Grupa rekonstrukcyjna PiS
22 maja 2019
0

Na wschodnim Górnym Śląsku pełna rocznicowa mobilizacja. Od kilku miesięcy niemal brak dnia bez narad i odpraw. Marszałek województwa niczym sam Korfanty – już nie w bytomskim hotelu „Lomnitz”, lecz w okazałym gmachu Sejmu Śląskiego w Katowicach – wzywa, przydziela zadania, rozlicza.

„A ten maraton, prezesie, to w tym roku na cześć powstańców będzie – rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu – Duch trzech powstańczych zrywów z pewnością doda skrzydeł zawodnikom. Oczekuję rekordowych wyników”. „Ma się rozumieć, panie marszałku” – Prezes wyprężył się jak struna, stukając z animuszem obcasami.

„A może by tak hymn skomponować, na cześć ludu górnośląskiego zrzucającego pruskie jarzmo, ma się rozumieć” – nieoczekiwanie zaproponował Dyrektor jednej z instytucji kultury. Marszałek zmarszczył brew i rzekł, grożąc palcem – „Oj, dyrektor, dyrektor, wy to lubicie przed szereg wychodzić”. Dyrektorskie lico w momencie zbladło, z omdlałej dłoni wysunęła się kartka ze scenariuszem obchodów i powolutku, jakby to była wieczność cała, sfrunęła na parkiet marszałkowskiego gabinetu. „Ale podoba mi się!” – wykrzyknął Marszałek, przerywając paraliżującą ciszę i protekcjonalnie klepiąc przygarbione dyrektorskie plecy – „róbcie, róbcie koniecznie!”.

Kiedy twarz Dyrektora zwolna odzyskiwała kolory, na odwagę zebrało się Bibliotekarzowi. „Wiem, wiem! – zaczął cichutkim głosem – zorganizujmy konkurs powstańczej poezji. Młodzieńcy i dziewczęta w strojach ludowych pełną pasji recytacją poruszą serca publiczności”. „Żadnych recytacji!” – oschle uciął Marszałek, gorzko smakując wspomnienie upokorzenia doznanego w szkole podstawowej, kiedy mimo zarwanej nocy jako jedyny z klasy nie zaliczył „Inwokacji”.

Bibliotekarz zaczął trząść się jak osika, a Marszałek, nie przerywając przeklinania w duchu Litwy, dzięcieliny i świerzopu, warknął: „Wiersze dobre są dla zniewieściałych dekadentów, a nam trzeba hartować ducha młodzieży, by rosła dumna i krzepka, godna powstańczego dziedzictwa. Nie będzie poezji, będzie rekonstrukcja!”. „Genialne, wyborne!” – zgodny chór dyrektorów, kierowników i prezesów utwierdził Marszałka w przekonaniu, że jego pomysł spotkał się z powszechnym uznaniem.

Kiedy ukontentowany toczył wzrokiem po sali, przesuwając dłonią po opiętej na brzuchu koszuli, nieoczekiwanie zapał ostudził jeden z kierowników – „Panie Marszałku, jest pewien problem. Walki toczyły się głównie wokół Góry św. Anny, a to opolskie. Tam, wie Pan Marszałek, rządzi Platforma i to razem z, tfu, mniejszością niemiecką. Nie zgodzą się rekonstruować, a jak przyjdziemy bez pozwolenia, to gotowi jeszcze pogonić, jak wtedy powstańców”. „Fakt, to może być problem” – Marszałek wyraźnie stropiony podrapał się w głowę. Po chwili jednak jego szeroką twarz rozjaśnił uśmiech promienny jak u niewinnego dziecka. „Mam! Gdzieś niedaleko powstańcy bohatersko spalili Niemcom kilka chałup. Gdzie to było?” – na obliczu Marszałka zarysowało się skupienie wskazujące na usilne poszukiwanie w zakamarkach pamięci, gdzieś między tekstem ostatniego przemówienia Prezesa a listą przeznaczonych do zwolnienia pracowników jednej ze spółek, którzy ostali się jeszcze po poprzedniej władzy. „Anhalt, dziś Hołdunów” – znudzonym głosem z kąta sali rzucił Profesor, który najwyraźniej nie dał się porwać ogólnemu entuzjazmowi. „Tak, Hołdunów!” – Marszałek aż podskoczył z radości, która jednak szybko przeszła w smutek. „Ale tam teraz prawie wszystko murowane, z wyjątkiem domków fińskich. Lokatorzy pewnie palić nie pozwolą, a to nie Niemcy, żeby ich o zgodę nie trzeba było pytać”. „Panie Marszałku – wtrącił się jeden z prezesów, jeszcze z nadania poprzedników, który żył nadzieją na odpuszczenie dawnych grzechów – „ale czy rekonstrukcja bohaterskiego spalenia Hołdunowa musi mieć miejsce w Hołdunowie? Jakby to o naszych powstańcach świadczyło? Że spalili niedokładnie i trzeba teraz poprawiać. Rekonstrukcję zamachu na papieża zrobili w Ostrowie, a nie w Rzymie, a rzezi wołyńskiej w Radymnie na Podkarpaciu, a nie na Ukrainie”. „Fakt” – przyznał zaintrygowany Marszałek. „A my – kontynuował ośmielony Prezes – mamy dość pustych drewnianych chałup w skansenie”.

Na sali zapadła cisza. Zebrani jak jeden mąż utkwili wzrok w dyrektorze skansenu, który zesztywniał i z trudem usiłował wykrztusić słowa protestu – „Ale, ale…”. „Znakomicie!” – wykrzyknął Marszałek, klaszcząc zamaszyście w dłonie. „Panie Marszałku, ale to bezcenne dziedzictwo górnośląskiej wsi…” – próbował oponować rozdygotany dyrektor. „Nie ma cenniejszego dziedzictwa piastowskiej ziemi górnośląskiej niż pamięć o powstańcach i ich Wielkich Czynach” – twardo przerwał Marszałek. „Zresztą – dorzucił uśmiechając się dobrotliwie – macie tam przecież tę chatę, w której jeden z waszych poprzedników chędożył kierowniczkę. Jak jej tam było? – Marszałek próbował przypomnieć sobie nazwisko z anonimowego donosu. Po chwili zniechęcony rzucił – „Mniejsza z tym. Uczcimy powstańców i wypalimy to gniazdo rozpusty za jednym zamachem”. „Brawo, brawo!” – rozległo się po sali. Marszałek, wyraźnie odprężony, rozparł się w fotelu – „No tośmy dzisiaj co nieco uradzili. Zasłużyliście na premie”. Słowa wywołały entuzjazm wśród zebranych. I tylko dyrektor skansenu siedział oniemiały, a Profesor z ironicznym uśmiechem spoglądał przez okno jak ucieka świat.

 

Jerzy Gorzelik

Comments

comments