Historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła.
29 września 2016
0

Jest wrzesień 1939 roku. Do miasta zbliżają się niemieckie oddziały. Na rogatkach ustawiono już bramy wjazdowe, które miały pełnić rolę prowizorycznych łuków triumfalnych z napisem “Herzlich willkommen”. Kiedy wchodzi wojsko wita ich wiwatujący tłum.

Niektóre źródła podają, że w mieście zabrakło cukierków wykupionych przez mieszkańców do częstowania żołnierzy. Wermacht maszeruje obładowany kwiatami którymi wojsko jest szczerze obdarowywane przez kobiety. Powstał także przenośny bufet dla niemieckich żołnierzy. Tak wyglądało wejście Wermachtu do… Łodzi a wszystko działo się dokładnie 9 września.

s_11_kartka
Wkroczenie wojsk niemieckich do Łodzi w 1939 roku. Foto: Domena publiczna.

Dlaczego wojska agresora były tak witane? Powodów oczywiście było wiele. Miasto Łódź podobnie jak miasta górnośląskie było wielokulturowe. Co dziesiąty mieszkaniec Łodzi był Niemcem a co szósty Żydem. Wojska oczywiście były witane przez Niemców którzy cieszyli się z przyjścia swoich. Przed samą wojną po zaostrzeniu się stosunków bilateralnych na linii RP – III Rzesza Niemcy zaczęli być prześladowani w pracy i na ulicach, masowe zwolnienia były na porządku dziennym. Politycy prześcigali się w swojej antyniemieckości. We wychodzącej z kryzysu Europie III Rzesza była postrzegana jako państwo które szargane kryzysem i zmuszane do płacenia reparacji wojennych stworzyło silną armię i infrastrukturę. Za granicą wielu polityków było zachwyconych skuteczną polityką Hitlera. Niewielu wtedy mało pojęcie do czego jego polityka doprowadzi. To spowodowało, że Niemcy którzy przez sto lat niewiele mieli wspólnego ze swoim państwem nagle za nim zatęsknili i stworzyli entuzjastyczne powitanie.

Dziś takie opisanie wejścia wojsk niemieckich do Łodzi, które z miasta trzech kultur zrobiło się monokulturowe nie budzi kontrowersji. Co innego na Górnym Śląsku. Wystarczy opisać wejście Wermachtu do Katowic, dać nieco kontrowersyjny tytuł i afera gotowa. Wszystkie antyniemieckie fobie odżywają.

Dziś politycy PiS czy Kukiz’15 mają dużo łatwiej. Nie muszą zbytnio się męczyć z układaniem swoich wypowiedzi artykułując swoje fobie. Wystarczy tylko sięgnąć do archiwum i na zasadzie „kopiuj – wklej” wrzucić kilka tekstów z czasów gomułkowskiej propagandy. Nie trzeba nawet zbytnio niczego aktualizować. Polscy nacjonaliści którzy tak ochoczo walczą z polityczną poprawnością sami się jej domagają na swoją modłę. Nienawidzą faktów historycznych więc domagają się przemilczania tych niewygodnych. Piszą nową historię dopasowaną do własnej ideologii. Trzeba tylko znaleźć bohaterów z przeszłości którzy nic już nie powiedzą, czcić ich i zrobić z tego prawdę objawioną, jednocześnie wrzucając do tego samego worka morderców i sadystów, dla których orzełek na czapce był tylko przykrywką dla leczenia w sadystyczny sposób swoich fobii.

Wiele racji jest w zdaniu Winstona Churchilla, że „historia pisana jest przez zwycięzców”. Na razie w polskiej polityce zwyciężają ci których nie obchodzą fakty i ich sensowna interpretacja, a ci którzy wytwarzają nastrój do zwalczania wydumanych wrogów. PRL-owscy prokuratorzy w ich szeregach pewnie posłużą dobrą radą.  Jednymi z pierwszych wrogów na ich liście wydają się być Ślązacy, zupełnie tak jak dla nowej władzy ludowej w 1945 roku. To zdanie Hegla w tytule niech będzie przestrogą.

Wejście Wermachtu do Łodzi przedstawiłem na podstawie artykułu Adama Czerwińskiego pt. Herzlich willkommen in Lodz.

mariusz_wons_profile

 

Mariusz Wons

Comments

comments