Antyśląska kampania wrześniowa
19 września 2016
0

Ogórkowy sezon sprzyja skupieniu uwagi funkcjonariuszy nowej władzy na sprawach śląskich. Niezmiennie bez pożytku dla tych ostatnich.

W ciągu ostatniego ćwierćwiecza tzw. wolnej Polski każda rządząca ekipa poruszała się po śląskim polu niczym słoń w składzie porcelany, odnotowując mniej lub bardziej zabawne wpadki. Ta od „dobrej zmiany” przekracza jednak granice śmieszności z niezrównaną brawurą. Tradycyjnie znajduje przy tym na Górnym Śląsku gorliwych donosicieli i usłużnych potakiwaczy. Taka już uroda wszystkich „dobrych zmian”, które nawiedzały te strony pod różnobarwnymi sztandarami. Od wielu wiało grozą, obecna bawi niczym kiczowata operetka. Co nie oznacza, że dla niektórych nie może okazać się doświadczeniem bolesnym.

I tak niemiła niespodzianka spotkała siemianowicką radną Katarzynę Cichos, która ubiegała się o stanowisko wicekonsula w Manchesterze. Świeżo uzyskany stopień doktora i nabyte kompetencje dobrze wróżyły złożonej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych aplikacji. Ktoś usłużnie doniósł jednak, że pani Cichos mandat radnej uzyskała startując z komitetu współtworzonego przez Ruch Autonomii Śląska. „Prawicowe” media biły na alarm – oto agentura „antypolskiego” i „separatystycznego” RAŚ próbuje wniknąć w struktury polskiej dyplomacji. Nie pomogło, że niedoszła wicekonsul po wyborach samorządowych od RAŚ wyraźnie się dystansowała, szukając zbliżenia z PiS. Jak dowodzą życiorysy kadr „dobrej zmiany”, długie pożycie z PZPR jest w środowiskach władzy lepiej widziane niż przelotny romans ze śląskimi autonomistami.

Kiedy wydawało się, że ustanowiony poziom groteski pozostanie rekordem trwałym niczym osiągnięcie Siergieja Bubki w skoku o tyczce, MSZ zadziwił po raz kolejny. Wystawiając negatywną ocenę Instytutowi Polskiemu w Berlinie, zarzucił placówce promocję RAŚ. Miałaby ona polegać na… upowszechnianiu wiedzy o śląskich produktach i śląskim dizajnie. Pogratulować czujności. Polskim władzom warto zasugerować, że na sympatię do RAŚ może wskazywać także konsumpcja kiełbasy śląskiej. Powszechnie dostępnej, o zgrozo, w sklepach na terenie całej Polski.

I tego jednak okazało się nie dość. Decydujący cios, wymierzony w samo serce piątej kolumny ukrytej pod płaszczykiem górnośląskiego regionalizmu, zadano wśród łopotu sztandarów i podniosłych przemówień. Kiedy cała Polska roztkliwiała się po raz kolejny nad wrześniową klęską, która, co oczywiste, była moralnym zwycięstwem, niszowe czasopismo wydawane w Lędzinach ośmieliło się przypomnieć, że na Górnym Śląsku wielu witało Wehrmacht kwiatami. Wobec śmiertelnego zagrożenia polskiej racji stanu, zastępy „dobrej zmiany” zwarły szeregi. Słowa potępienia popłynęły w głównym wydaniu Wiadomości TVP, a jeden z brukowców grzmiał o „propagowaniu faszyzmu”. Wydawca czasopisma zacierał tymczasem ręce, licząc zyski z rekordowej sprzedaży. Słusznie przekonany, że wystarczy nieco podrasować to, co historykom wiadome od dawna, opatrzyć mocnym tytułem i sugestywnym zdjęciem, a sukces komercyjny murowany.

Puenta jest zdecydowanie mniej śmieszna niż opisane przypadki prężenia muskułów przez warszawskie władze i ich lokalną agenturę. U podstaw wszystkich zarzutów, wysuwanych od lat przez środowiska „patriotyczne” pod adresem górnośląskich regionalistów, leży założenie, że Ślązakom w Polsce wolno mniej. Kiedy środowiska te pozostają u władzy, zachodzi obawa, że założenie to stanie się faktem. Między śląskością a „dobrą zmianą” kompromis wydaje się zatem niemożliwy.

jerzy_gorzelik_okragle

 

Jerzy Gorzelik

Comments

comments