnych mediów dla karanego za gospodarność instytutu, władza wypowiedziała swoje „nie, bo nie”.

Po drugie, rząd nie raczył wydać rozporządzeń do przyjętej pod koniec poprzedniej kadencji sejmu ustawy metropolitalnej, uznając ją za prawny bubel. Mimo, że znalazł się na niej podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Kiedy politycy PiS tryumfalnie przywieźli na Górny Śląsk własny projekt, okazało się, że niewiele odbiega on od poprzedniego. Zasadnicza różnica tkwi w jednym szczególe – w najbliższym czasie metropolia śląsko-zagłębiowska pozbawiona zostanie wpływów w wysokości 200 milionów złotych.

Po trzecie, nowa dyrekcja katowickiego oddziału TVP uznała, że o sprawach regionu powinni dyskutować wyłącznie przedstawiciele partii ogólnopolskich. I to tych, które mają reprezentację nie w sejmiku województwa śląskiego, lecz w sejmie. Oznacza to nieobecność na antenie przedstawicieli RAŚ.

Trzy oblicza „dobrej zmiany” nie pozostawiają wątpliwości, że – podobnie jak ta z maja 1926 roku – będzie ona dobra jedynie dla wybranych.

jerzy_gorzelik_okragle

Jerzy Gorzelik

Comments

comments